Reklama

Reklama

Niektórzy zawracają. Jak powiedzieć: "dobrej drogi"?

Część rodzin wyjechała z Kijowa, zanim w Ukrainie ogłoszono mobilizację. Dopiero na granicy dowiedzieli się, że mężczyźni muszą zostać. Nie zawsze rodziny chcą się rozdzielać. Niekiedy decydują się wracać wszyscy. Telefony: "nie czekajcie, zawracamy" są trudne. Jak powiedzieć: "dobrej drogi"? Reportaż z Przemyśla.

Dwunasta pięć. Ponoć pociąg ze Lwowa ma ponad dwie godziny opóźnienia. Ludzie zastanawiają się, czy ruszył z Kijowa, czy dopiero ze Lwowa. Większość polowych łóżek ustawionych w holu Dworca Głównego w Przemyślu jest pusta. Ci, którzy spali tu w nocy, już odjechali. Pojechali albo samochodami prywatnymi, albo autobusami, które ruszyły z miasta w eskorcie policji.

100 osób spało w szkole. Ludziom, którzy im pomagali wczoraj wieczorem, w pamięci zapadła mała dziewczynka. Cicho powiedziała: "Tata jest na wojnie, a my z mamą tutaj".

Centrum Przemyśla jest mniej ospałe niż zwykle. W bankomatach nie ma pieniędzy, przed oddziałami różnych banków stoi po kilkanaście - kilkadziesiąt osób. Ale także w niektórych placówkach nie ma pieniędzy - Czekamy na konwój, powinny być po 13 - słyszę w Millenium Bank.

Reklama

Gotówka stała się towarem równie deficytowym jak benzyna. Przy stacjach albo długie kolejki, albo kartka "brakuje paliwa". Na jednej ze stacji zauważyłam cenę 6,18 zł na E95, choć w większości nie przekracza 6 zł.

Przyjechaliśmy na wycieczkę, a jesteśmy na wojnie

Młoda drobniutka kobieta przyjechała w nocy z środy na czwartek z dwójką dzieci do Przemyśla z Ukrainy na jeden dzień. - Przyjechaliśmy na wycieczkę, a jesteśmy na wojnie. Jak w filmie - uśmiecha się nieśmiało. Nie wie, co zrobi, czy wrócą do Lwowa, czy zostaną. - Nie umiem o tym nawet pomyśleć, a co dopiero zdecydować. - We Lwowie są rodzice, został pies szczeniak - mówi. Mają ze sobą ubrania na jeden dzień. Zaopiekowali się nimi Ukraińcy mieszkający w Przemyślu.

Na Podkarpaciu wciąż trwają ferie, dzieci szkolne uczestniczą w zajęciach garncarskich w malutkiej pracowni - księgarni, tuż przy rynku. Przemyscy opiekunowie wymyślili, by poszła na nie dwójka dzieci młodej, drobnej kobiety. Zaprowadzili ich tam.



Piesi czekają 10 godzin, samochody w kilometrowych kolejkach

Igor Horkiw, przewodniczący przemyskiego oddziału Związku Ukraińców w Polsce, zamyśla się przez chwilę na wiadomość, którą przekazują organizacje pozarządowe z Medyki (a właściwie z Szeligny, czyli miejscowości po ukraińskiej stronie): - Jeśli tam jest naprawdę 100 tysięcy ludzi, to nie uda się nam tłumaczyć przy stu tysiącach rozmów z urzędnikami - mówi. 

Jest zmartwiony. Ludzie skupieni wokół Związku od czwartku pomagają na dworcu, na przejściu w Medyce, mają dyżury w Domu Ludowym: - Większość ludzi z Ukrainy nie wie, gdzie dalej pojedzie, choć są tacy, na których czekają rodziny, czy znajomi. Część przyjechała do Przemyśla pociągami, ale już miała wykupione bilety do innych miast. Jednak to mniejszość - opowiada Igor Horkiw.

Organizacje pozarządowe podają, że piesi czekają po 10 godzin na przejście przez granicę. Korki samochodowe ciągną się kilometrami. Straż graniczna wstrzymała przepuszczanie samochodów ciężarowych.

Wszyscy przyjezdni są rejestrowani w punktach recepcyjnych: w Medyce i w Przemyślu na dworcu kolejowym. Jak na razie władzom udaje się to, by uciekinierzy przebywali na Podkarpaciu kilka, kilkanaście godzin. Ważne by było miejsce w punktach recepcyjnych dla kolejnych przyjezdnych.

"Nie czekajcie, zawracamy"

Telefony, media społecznościowe są najczęstszym sposobem kontaktu. Najczęściej udaje się połączyć tych, którzy chcą pomóc z tymi, którzy pomocy potrzebują. Ale zdarzają się sytuacje, które w dramatycznej sytuacji dodatkowo zapadają w pamięć. 

Część rodzin wyjechała z Kijowa zanim ogłoszono mobilizację, dopiero na granicy dowiedzieli się, że muszą zostać mężczyźni. Nie zawsze rodziny rozdzielają się i starsi, kobiety i dzieci przekraczają granicę. Niekiedy decydują się wracać wszyscy. Takie telefony: "Nie czekajcie, zawracamy" są trudne. Jak powiedzieć: "dobrej drogi"?

Aleksandra Fandrejewska

"Proszę napisać, że dziękuję polskim siostrom i braciom"

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy