Reklama

Reklama

Rosjanie znaleźli "winną" zamachu. To matka z 12-letnią córką

Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) znalazła główną podejrzaną w sprawie zamachu na Darię Duginę. Według Rosjan Ukrainka Natalia Wowk miała wjechać do Rosji z 12-letnią córką, a po wysadzeniu auta propagandystki uciec do Estonii. Propagandowe media opublikowały nowe nagrania z podejrzaną, pokazały też rzekomą legitymację wojskową sugerującą, że Wowk należała do pułku Azow. Ukraina zaprzecza oskarżeniom.

Daria Dugina, propagandystka, córka ideologa Kremla Aleksandra Dugina, zginęła w nocy z soboty na niedzielę w wyniku eksplozji samochodu na autostradzie pod Moskwą. Rosyjskie służby i media oskarżają o zamach ukraińskie służby specjalne.

W poniedziałek FSB wskazało rzekomą sprawczynię zamachu. 43-letnia Natalia Wowk miała wjechać do Rosji w lipcu z 12-letnią córką i wynająć mieszkanie w sąsiedztwie Duginy. W ciągu kolejnych tygodni miała śledzić 30-latkę, trzykrotnie zmieniając numery rejestracyjne swojego Mini Coopera. FSB twierdzi, że kobieta w dniu zamachu była na festiwalu "Tradycja", w którym uczestniczyła również Dugina. Po wysadzeniu auta Wowk miała uciec z córką do Estonii.

Rosja ma "dowody". Publikuje nagrania

Reklama

Agencja Ria Novosti opublikowała nagrania, na których widać kobietę wjeżdżającą i wyjeżdżającą z Rosji. Osoba, która jest przedstawiana jako Wowk, została również nagrana, gdy wchodziła do apartamentowca, w którym mieszkała Dugina.

Rosyjska propaganda prowadzi masową akcję medialną, w której odkrywa nowe "fakty" z życia rzekomej sprawczyni. Powołując się na grupę hakerską RahDit FSB stwierdziła, że Wowk wcześniej służyła w ukraińskim pułku Azow. Na "dowód" pokazano jej legitymację wojskową, która miała znaleźć się w posiadaniu rosyjskich służb.

Zobacz też: Śmierć Darii Duginy. Za atakiem mają stać rosyjscy partyzanci

W poniedziałek z kolei Ria Novosti powołując się na rozmowę z rzekomym ojcem Wowk podała, że na początku wojny kobieta uciekła z terytorium Ukrainy. W ciągu ostatnich miesięcy miała być we Francji i w Polsce, po czym wrócić do ojczyzny.

W świetle rosyjskich informacji, pojawiły się groźby w stronę Estonii, gdzie ma przebywać Ukrainka. Senator Władimir Dżabarow zagroził, że jeśli kraj nie zgodzi się na jej ekstradycję, to daje to podstawy do "zdecydowanych działań przeciwko Tallinowi, ukrywającemu terrorystę".

Ukraina zaprzecza. "Stara legitymacja"

Rosyjskim doniesieniom zaprzecza strona ukraińska. Doradca prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Mychajło Podolak zapewnił w niedzielę, że Kijów "nie ma nic wspólnego z zamachem", bo Ukraina "nie jest państwem terrorystycznym".

Z kolei przedstawiciele Pułku Azow przekazali w poniedziałek, że kobieta "której nazwisko i legitymację wojskową opublikowała FSB, nie ma nic wspólnego z pułkiem Azow". Ustalenia FSB uznali za całkowicie fałszywe, zwracali uwagę, że kobieta na zdjęciu ma inny mundur niż noszą członkowie tej formacji.

- To stara legitymacja tej kobiety, leżąca gdzieś bądź zachowana w archiwum jednostki wojskowej nr 3057 w Mariupolu - mówili przedstawiciele Azowu. - Nie wszyscy, którzy służą w jednostce 3057 to żołnierze pułku Azow i ta kobieta nie jest żołnierzem pułku - zaznaczyli.

Według byłego rosyjskiego parlamentarzysty Ilji Ponomariowa, za eksplozję, w wyniku której zginęła córka Aleksandra Dugina odpowiada rosyjska grupa podziemna - Narodowa Armia Republikańska, której celem jest obalenie rządu Władimira Putina. W sieci pojawił się manifest NAR, w której do zamachu przyznają się rosyjscy partyzanci.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy