Reklama

Reklama

Przewodów. Na miejsce tragedii przybyli ukraińscy eksperci

Na miejsce tragedii w przygranicznym Przewodowie, gdzie rakieta bądź rakiety zabiły dwóch Polaków, przybyli ukraińscy eksperci. Mają oni - w roli obserwatorów - przyglądać się badaniu przyczyn zdarzenia. W czwartek prezydent Ukrainy Wołodymy Zełenski przekazał, że strona ukraińska dostała potwierdzenie, że ich specjaliści wezmą udział w działaniach śledczych w Przewodowie.

Ukraińscy eksperci pracują już na miejscu tragedii w Przewodowie spowodowanej rosyjskim terrorem rakietowym wobec Ukrainy - napisał na Twitterze ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba.

Jestem wdzięczny stronie polskiej za udzielenie im dostępu. Będziemy kontynuować naszą współpracę w sposób otwarty i konstruktywny, tak, jak czynią to najbliżsi przyjaciele - dodał.

We wtorek, 15 listopada, w leżącym 6 km od granicy z Ukrainą Przewodowie koło Hrubieszowa (woj. lubelskie) spadł pocisk - najprawdopodobniej ukraińskiej obrony przeciwlotniczej, wystrzelony w obronie przed rosyjskim masowym atakiem rakiet dalekiego zasięgu. 

Reklama

Przewodów. Śledztwo w sprawie eksplozji

W wyniku eksplozji pocisku śmierć poniosło dwóch obywateli Polski. Na miejscu kolejny dzień trwają działania prokuratorów, śledczych i ekspertów wojskowych.

W czwartek prezydent Ukrainy Wołodymy Zełenski przekazał, że strona ukraińska dostała potwierdzenie, że ich specjaliści wezmą udział w działaniach na miejscu zdarzenia.

Dmytro Kułeba zapowiadał zaś, że "Ukraina i Polska będą konstruktywnie i otwarcie współpracować w sprawie incydentu spowodowanego rosyjskim terrorem rakietowym przeciwko Ukrainie". 

W dniu, w którym doszło do tragedii, siły rosyjskie przeprowadziły zmasowany atak na Ukrainę za pomocą blisko 100 rakiet, wymierzony głównie w obiekty energetyczne na jej całym terytorium. 

Przewodów. Prezydent: Najprawdopodobniej nieszczęśliwy wypadek

Prezydent Andrzej Duda poinformował w środę, że nic nie wskazuje na to, że zdarzenie w Przewodowie to intencjonalny atak na Polskę. Jak mówił, najprawdopodobniej był to nieszczęśliwy wypadek. - Nie mamy żadnych dowodów, że rakieta została wystrzelona przez Rosję, jest wysokie prawdopodobieństwo, że była to rakieta ukraińskiej obrony - powiedział wówczas prezydent. 

- Ponieważ Ukraińcy mają inną hipotezę dotyczącą natury tego zdarzenia, cały czas ich główną, podstawową hipotezą jest to, że była to rakieta rosyjska, w której wprowadzono koordynaty, albo błędne, albo celowo, albo niecelowo. Natomiast polska strona i amerykańska skłaniają się jednak ku hipotezie, że była to po prostu rakieta ukraińskich sił obrony powietrznej, która nie trafiła w cel, co się zdarza i w której nie zadziałała stara, sowiecka aparatura do samozniszczenia - powiedział w Polsat News prezydencki minister Jakub Kumoch, w wypowiedzi dotyczącej zgody na dopuszczenie ukraińskich ekspertów.

Prezydencki minister zaznaczył, że strona ukraińska zostanie dopuszczona do miejsca eksplozji, co nie oznacza udziału w śledztwie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy