Reklama

Reklama

Rosja czeka na lotniskowiec. Remont opóźnia się

Wojna w Ukrainie obnażyła wiele słabości rosyjskiej armii. Zawodzi sprzęt i przygotowanie taktyczne. Teraz doszedł kolejny problem. Jak przyznają tamtejsze państwowe media opóźnia się remont jedynego lotniskowca Kremla - "Admirała Kuzniecowa". Jednostka powinna wrócić do służby już w 2022 r., tymczasem po raz kolejny przełożono termin zakończenia prac naprawczych. Okręt, który jest częściej remontowany niż wykorzystywany do działań operacyjnych, ma być gotowy najwcześniej za dwa lata.

Jedyny lotniskowiec Rosji,"Admirał Kuzniecow", ma kolejne opóźnienie w remoncie i powróci do służby najwcześniej w 2024 roku - poinformowała centralna agencja prasowa Federacji Rosyjskiej TASS, powołując się na źródła wojskowe.

Zwodowany w 1985 roku okręt został poddany remontowi, po którym miał być gotowy do służby w 2023 roku.

Źródło, na które powołuje się rosyjska agencja, twierdzi, że podczas prac odkryto usterki, które oznaczają, że okręt pozostanie w doku dłużej, niż początkowo planowano.

Lotniskowiec "Admirał Kuzniecow" miał być gotowy w 2022 r.

Początkowo okręt miał wrócić do służby w tym roku, ale w 2021 roku termin ten został przesunięty na 2023 rok.

Reklama

W grudniu 2019 r. w wyniku pożaru na pokładzie lotniskowca zginął co najmniej jeden wojskowy, a 12 osób zostało rannych.

Rok wcześniej został on uszkodzony podczas prac remontowych, gdy zatonął podtrzymujący go dok pływający, a na jego pokład spadł dźwig.

Lotniskowiec zyskał złą sławę w Wielkiej Brytanii w 2017 roku, kiedy to ówczesny sekretarz obrony Michael Fallon nazwał go "okrętem hańby", gdy przepływał przez wody w pobliżu wybrzeża Anglii, wydzielając czarny dym. 

Tymczasem, jak ocenił były naczelny dowódca wojsk NATO w Europie, admirał Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych James Stavridis, Morze Czarne ma być "nowym frontem" na wojnie rosyjsko-ukraińskiej, na którym w walkę mogą zostać zaangażowani zachodni sojusznicy, którzy będą eskortować dostawy zboża z oblężonego kraju. Tego samego zdania jest minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy