Reklama

Reklama

Rosja. "Częściowa" mobilizacja. Płoną wojskowe komendy uzupełnień

Niedaleko Petersburga ktoś podpalili w nocy wojskową komendę uzupełnień. To nie pierwszy taki przypadek. Rosjanie masowo otrzymują wezwania do wojska. To efekt ogłoszonej w środę przez Putina "częściowej" mobilizacji.

W mieście Łomonosow niedaleko Petersburga nieznani sprawcy podpalili rosyjską wojskową komendę uzupełnień. Portal NEXTA opublikował wideo, na którym widać ogień w jednym z okien budynku.

"Koktajl Mołotowa wleciał do pokoju tuż obok szyldu wydziału. Budynek przy Ilikowskim Prospekcie szybko się zapalił. Ogień zdołał pokryć całe pomieszczenie przed przybyciem strażaków. Płomienny poranek!" - napisał na Telegramie kanał Rospartizan.

Rospartizan, po ogłoszeniu przez Putina "częściowej" mobilizacji wzywał na Telegramie do podpalania wojskowych placówek uzupełniających. "Celuj w budynek z archiwami, niszcz dokumenty: niech szukają ojców, mężów i braci, aby osobiście wręczyć im zaświadczenia zgonu" - napisał.

Reklama

Od rozpoczęcia przez Rosję wojny z Ukrainą na pełną skalę odnotowano ponad 20 prób podpalenia wojskowych placówek rekrutacyjnych - poinformował Kyiv Post. Rospartizan podał z kolei, że od ogłoszenia "częściowej" mobilizacji, w nocy spłonęły już dwie komendy uzupełnień.

"Częściowa" mobilizacja Putina

Ogłoszony przez Władimira Putina "częściowa" mobilizacja w Rosji wywołała falę protestów. Zatrzymano ponad 1300 osób. Jak poinformował portal OWD-Info protestującym wezwania do wojska wręczano bezpośrednio w komisariatach.

Eksperci i media oceniają, że "mobilizacja częściowa jest tylko z nazwy". W sieciach społecznościowych pojawia się wiele informacji o tym, że powoływani są "wszyscy jak leci".

Potencjalni "poborowi" próbują więc za wszelka cenę uniknąć wcielenia do wojska. Ci, których na to stać, próbują uciec z kraju. Bilety lotnicze, np. do Turcji wyprzedały się już całkowicie.

Na tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na wyjazd z kraju, czekają oferty złamania ręki.

Media informują również o kolejkach na granicach lądowych Rosji, m.in. z Finlandią i korkach przy granicy z Gruzją, Kazachstanem i Mongolią.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy