Reklama

Reklama

Niemiecki minister odpiera zarzuty o niewystarczającą pomoc dla Ukrainy

Minister gospodarki Niemiec Robert Habeck odrzuca zarzut, że Niemcy zbyt niechętnie pomagają Ukrainie. Pytany przez gazetę "Welt am Sonntag" o dostawy broni dla Ukrainy stwierdził, że "nie jest tak, że Niemcy nie dostarczają nic lub dostarczają zbyt mało". Dodał, że Berlin nie może spełnić wszystkich życzeń Ukrainy.

Habeck podkreślił w sobotę w wywiadzie dla "Welt am Sonntag", że "w tej chwili ukraińscy żołnierze przechodzą szkolenie z obsługi samobieżnej haubicy 2000. Jest to jedna z najnowocześniejszych broni artyleryjskich. Do tego potrzebne jest szkolenie". Dodał, że "sama Ukraina twierdzi, że jej żołnierze potrzebują do tego pełnego okresu szkolenia".

Habeck zapewnił, że "wkrótce Niemcy dostarczą tę broń na Ukrainę. Nie jest więc wcale tak, że Niemcy nie dostarczają niczego lub dostarczają zbyt mało".

Minister przyznał też, że "to prawda, że Berlin nie może spełnić wszystkich życzeń Ukrainy. Stwarza to pewne napięcie".

Reklama

Przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Bundestagu Michael Roth (SPD) powiedział w sobotę na antenie Deutschlandfunk na temat dostaw broni na Ukrainę, że to jest bardziej skomplikowane, niż się czasem wydaje. "Nikogo nie oskarżam o złe intencje. Ale teraz wszyscy wiemy, że zdolność Bundeswehry do dostaw z własnych zapasów jest bardzo ograniczona" - stwierdził. 

"Bild" komentuje zachowanie Scholza

Portal "Bild" pisze natomiast, że "nie dość, że samo opóźnianie dostaw broni na Ukrainę jest czymś złym, to kanclerz - celowo lub nieumyślnie - wprowadza chaos komunikacyjny, który psuje wizerunek Niemiec w świecie".

Jak przypomina "Bild", Kanclerz unika wyjazdu do Kijowa, nie chce potwierdzić, że to Ukraina musi wygrać tę wojnę, a teraz dodatkowo "dyskutuje o sprawach, które na Ukrainie, a zwłaszcza w Europie Wschodniej, można odczytywać jako prowokację".

ZOBACZ: Olaf Scholz "gra na zwłokę"? Niemiecki kanclerz oskarżany o celowe opóźnienie dostaw broni

Reklama

Reklama

Reklama