Reklama

Reklama

Reuters: Wojenne "piekło" ukraińskich rolników. Rosjanie chcą ich zniszczyć

- Rolnictwo to jeden z niewielu sektorów biznesu, który działa… Oczywiście, że chcą je zniszczyć - powiedział ukraiński rolnik Wołodymyr Onyszczuk. Wprawdzie w obwodzie mikołajowskim nie dochodzi do otwartej ofensywy Rosjan, lecz agresorzy stale bombardują ukraińskie pola uprawne oraz magazyny ze zbożem, co wzmaga światowy kryzys żywnościowy. Lokalni urzędnicy szacują, że od początku wojny starty sektora rolnictwa w regionie wynoszą już 1,16 mld dolarów.

Rosjanie ostrzelali wczoraj przedmieścia i port w Mikołajowie. Jeden z najbardziej dramatycznych ataków miał jednak miejsce 4 czerwca, kiedy zbombardowano prywatny terminal zbożowy Nika-Tera w porcie tego miasta. 

"Piekło" dla rolników

- Rolnictwo to jeden z niewielu sektorów biznesu, który działa... Oczywiście, że (Rosjanie - przyp. red.) chcą go zniszczyć. Chcą zatrzymać ten strumień dochodów do kraju - powiedział agencji Reuters ukraiński rolnik Wołodymyr Onyszczuk. Na terenie jego 2000-hektarowego gospodarstwa pszenicy i słonecznika leżą stosy rosyjskich łusek artyleryjskich.

Reklama

Onyszczuk dodaje, że uprawy będą podatne na ogień spowodowany ostrzałem, a to może być "piekłem" dla rolników, gdy w nadchodzących tygodniach rozpocznie się sezon żniw.

- Po prostu przetrwajmy do następnych żniw - odpowiedział na pytanie, w jaki sposób mikołajowscy rolnicy planowali uchronić się przed działaniami Rosjan.

Miejscowi obawiają się wjeżdżać swoimi kombajnami na pola, ponieważ w każdej chwili mogą zostać zniszczone.

"Włożyliśmy wszystko w te żniwa"

- Paliwo poszło w górę. Ceny nawozów są obłędne. Nie wiem, jak będziemy pracować w przyszłym roku - powiedział Walentyn Matwijenko, który prowadzi gospodarstwo rolne w pobliżu Basztanki, około 60 km na północny wschód od Mikołajowa. Część jego ziemi znajduje się w zasięgu rosyjskiej artylerii.

Rolnik powiedział, że niektórzy handlarze oferują takie stawki za pszenicę, które były jedną trzecią przedwojennych szczytów cenowych.

- Nasze zasoby finansowe się kurczą. Włożyliśmy wszystko w te żniwa - podsumował.

Obwód mikołajowski: Straty wnoszą 1,16 mld dolarów

Z informacji przekazanych przez lokalnych urzędników wynika, że pięć pocisków trafiło w grupę magazynów i taśm transportujących zboża w zakładzie Nika-Tera, uniemożliwiając w jednym z największych terminali rolniczych w Ukrainie załadunek lub rozładunek statków. Wybuchy wywołały intensywny pożar w magazynach ze słonecznikiem. Silosy zbożowe pozostały nienaruszone.

- Próbują podważyć bezpieczeństwo żywnościowe na całym świecie - powiedział Gieorgij Reszetiłow, pierwszy zastępca szefa mikołajowskiej wojskowej administracji regionalnej. Jak stwierdził, obiekty rolnicze w regionie poniosły straty o wartości 34 miliardów hrywien (1,16 miliarda dolarów). Największe zniszczenia dotyczą producentów pulpy pomidorowej oraz dużej liczby zwykłych gospodarstw rolnych.

- Nikt nie może zagwarantować bezpieczeństwa tych zbiorów w czasie wojny - powiedział Reszetiłow.

Widmo światowego kryzysu żywnościowego

Od 24 lutego wraz z początkiem rosyjskiej inwazji na Ukrainę - czwartego co do wielkości eksportera zboża na świecie - Kijów wielokrotnie oskarżał Rosję o atakowanie infrastruktury i rolnictwa w celu wywołania globalnego kryzysu żywnościowego oraz nacisku na Zachód.

Moskwa, która swoją wojnę nazywa "specjalną operacją wojskową", za kryzys obwinia zachodnie sankcje nałożone na Rosję. Kreml twierdzi także, że transporty zboża uniemożliwiają miny morskie założone przez Ukrainę, co powoduje spadek eksportu żywności i wzrost światowych cen.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy