Reklama

Reklama

Rosja oburzona decyzją Norwegii. Chodzi o dostawy na Spitsbergen

"Odmowa Norwegii narusza prawa człowieka i umowy międzynarodowe" - w ten sposób rosyjski polityk Konstantin Kosaczow skomentował decyzję władz w Oslo, które nie przychyliły się do prośby Kremla i nie pozwoliły na dostawy m.in. żywności dla rosyjskich górników mieszkających na Spitsbergenie. Norweskie władze tłumaczą, że gdyby postąpiły inaczej, złamałyby unijne sankcje, do których to państwo dołączyło w marcu.

W połowie czerwca rosyjska ambasada w Norwegii wezwała władze tego kraju, aby zagwarantowały nieprzerwane dostawy żywności dla rosyjskich górników mieszkających na archipelagu Svalbard. Jego największą wyspą jest Spitsbergen i to na niej znajduje się osada tych pracowników. 

Jak wówczas dodały kremlowskie władze, jeszcze w maju "prosiły" lokalne władze Spitsbergenu, aby w drodze wyjątku zniosły zakaz tranzytu rosyjskich towarów - podawały rosyjskie media.

"Mamy nadzieję, że uzyskamy pozytywną odpowiedź, aby - w celach humanitarnych - zapewnić stabilność w miejscowościach (zamieszkałych przez Rosjan)" - przekazywali dyplomaci Federacji Rosyjskiej, przypominając, że od końca kwietnia nieopodal granicy z Norwegią oczekują dwa statki morskie z ładunkiem siedmiu ton żywności, jak i częściami do statków i aut.

Reklama

- To wszystko jest kluczowe, by zapewnić możliwość rosyjskiej obecności na Spitsbergenie, zwłaszcza w trakcie przygotowań do zimy - twierdził Siergiej Guszczin, konsul generalny Rosji na tej wyspie.

Norwegia nie rezygnuje z sankcji. Oburzenie rosyjskiego polityka

W środę rosyjska agencja RIA Nowosti przekazała jednak, że rząd w Oslo nie zgodził się na odstępstwo od zakazu wwożenia towarów z Rosji na swoje terytorium. Na tę decyzję zareagował Konstantin Kosaczow, wiceszef Rady Federacji. Jego zdaniem "odmowa Norwegii narusza prawa człowieka i umowy międzynarodowe". 

Według Kosaczowa, rozmowy między Norwegią a Rosją dotyczyły wyłącznie transportu produktów spożywczych dla pracowników z Barentsburga. "Władze Norwegii swoimi świadomymi decyzjami próbują zagłodzić rosyjskich górników z tej osady. To w zasadzie niemoralne" - uznał.

Svalbard podlega jurysdykcji Norwegii, jednak jej władza jest ograniczona w kwestii prowadzenia działalności gospodarczej oraz wojskowej.

- Rosja jest jednym z 46 krajów-sygnatariuszy Traktatu Spitsbergeńskiego z 1920 roku, i na tej podstawie ma prawo do rozwijania działalności gospodarczej. Przejawia się to tym, że obecność Rosjan obok Norwegów jest znacząca - przypominała w maju w rozmowie z PAP prof. Katarzyna Zyśk z Norweskiego Instytutu Studiów Obronnych.

Jak dodawała, Kreml twierdzi, że na Svalbardzie mieszka 500 Rosjan. - Prawdopodobnie jest to mniejsza liczba. Na archipelagu działa rosyjska kopalnia węgla kamiennego w Barentsburgu, coraz większe znaczenie ma turystyka - wyliczała.

Rosyjsko-norweski spór o Spitsbergen

Rosja nie zgadza się z pewnymi aspektami norweskiej interpretacji tego traktatu: umowa została napisana dawnym, nieprecyzyjnym językiem, i została przetłumaczona z pewnymi różnicami o ogromnym znaczeniu.

- Według władz norweskich prawo do działalności gospodarczej dotyczy wyłącznie wysp i wód terytorialnych, natomiast Rosjanie wliczają w to również 200 mil morskich od linii brzegowej wokół archipelagu. Rosja twierdzi, że Svalbard to obszar zdemilitaryzowany, natomiast Norwegowie wskazują, że chociaż nie jest możliwa tam stała obecność w postaci baz wojskowych, to jednak przebywanie tam norweskich żołnierzy czy lądowanie samolotów wojskowych jest zgodne z traktatem - wyjaśniała prof. Zyśk.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy