Reklama

Reklama

Rosja werbuje więźniów do walki. Zaangażowany "kucharz Putina"

W drodze na front lub już na nim jest ponad tysiąc więźniów z kolonii karnych w całej Rosji - informuje rosyjskojęzyczny portal Biełsatu Vot-Tak. Jednak według danych obrońców praw człowieka w Rosji może chodzić o werbunek nawet 20 tys. osób. W proceder ma być zaangażowany sam bliski współpracownik prezydenta Rosji Jewgienij Prigożyn, nazywany "kucharzem Putina", sponsor najemniczej "grupy Wagnera", który osobiście odwiedza więzienia.

Rosyjskie władze desperacko poszukują żołnierzy na wojnę z Ukrainą bez konieczności ogłaszania powszechnej mobilizacji. W tym celu Kreml m.in. rekrutuje więźniów z kolonii karnych i zachęca do służby obywateli krajów Azji Centralnej - informował we wtorek ukraiński wywiad wojskowy (HUR).

Takie doniesienia pojawiały się już wcześniej, a teraz potwierdzają je także relacje zebrane przez dziennikarza rosyjskojęzycznego portalu Biełsatu Vot-Tak.

Jak twierdzi Olga Romanowa, szefowa organizacji praw człowieka wspierającej więźniów i oskarżonych "Ruś Sidjaszczaja", akcja werbunku więźniów miała trzy fazy. Początkowo Federalna Służba Bezpieczeństwa, Federalna Służba Więzienna wraz z tzw. grupą Wagnera próbowała zwerbować odsiadujących wyroki byłych pracowników służb mundurowych. To nie przyniosło jednak wielkiego sukcesu.

Reklama

Werbunek więźniów. "Nie są głupcami"

Kolejne fazy rozpoczęły się wiosną i pod koniec czerwca. Jak twierdzi obrończyni praw więźniów, osadzonym obiecuje się ułaskawienie, jeśli uda im się przeżyć pół roku działań wojennych.

Według danych organizacji broniących praw człowieka w działania wojenne zaangażowanych jest już ponad tysiąc więźniów z całego kraju. Aktywiści otrzymali ostatnio informacje o 400 osadzonych z obwodu leningradzkiego i nowogrodzkiego wysłanych na front.

- Według dostępnych danych chodzi o werbunek nawet 20 tys. osób, ale pierwsza faza rekrutacji byłych oficerów z doświadczeniem bojowym w lutym i marcu zakończyła się niepowodzeniem. Nie są głupcami, żeby się na to zgodzić. Jak mi powiedziano, jeden z byłych oficerów sił specjalnych powiedział funkcjonariuszom, że wolałby "dać im po gębie" i dostać dłuższą karę, niż pójść na śmierć - powiedział Vot-Tak Władimir Osieczkin, założyciel projektu obrony praw człowieka Gulagu.net. 

"Kucharz Putina" w koloniach karnych

W akcję werbunku osadzonych ma być zaangażowany sam Jewgienij Prigożyn, który według relacji aktywistów odwiedził kolonie karne m.in. w obwodzie riazańskim i w Petersburgu. Nazywany "kucharzem Putina" biznesmen jest sponsorem tzw. grupy Wagnera. Jego przydomek wziął się z faktu, że jego firma świadczyła usługi cateringowe na Kremlu. Oligarcha jest poszukiwany przez FBI.

Jak podają media, żołd skazanych ma wynieść ok. 200 tys. rubli, czyli ok. 15 tys. zł miesięcznie. W przypadku odniesienia poważnych ran - 300 tys. rubli, czyli ok. 24 tys. zł. Za śmierć rodzina skazanego, o ile ten jakąś ma, może otrzymać 5 mln rubli, czyli ok. 400 tys. zł.

Aktywiści zwracają uwagę, że werbunek więźniów może oznaczać brak chętnych do walki. - Ci ludzie są postrzegani jako gorszy sort, mięso armatnie - mówi Osieczkin, podkreślając, że skazańcy wysyłani są w rejony najcięższych walk i do najtrudniejszych zadań, bez niezbędnego przygotowania.

Ważną cechą osadzonych jest także fakt, że wielu z nich nie posiada lub nie ma kontaktu z krewnymi, którzy mogliby się upomnieć o zwłoki swojego bliskiego.

Portal zauważa także, że służby wysyłające więźniów do walki robią to nielegalnie, manipulując w dokumentach i formalnościach.  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy