Reklama

Reklama

Nie mogli tego dłużej ukrywać. Rosyjskie służby potwierdzają

Pięciu zmobilizowanych mężczyzn w obwodzie czelabińskim zginęło w "strefie specjalnej operacji wojskowej" w Dobasie - poinformował portal 74.ru, powołując się na rzeczników prasowych gubernatora obwodu. Dziennikarze rosyjskiego oddziału BBC zwracają uwagę, że to pierwszy raz, gdy służby potwierdzają informację o zabitych "zmobilizowanych" na froncie.

Wszystkich pięciu zmarłych zostało wcielonych do wojska w mieście Korkino w obwodzie czelabińskim na Uralu.

"Niestety, wojskowe biuro poborowe potwierdziło informację o śmierci pięciu mieszkańców Uralu Południowego. Opłakujemy ich, wyrażamy szczere i głębokie kondolencje dla rodzin" - przekazała 74.ru służba prasowa gubernatora i rządu.

Pierwsze potwierdzone ofiary

Nie ujawniono jednak okoliczności śmierci zmarłych. Według władz, rodziny "ofiar" mają otrzymać od władz lokalnych po milion rubli rekompensaty. Oprócz tego, dostaną wypłatę od państwa.

Zobacz też: Ukraina. Rosjanie znów się nie popisali. Wjechali wprost na doskonale widoczne miny

Reklama

"Jest to pierwsze oficjalne oświadczenie o śmierci zmobilizowanych na froncie. Zaledwie trzy tygodnie po ogłoszeniu 'częściowej mobilizacji'" - wskazuje BBC News.

Doniesienia o pierwszych ofiarach wśród osób zmobilizowanych zaczęły się pojawiać od poniedziałku. Do tej pory jednak ani Kreml, ani władze lokalne nie potwierdzały tych informacji.

"Częściowa mobilizacja" Putina

Prezydent Rosji Władimir Putin wydał 21 września dekret o częściowej mobilizacji na wojnę z Ukrainą oraz zagroził "użyciem wszelkich środków", by bronić Rosji przed rzekomym zagrożeniem ze strony Zachodu. Według oficjalnych przekazów Kremla pod broń ma zostać powołanych około 300 tys. rezerwistów, lecz w ocenie niezależnego portalu Meduza mobilizacja może objąć nawet 1,2 mln mężczyzn, głównie spoza dużych miast.

Po zarządzeniu branki setki tysięcy Rosjan próbują opuścić kraj i uniknąć wysłania na front. Osoby uciekające przed służbą w armii starają się przedostać m.in. do Finlandii, Kazachstanu, Mongolii i Gruzji. W ubiegłym tygodniu pojawiły się doniesienia, że na granicach z Finlandią, Gruzją i Kazachstanem powstają punkty mobilizacyjne, w których mężczyźni otrzymują wezwania do wojska.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy