Reklama

Rosja. Wdowy po żołnierzach apelują do Putina. To może być pretekst do nowej mobilizacji

'Wdowy po żołnierzach w Rosji' - mało znana grupa patriotyczna, która wspiera wdowy po zabitych w Ukrainie mężczyznach - wezwała Władimira Putina do zarządzenia mobilizacji na dużą skalę i zamknięcia granic, aby zapewnić zwycięstwo z Ukrainą. Niewykluczone, że ten "oddolny" apel posłuży za pretekst do przeprowadzenia mobilizacji rezerwistów. Ukraińskie władze przekonują, że z początkiem stycznia władze rosyjskie ogłoszą stan wojenny i rozpoczną kolejną falę mobilizacji mężczyzn.

Władimir Putin jest pod coraz większą presją w kontekście kolejnych niepowodzeń na froncie w Ukrainie. Najświeższy przykład - masakra rosyjskich żołnierzy w bazie w Makiejewce

Przypomnijmy, że w noworoczną noc Ukraina uderzyła w punkt rozlokowania rosyjskich rekrutów zlokalizowany w Makiejewce w obwodzie donieckim. Według różnych danych zginęło od 300 do 600 Rosjan, a kilkuset zostało rannych. 

Rosyjskie Ministerstwo Obrony przekazało, że w ataku na bazę zginęło 89 żołnierzy

Ukraina ostrzega przed mobilizacją w Rosji

Dlatego w Rosji nie brakuje głosów wzywających do zarządzenia nowej mobilizacji. O tej możliwości od kilku dni mówią także ukraińskie władze. 

Reklama

Pod koniec grudnia Ołeksij Reznikow, minister obrony Ukrainy, powiedział, że z początkiem stycznia br. władze rosyjskie ogłoszą stan wojenny i rozpoczną kolejną falę mobilizacji mężczyzn. Jego zdaniem, aby powstrzymać mężczyzn w wieku poborowym przed opuszczeniem kraju, dla Rosjan granice zostaną zamknięte.

Szef ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryło Budanow podkreślił, że ze względu na duże straty osobowe poniesione na froncie na Ukrainie Kreml podjął decyzję, że nowa fala mobilizacji rezerwistów w Rosji rozpocznie się już 5 stycznia

Rosja. Wdowy po żołnierzach apelują do Putina

O ile władze nadal zwlekają z ogłoszeniem decyzji, w Rosji pojawiają się głosy wzywające Władimira Putina do "przeprowadzenia mobilizacji na dużą skalę". Z apelem takim wystąpiła na Telegramie grupa 'Wdowy po żołnierzach w Rosji'.

"Prosimy naszego prezydenta, naszego Naczelnego Wodza, aby zakazał wyjazdu mężczyzn w wieku poborowym z Rosji. I mamy do tego pełne moralne prawo: nasi mężowie zginęli, chroniąc tych mężczyzn, ale kto nas ochroni, jeśli oni uciekną?" - napisano w poście datowanym na 2 stycznia. 

Przypomnijmy, że we wrześniu 2022 r. Putin zarządził mobilizację 300 tys. poborowych. Kreml chciał w ten sposób odrobić straty na Ukrainie i rozbudować armię. Jednak znacznie więcej mężczyzn uciekło z kraju przed mobilizacją. Według szacunków zachodnich mediów mogło to być 500-700 tys. młodych mężczyzn. Tylko Gruzja przyjęła 100 tys. osób - wynika z oficjalnych danych władz w Tbilisi.

Kreml bada nastroje społeczne?

Autorzy apelu przekonują, że w Rosji są "dziesiątki milionów" mężczyzn w wieku poborowym. W apelu do Putina wezwano do naśladowania modelu Józefa Stalina, który "nie myślał o żadnych ocenach ani o niezadowoleniu 'dysydentów' - myślał w kategoriach zwycięstwa". Na zakończenie apelu autorzy podkreślili: to "nasza prośba, nasza decyzja, nasze żądanie". "I wierzymy, że władze nas usłyszą!" - podsumowano.

Kreml jak dotąd nie odniósł się do apelu. Putin powiedział wręcz w ubiegłym miesiącu, że nie ma potrzeby przeprowadzenia dodatkowej mobilizacji. Nie brakuje jednak głosów, że apele takie jak "wdów" są balonem próbnym Kremla, który sprawdza reakcje społeczeństwa i mogą posłużyć jako pretekst w stosownym momencie. 

Zwłaszcza że "Wdowy po żołnierzach" jest inicjatywą powstałą miesiąc temu - na Telegramie działa o 5 grudnia 2022 r. - i jak przyznali sami jej przedstawiciele, ma kontakty z administracją prezydencką, która udziela "aktywnej pomocy" w przygotowywaniu odpowiedzi prawnych na wnioski wdów po żołnierzach.

"Wdowy po żołnierzach" określają swój projekt w kanale telegramowym jako "inicjatywę każdej wdowy, każdej z nas", a także "kręgosłup kraju". "To my jesteśmy tymi, które nie ukrywały tchórzliwie swoich mężów. Jesteśmy tymi, które są ogromnie dumne z poległych mężczyzn" - przekonują autorzy projektu. 

Uciekłeś przed mobilizacją? Jesteś zdrajcą i zagranicznym agentem

Przypomnijmy, że rosyjskie władze postanowiły uderzyć w Rosjan, którzy uciekli za granicę przed mobilizacją i podjęciem walki na wojnie w Ukrainie. Mają oni zapłacić 30 proc. podatku od zarobionego zdalnie w Rosji wynagrodzenia, a nowa ustawa rosyjskiego parlamentu ma uznać ich za zdrajców i zagranicznych agentów.

Dmitrij Miedwiediew, wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa powiedział, że Rosjan, którzy opuścili kraj, należy uznać za "wrogów społeczeństwa". Należy im na zawsze zakazać wjazdu do kraju, a także pozbawić możliwości zarobkowania. Jego zdaniem, mogliby wrócić dopiero po wykazaniu "publicznej skruchy", a w niektórych przypadkach "tylko na mocy amnestii lub ułaskawienia".

Minister finansów Anton Siłuanow zapowiedział, że pracujący za granicą Rosjanie będą otrzymywać wynagrodzenie, z którego potrącony zostanie 30-procentowy podatek dochodowy. Jak tłumaczył, przy wyjeździe dłuższym niż sześć miesięcy, jako zagraniczni rezydenci stracą prawo do normalnej stawki PIT, wynoszącej 13 proc.

Z kolei na początku grudnia minister obrony Siergiej Szojgu ogłosił, że konieczne jest "utworzenie nowego zgrupowania wojsk w północno-zachodniej Rosji w związku z członkostwem Finlandii i Szwecji w NATO". Podczas narady sztabu przekazał, że liczebność rosyjskiej armii powinna wzrosnąć do 1,5 mln żołnierzy. Przy czym 695 tys. mają stanowić żołnierze kontraktowi.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Rosja | Ukraina | Władimir Putin

Reklama

Reklama

Reklama