Reklama

Reklama

Mer Dniepru krytykuje Zełenskiego. "Nie potrzebujemy nowego Putina"

To przez Dniepr przechodzi dziś niemal cała pomoc z Zachodu, w tym broń i amunicja, a także posiłki z Kijowa dla wschodniej Ukrainy. Za to, by system działał, odpowiada on - mer Dniepru Borys Fiłatow. W wywiadzie dla zachodnich mediów mówi, jak ocenia politykę Wołodymyra Zełenskiego i jak zarządzać "główną bramą do wschodniej Ukrainy". Działania Władimira Putina nazywa "terrorem".

Mer Dniepru Borys Fiłatow to jeden z najzamożniejszych polityków Ukrainy. Może poszczycić się m.in. biletem na jeden z suborbitalnych lotów kosmicznych, organizowanych przez Virgin Galactic. Koszt "miejscówki" na pokładzie promu to - bagatela - jedynie 200 tys. dolarów.

Dniepr. Borys Fiłatow o kluczowej roli miasta

Sam Fiłatow władzę w Dnieprze dzierży twardą ręką. Po mieście porusza się pancernym SUV-em. Nigdy nie opuszcza go ochrona, a jego biuro w kancelarii prawnej jest pilnie strzeżone. Walkę z Rosją, a raczej "prorosyjskimi nastrojami" prowadzi od 2014 roku. Wówczas u boku oligarchy Ihora Kołomyjskiego pełnił funkcję zastępcy gubernatora obwodu dniepropietrowskiego. Ten - bliski Rosji region - nigdy nie został zdobyty przez Kreml. Między innymi za sprawą "działań" Fiłatowa. 

Reklama

W ostatnich dniach Fiłatow udzielił wywiadu "POLITICO". Mer Dniepru podkreśla w nim, jak strategicznie istotne jest prawidłowe funkcjonowanie miasta, które stanowi obecnie "główną bramę do wschodniej Ukrainy". 

Wszystko przechodzi przez nas - podkreśla, jednocześnie odmawiając podania szczegółów dotyczących zachodniej broni, która może przepływać przez region. Fiłatow zapewnia jednak, że Dniepr i okolica są "kluczowe" dla Ukrainy

- Zajmujemy się wyłącznie sprawami obronnymi. Kupujemy drony, ciężarówki, mundury, konserwy mięsne, krótkofalówki, wszystko, czego potrzebują żołnierze. Szukamy tych rzeczy na całym świecie - tłumaczy i dodaje, że pomoc uzyskał między innymi z Chicago i Filadelfii w USA. Partnerskie miasta z USA dostarczyły do Dniepru m.in. 30 ambulansów. 

Mer Dniepru uderza w Rosjan. "To jest terror"

Polityk przyznaje też, że kluczowa rola Dniepru przyciąga uwagę Kremla, który od 24 lutego bezustannie bombarduje region rakietami dalekiego zasięgu. Zdaniem mera - bezskutecznie. 

- Nie rozumiem, dlaczego wystrzeliwują kilka pocisków po milion dolarów w zwykłą, starą stację obsługi samochodów. Ale najwyraźniej rosyjska propaganda powiedziała, że naprawiano tam samochody dla batalionu Azow - mówi Fiłatow. - To po prostu śmieszne - dodaje, poddając w wątpliwość prawidłowe działanie służb wywiadowczych Rosji.

- To jest po prostu terror. To jest zastraszanie, demoralizacja ludności, żeby wywierała presję na rząd - twierdzi mer. 

Borys Fiłatow ostrzega Zełenskiego. "Nie potrzebujemy nowego Putina"

W wywiadzie polityk ocenia też politykę Wołodymyra Zełenskiego. Fiłatow odniósł się do ostatnich doniesień o cofnięciu ukraińskiego paszportu Korbana - szefa Wojsk Obrony Terytorialnej w obwodzie dniepropietrowskim. Ten poinformował ostatnio na Facebooku, że  "straż graniczna zabroniła mu ponownego wjazdu do Ukrainy po podróży zagranicznej".

Mam nadzieję, że to tylko tragiczna pomyłka. Naprawdę nie chciałbym, żeby władze centralne, wykorzystując fakt, że w naszym kraju trwa wojna, zaczęły, powiedzmy, tworzyć autokrację - mówi mer Dniepru. 

- Wojna nie daje prawa do uzurpowania sobie władzy - dodaje i podkreśla: - Nie potrzebujemy nowego Putina.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy