Reklama

Reklama

Nie chcą ginąć za Putina. Rosyjscy żołnierze oddali się do niewoli

- Zmobilizowani rosyjscy żołnierze są rzucani przez armię rosyjską na rzeź w obwodzie ługańskim - twierdzą Ukraińcy. Jednak nie wszyscy Rosjanie chcą ginąć za Władimira Putina. Dwudziestu z nich oddało się do niewoli w okolicach miasta Swatowe, gdzie toczą się obecnie ciężkie walki.

Portal Nexta opublikował materiał wideo, na którym widać ponad 20 zmobilizowanych rosyjskich żołnierzy, którzy poddali się w rejonie miasta Swatowe.

Rosjanie rzucani na rzeź

To w tej miejscowości na początku listopada doszło do starcia, w którym z 570 członków rosyjskiej jednostki przeżyło jedynie 41 osób. Pozostali zginęli. Ciężką sytuację Rosjan opisał Aleksiej Agafonow - jeden z nielicznych Rosjan, którzy przeżyli ukraińskie natarcie. 

Z jego relacji wynika, że walka "była zwykłym rozstrzelaniem". 

- Gdy wszystko się zaczęło, oficerowie od razu uciekli. W przerwach między ostrzałami próbowaliśmy się okopać, ale wtedy od razu wykrywały nas drony i strzelano prosto do nas - mówił. - Z 570 ludzi cało wyszło z tego 29 osób, kolejnych 12 było rannych. Pozostałych już nie ma - powiedział Agafonow. "Jego wersje potwierdził także Nikołaj Woronin z tego samego batalionu i żona trzeciego żołnierza" - przekazały media.

Reklama

Wojna. "Wojskowi dosłownie idą po trupach"

Relację rosyjskich żołnierzy w obwodzie ługańskim potwierdza także ukraińskie dowództwo. - Zmobilizowani są rzucani przez armię rosyjską na rzeź w obwodzie ługańskim - podkreślił gubernator tego regionu na wschodzie Ukrainy Serhij Hajdaj. Zaznaczył, że ciała poległych nie są zabierane, a kolejni rosyjscy wojskowi dosłownie idą po trupach.

Hajdaj zaznaczył, że rosyjskie wojsko ściągnęło na to terytorium "ogromną liczbę rezerwy", zbudowało tam obronne obiekty, zaminowało duży teren. Hajdaj poinformował też, że armia przeciwnika próbuje podejmować kontrofensywy na odcinku Swatowe-Kreminna.

Złe warunki w rosyjskiej armii

Doniesienia o złych warunkach w jednostkach wojskowych i na poligonach pojawiały się od początku mobilizacji na front, ogłoszonej przez Kreml we wrześniu br. 

Niezależne informowały o fatalnych warunkach zakwaterowania rezerwistów, niskiej jakości wydawanej im broni i o tym, że odzież, leki i inny ekwipunek muszą im kupować krewni. 

Rosyjskie siły zbrojne mają problem z zapewnieniem przeszkolenia dla żołnierzy powołanych w ramach "częściowej mobilizacji", a regularny jesienny pobór jeszcze je spotęguje - przekazało kilka dni temu brytyjskie ministerstwo obrony.

"Nowo zmobilizowani poborowi prawdopodobnie mają minimalne przeszkolenie lub nie mają go wcale. Doświadczeni oficerowie i szkoleniowcy zostali oddelegowani do walki na Ukrainie, a niektórzy prawdopodobnie zginęli w konflikcie. Siły rosyjskie prowadzą szkolenia na Białorusi z powodu braku w Rosji kadry szkoleniowej, amunicji i obiektów. Rozmieszczenie sił z niewielkim lub żadnym wyszkoleniem daje niewielkie dodatkowe ofensywne zdolności bojowe" - napisano.

Przypomnijmy, że Władimir Putin wydał 21 września br. dekret o mobilizacji na wojnę z Ukrainą, zgodnie z którym pod broń miało zostać powołanych około 300 tys. rezerwistów. Władze rosyjskie twierdzą, że mobilizacja już się zakończyła, jednak nie towarzyszy temu oficjalny dekret o jej zakończeniu. Padają też sprzeczne dane o liczbie zmobilizowanych, którzy już trafili na front. Putin powiedział 4 listopada, że jest ich 49 tys. Minister obrony Siergiej Szojgu podał wcześniej liczbę 87 tys.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy