Reklama

Reklama

"Rosjanie chcą naszego strachu". Relacja korespondentki Interii po ostrzale Lwowa

"Budzą Lwy" - takie wpisy zamieszczają w mediach społecznościowych młodzi lwowianie. To reakcja na dzisiejsze ataki na zakład naprawy samolotów pod tym miastem. Chwilę po wybuchach na różnych grupach w mediach społecznościowych m.in. na Telegramie pojawiły się dyskusje i pytania, o to co dokładnie stało się kilka minut po godzinie 6 - informuje specjalna wysłanniczka Interii na Ukrainę Karolina Olejak. W piątek rosyjskie rakiety uderzyły w zakład naprawy samolotów we Lwowie.

Choć mieszkańcy Lwowa na dźwięk syreny alarmowej przestali już ukrywać się w schronach, w 23. dniu wojny znowu poczuli strach. - Dziś część z nas się przestraszyła. Myślę, że wrócimy do ostrożności z pierwszych dni wojny - wyznała w rozmowie z Interią mieszkanka Lwowa.

Syreny alarmowe we Lwowie. "Rosjanie chcą, żebyśmy się bali"

Syreny alarmowe we Lwowie zostały włączone o 6:08 czasu lokalnego. Alarm przeciwlotniczy obowiązywał w piątek od godziny 6:08 do godziny 6:47. W tym czasie przez centrum miasta przejechało kilkanaście wozów strażackich na sygnałach. Słychać było również serię wybuchów. 

Reklama

- Słyszałam trzy wybuchy, mimo że mieszkam daleko od lotniska. Od razu zaczęłam sprawdzać na grupach, co się stało. Wszyscy pisali jakieś spekulacje. Dopiero po chwili pojawił się oficjalny komunikat mera Lwowa. To nas trochę uspokoiło - powiedziała naszej reporterce studentka, mieszkanka Lwowa.

Mimo niepokoju Ukraińcy starają się weryfikować informacje i sprawdzać oficjalne oświadczenia publikowane przez władze swoich miast. Jak sami podkreślają, wiedzą, że Rosjanie chcą wywołać panikę, dlatego mieszkańcy próbują nie ulegać emocjom. 

- Przez miasto przejechała kolumna samochodów na sygnale. To naprawdę robi wrażenie. Teraz wiem, że to były służby, które jechały do palących się zakładów. Rosjanie w ten sposób chcą, żebyśmy się bali - stwierdziła sprzedawczyni w jednej z lwowskich kawiarni. 

"Budzą Lwy"

"Budzą Lwy" - takie wpisy zamieszczają w mediach społecznościowych młodzi lwowianie. To także reakcja na dzisiejsze ataki na zakład naprawy samolotów pod tym miastem. Chwilę po wybuchach na różnych grupach w mediach społecznościowych m.in. na Telegramie pojawiły się dyskusje i pytania o to, co dokładnie stało się kilka minut po godzinie 6.

Andrij Sadowy, mer Lwowa, poinformował w piątkowym oświadczeniu, że "kilka rakiet uderzyło w zakład naprawy samolotów we Lwowie". Uspokajając mieszkańców, dodał, że praca fabryki została wstrzymana już wcześniej, dzięki czemu po ostrzale nie ma obecnie ofiar.

"Na miejscu pracują ratownicy i właściciele obiektu" - zaznaczył na koniec mer miasta. 

Rosyjski atak na Lwów

Ostrzał Lwowa wywołał niepokój nie tylko wśród mieszkańców tego miasta. Prezydent Przemyśla podczas konferencji prasowej zaznaczył, że nocny atak na lotnisko we Lwowie może przełożyć się na napływ uchodźców. Przypomniał jednak, że po ataku w Jaworowie nie zaobserwowano dużego wzrostu liczby przyjeżdżających. 

- Wtedy było to około 2 tys. więcej. Zobaczymy, jak ta sytuacja rozwinie się dzisiaj. Zawsze takie sytuacje powodują nerwowość - ocenił.

Wiceszef MSZ Marcin Przydacz ocenił z kolei, że atak na Lwów, bliski polskiej granicy, pokazuje, że Rosjanie będą chcieli dalej atakować cele już nie tylko na wschodzie czy południu Ukrainy, ale także i na zachodzie. W tym kontekście - jego zdaniem - propozycja wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego "o misji humanitarnej od kierunku zachodniej Ukrainy staje się tym bardziej aktualna". 

- Pamiętajmy, że większość uchodźców, która dotarła do Polski, właśnie przeszła przez miasto Lwów - podkreślił.

Reklama

Reklama

Reklama