Reklama

Reklama

OSW o wprowadzeniu stanu wojennego przez Putina: To konsekwencja decyzji o aneksji

W środę prezydent Rosji Władimir Putin wprowadził stan wojenny w czterech anektowanych przez Rosję obwodach ukraińskich. Jak oceniają eksperci z Ośrodka Studiów Wschodnich, oznacza to, że przyszłe działania wojsk rosyjskich skoncentrują się na przełamaniu pozycji sił ukraińskich na południu i wschodzie kraju.

"Wprowadzenie stanu wojennego na terenach okupowanych przez Rosję (poza Krymem) jest konsekwencją wcześniejszej decyzji o ich aneksji w granicach administracyjnych. Wskutek tego, część tych formalnie 'rosyjskich' terenów jest kontrolowana przez Ukrainę i toczą się na nich działania wojenne, co Putin uznał za bezpośredni akt agresji na Rosję. Oznacza to, że przyszłe działania wojsk rosyjskich skoncentrują się na przełamaniu pozycji sił ukraińskich na południu i wschodzie kraju. Nie jest jednak wykluczone, że chcąc uzyskać tam powodzenie, Rosja zdecyduje się też na działania na innych kierunkach" - napisano w analizie OSW. 

Reklama

Eksperci OSW: Ukraińcy mogą napotkać problemy przy odbijaniu Chersonia

Autorzy Piotr Żochowski i Andrzej Wilk piszą, że Rosjanie gromadzą dodatkowe siły w obwodach ługańskim i chersońskim. W samym Chersoniu liczba żołnierzy rosyjskich oceniana jest na 20-25 tys., przy czym mają oni być zdemoralizowani i nie przejawiać gotowości do walki.

Analitycy OSW zaznaczają, że Ukraińcy mogą napotkać duże problemy w przypadku decyzji o odbiciu Chersonia, zatem Kijów nie wyklucza głównego kierunku uderzenia w obwodzie zaporoskim.

"O ile odbicie Chersonia miałoby duże znaczenie polityczne, nie przyniesie Ukrainie żadnych istotnych profitów natury strategicznej, zaś zajęcie węzłowego Melitopola ponownie odcięłoby Krym od lądowego połączenia z Rosją. Wraz z utrudnieniem przeprawy na półwysep po uszkodzeniu mostu nad Cieśniną Kerczeńską sukces ten znacząco ułatwiłby armii ukraińskiej dalsze działania na rzecz odzyskania półwyspu, a obszar względnie skutecznej okupacji rosyjskiej zostałby ograniczony do Donbasu" - wyjaśniają eksperci.

Białoruski resort obrony dementuje informacje o mobilizacji. Jest "rutynowa" rejestracja osób

Autorzy analizy przypominają, że we wtorek dowódca Połączonej Grupy Wojsk Sił Zbrojnych FR w strefie "specjalnej operacji wojskowej" Siergiej Surowikin udzielił wywiadu, w którym przyznał, że sytuacja na froncie jest napięta i siły ukraińskie nie rezygnują z atakowania pozycji rosyjskich.

"Publiczne wystąpienie Surowikina może świadczyć o rewizji dotychczasowej polityki informacyjnej rosyjskiego resortu obrony opartej na codziennych, zdawkowych komunikatach opisujących sytuację na froncie" - oceniają analitycy. Wypowiedź ta ma potwierdzić jego samodzielność w planowaniu i realizacji dalszych działań bojowych na Ukrainie. Przyznanie, że na froncie istnieją duże trudności w odpieraniu ataków ukraińskich ma w zawoalowany sposób zasugerować możliwość oddania Chersonia. Z kolei podkreślenie znaczenia działań sił powietrznych może być zapowiedzią intensyfikacji ataków lotniczych (w tym bombardowań) terytorium Ukrainy.

OSW informuje także, iż w środę białoruski resort obrony po raz kolejny zdementował informacje o mającej trwać mobilizacji, ale przyznał, że komisje wojskowe prowadzą "rutynową" rejestrację osób zdolnych do służby wojskowej, a działania sprawdzające zdolności mobilizacyjne zakończą się do końca roku. 

Reklama

Reklama

Reklama