Reklama

Niemieckie media: Zachodnie czołgi decydujące dla konfliktu w Ukrainie

Amerykańscy stratedzy najwyraźniej opierają się na starej doktrynie wojskowej NATO, aby pomóc Ukrainie. Do tego kraj potrzebuje zachodnich czołgów, które teraz obiecano - przekazuje "Deutsche Welle". Australijski bloger wojskowy Mick Ryan ocenia, że wraz z napływem nowo zmobilizowanych żołnierzy w bieżącym roku, Rosja będzie miała większe zdolności do przeprowadzenia ofensywy.

Przede wszystkim szybkość, z jaką armia ukraińska odzyskała tereny na północnym wschodzie kraju, zaskoczyła pod koniec lata ubiegłego roku wielu zachodnich analityków wojskowych. W ciągu kilku dni ukraińscy żołnierze wyzwolili wtedy region Charkowa. Szczególnie w walkach wokół małego miasta Kupiańsk ukraińska armia szybko posunęła się o 90 kilometrów w głąb terytorium okupowanego przez Rosję.

Głównym kluczem do tego militarnego sukcesu było współdziałanie czołgów, artylerii i użycie dronów dla rozpoznania - co razem pozwoliło na szybką ofensywę. "Ukraina pokazała w bardzo udanym zmechanizowanym posunięciu w kierunku Kupiańska, że jest zdolna do walki połączonymi rodzajami wojsk" - mówi w rozmowie z "DW" ekspert ds. Ukrainy Nico Lange z Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.

Reklama

Komunikacja i koordynacja 

"Połączone rodzaje wojsk" (ang. combined arms) to coś w rodzaju wojskowego DNA NATO z czasów zimnej wojny. Oznacza to współdziałanie czołgów, bojowych wozów piechoty, wspieranych przez artylerię, a dziś także przez drony" - wyjaśnia Lange. Jak tłumaczy, te połączone są ze sobą dzięki stałej komunikacji w skoordynowanych operacjach. Strategia ta sięga czasów pruskiego reformatora wojskowego Carla von Clausewitza z początku XIX wieku i do dziś jest wykładana na zachodnich akademiach wojskowych.

Z kolei analityk wojskowy Yigal Levin uważa, że  "Rosja pokazała w czasie wojny w Ukrainie, że nie potrafi przeprowadzić bitwy połączonymi rodzajami wojsk". W wywiadzie dla "DW" były oficer izraelskiej armii i znany bloger wojskowy mówi, że Rosjanie próbowali wdrożyć tę koncepcję, ale do sukcesu zabrakło im "kompetentnych dowódców" i "dobrej koordynacji między poszczególnymi jednostkami".

Właśnie komunikacja i koordynacja kuleją w rosyjskiej armii. Dzieje się tak dlatego, że Rosja "odziedziczyła szkielet, strukturę organizacyjną armii radzieckiej" - mówi Levin. Z kolei armia ukraińska, która również wyłoniła się ze Związku Radzieckiego, od czasu "agresji Kremla w 2014 roku" korzysta z amerykańskich i kanadyjskich programów szkoleniowych, zwłaszcza dla młodych ukraińskich dowódców - mówi bloger wojskowy. Ponadto "setki tysięcy Ukraińców zdobyły od 2014 roku doświadczenie na froncie".

Zachodnie czołgi 

"Jeśli Ukraina dostanie teraz więcej czołgów i bojowych wozów piechoty, to będzie w stanie zorganizować jednostki, które mogłyby dokonać takich przełomów również na południu czy na wschodzie" - analizuje Nico Lange. Ekspert ds. Ukrainy ma na myśli zachodnie bojowe wozy piechoty AMX-10 RC z Francji, Bradley z USA oraz Marder z Niemiec. Berlin chce dostarczyć 40 sztuk.

Teraz dyskusja toczy się o czołgi. Wielka Brytania potwierdziła zamiar dostarczenia armii ukraińskiej Challengera 2, pierwszego zachodniego głównego czołgu według standardów NATO. Od kilku dni w Niemczech toczy się gorąca debata o dostarczeniu Ukrainie czołgów Leopard 2, czego chce m.in. Polska. Jako, że jest to czołg produkcji niemieckiej, to zgodę na taki eksport broni do strefy działań wojennych musi wyrazić rządowa Federalna Rada Bezpieczeństwa pod przewodnictwem kanclerza Olafa Scholza.

20 stycznia br. 50 sojuszników USA zebranych w Grupie Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy spotka się ponownie w amerykańskiej bazie wojskowej Ramstein w Niemczech. Bardzo prawdopodobne jest, że niemiecki rząd znajdzie się pod dalszą presją w sprawie wysłania Ukrainie czołgów.

Szczególnie w obliczu zaciętych walk wokół Sołedaru i Bachmutu widać, że rosyjskie siły zbrojne wywierają coraz większą presję na tamtejszych ukraińskich żołnierzy. Rosjanie opłacają to jednak dużymi stratami, w tym dopiero niedawno zmobilizowanymi żołnierzami. Wielu w Ukrainie nazywa ten odcinek frontu "maszynką do mięsa", nawiązując do brutalnej wojny pozycyjnej z czasów I wojny światowej.

Przeciwwaga dla rosyjskiej przewagi

Dla Michaela Kofmana dalszy rozwój sytuacji na froncie wschodnioukraińskim jest trudny do przewidzenia. "Rosyjska armia w pewnym stopniu wykorzystała mobilizację" - powiedział ekspert ds. Rosji, doradzający amerykańskiej marynarce wojennej w swoim najnowszym podkaście o sytuacji w Ukrainie. Wątpi on, czy siły rosyjskie są gotowe do dalszych poważnych ofensyw poza Bachmutem. Z kolei Ukraina osiągnęła "tylko skromne zyski od jesieni ubiegłego roku, ale to nie musi oznaczać, że kolejna ofensywa nie będzie udana" - powiedział Kofman.

Wielu zachodnich analityków zgadza się, że Ukraina i Rosja przygotowują się do nowych ofensyw. "Z napływem nowo zmobilizowanych żołnierzy Rosja będzie miała pewne zdolności ofensywne w 2023 roku" - ocenia australijski bloger wojskowy Mick Ryan. Ale były generał dywizji zauważa też, że prezydent Rosji Władimir Putin "nie ma już takich zasobów, jakie miał w lutym 2022 roku".

Gdyby Ukraina miała zachodnie czołgi i bojowe wozy piechoty, mogłaby je rozmieścić obok innych dostarczonych już zachodnich systemów broni - np. niemieckich czołgów przeciwlotniczych Gepard, mobilnych systemów artyleryjskich Panzerhaubitze 2000 oraz amerykańskich wyrzutni rakiet HIMARS - które zgodnie z zachodnią logiką uzupełniają się jako "połączone rodzaje wojsk". - Dzięki szybkości i mobilności ukraińskie siły zbrojne mają nadrobić przewagę militarną Rosji w sprzęcie i żołnierzach. Pod warunkiem, że "szybko pójdzie" z dostawami czołgów - mówi niemiecki ekspert ds. Ukrainy Nico Lange.

Redakcja Polska Deutsche Welle
Autor: 
Frank Hofmann

Deutsche Welle
Dowiedz się więcej na temat: Wojna w Ukrainie 2022 | czołgi | Leopard 2

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy