Reklama

Nie żyje Janusz Szeremeta. Zginął na froncie w Ukrainie

Nigdy nie słyszałem z ust Janusza, że się boi – tak o swoim przyjacielu, Januszu Szeremecie, który zginął na wojnie w Ukrainie, powiedział we wtorek Jakub Piskorek. Podkreślał, że decyzja Szeremety o wyjeździe do Ukrainy była "przemyślana". Dodał, że z Ukrainy pochodzą partnerka i córka Janusza. I początkowo Janusz wybierał się na Ukrainę, by je ratować, zabrać w bezpieczne miejsce, ale gdy się okazało, że są bezpieczne, to zdecydował, że jedzie walczyć o wolność.

Janusz Szeremeta, pseudonim "Kozak" to jeden z dwóch Polaków, którzy zginęli w ostatnich dniach na froncie wojny Ukrainy z Rosją.

Pochodzący z Dynowa (woj. podkarpackie) Janusz Szeremeta walczył w Ukrainie w szeregach składającego się z cudzoziemców Legionu Międzynarodowego. Zgłosił się na ochotnika. Jak powiedział jego przyjaciel, Janusz nie miał żadnego doświadczenia wojskowego. Pojechał do Ukrainy kilka dni po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji.

Razem z Jakubem Piskorkiem Janusz założył profil w mediach społecznościowych "Janusztokozak", na którym publikowali krótkie nagrania i wpisy z pobytu Janusza na froncie. 

Reklama

Na założonym wspólnie profilu społecznościowym Jakub Piskorek napisał tak: Niestety, Janusz Szeremeta, ps. "Kozak" wraz z towarzyszem Krzysztofem zginęli na froncie. "Jest to najsmutniejsza informacja jaką kiedykolwiek dostałem. W imieniu Janusza dziękuje wszystkim za dotychczasową pomoc, za skrzynkę pełną słów wsparcia" - dodał.

Jakub Piskorek wspomniał też, że wspólnie stworzyli w internecie wizerunek Janusza, który lubił występować na scenie, był świetnym aktorem. Fragmenty jego występów można znaleźć na YouTubie.

"Janusz Szeremeta był człowiekiem czynu"

Jakub Piskorek zapytany, czy było dla niego i znajomych zaskoczeniem, że Janusz jedzie na Ukrainę walczyć na froncie, zaprzeczył i zwrócił uwagę, że Janusz był człowiekiem czynu, działał, a nie gadał.

- Nie był nerwowym gościem. Był spokojny, ale działał tak, że miał dużo pomysłów. Myśmy się energetycznie zgadzali w stu procentach. Masę radości dawało mu niesienie innym pomocy. Człowiek czynu. Działał cały czas, nie gadał, tylko działał - mówił o Szeremecie Piskorek.

Dodał, że z Ukrainy pochodzą partnerka i córka Janusza. I początkowo Janusz wybierał się na Ukrainę, by je ratować, zabrać w bezpieczne miejsce, ale gdy się okazało, że są bezpieczne, to zdecydował, że jedzie walczyć o wolność.

To była przemyślana decyzja

Piskorek zapewnił jednocześnie, że decyzja o wyruszeniu na Ukrainę i dołączenie do walki była bardzo przemyślana.

- Takie akcje były całkiem dla niego normalne. On potrzebował adrenaliny, ale też nie była to emocjonalna decyzja. On każdego dnia regularnie powtarzał, już po opadnięciu emocji, że tam jedzie. I ani razu nie widziałem w nim chwili zawahania. To była w pełni przemyślana decyzja - opowiadał Piskorek.

Przekazał też, że cały czas mieli na kodowanych aplikacjach ze sobą stały kontakt, także wtedy, gdy Janusz już był na Ukrainie, na froncie.

- Tuż przed samym wyjazdem przyjechał do mnie do Krakowa. Wiadomo, ja byłem dobrej myśli, ale wiadomo, jak jest na wojnie: wróci lub nie wróci. Nikt nie wiedział, kiedy ona się zakończy, nikt się nie spodziewał, że będzie trwać tak długo. I ja wtedy nagrałem z Januszem wywiad, w którym opowiadał po co tam jedzie, jak się czuje jego córka. I on był cały czas uśmiechnięty - wspominał Piskorek.

Nie żyje Janusz Szeremeta. "Nie bał się zupełnie niczego"

Dodał też, że uśmiech i pogoda ducha nie opuszczała Janusza i jego towarzyszy broni w najtrudniejszych chwilach. Jak tłumaczył - był to sposób na radzenie sobie z tragiczną rzeczywistością, taka wizualizacja lepszej teraźniejszości.

Zapytany, czy Janusz Szeremeta się bał, zaprzeczył.

- Janusz się nie bał. Zupełnie niczego. Nigdy nie słyszałem z jego ust, że się boi. Ale być może nie potrafił nazwać tego strachu w sobie, ponieważ on lubił adrenalinę, więc może tak twierdził, że po prostu się nie boi. Ale co jest bardzo ważne - on tam był przez cały czas szczęśliwy - wspominał przyjaciel Szeremety.

"Cieszył się ogromnym szacunkiem i zaufaniem"

Dodał, że Janusz świetnie sobie radził psychicznie na froncie. Cieszył się ogromnym szacunkiem i zaufaniem wśród walczących, był dowódcą plutonu.

- Był bardzo, bardzo odważny, więc odpowiadając konkretnie na pytanie: z jego ust nigdy nie padło do mnie, że się boi czegokolwiek, ale że jest super i on się cieszy i że jest szczęśliwy, że jest w tym miejscu, w którym powinien być - opowiadał Piskorek.

Przytoczył także słowa Janusza, które padły po pierwszym bombardowaniu Jaworowa. "Wtedy też nie mówił że się boi, ale że - cytuję: 'spie...' przed rakietami".

Zapytany, czy wiadomo w jaki sposób zginął Janusz Szeremeta, odpowiedział, że od strzału z broni. Ze względów bezpieczeństwa nie jest podawane miejsce śmierci.

Bliscy zabiegają o sprowadzenie ciała do Polski

Piskorek zapewnił, że ciała obu Polaków są bezpieczne. I teraz bliscy będą zabiegać, aby sprowadzić ciało Janusza do Polski.

Złożył bliskim Janusza i Krzysztofa Tyfela, najszczersze kondolencje.

"Janusz JESTEŚ WIELKI! Spoczywaj Bracie" - czytamy we wpisie.  

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Janusz Szeremeta | Wojna w Ukrainie 2022 | Ukraina | Rosja

Reklama

Reklama

Reklama