Reklama

Reklama

Media: Mobilizacja na wojnę potrwa długo. "Kreml nie zrezygnuje"

Niektórzy rosyjscy mężczyźni zmobilizowani na wojnę w Ukrainie otrzymują wezwania do wojska z terminem na marzec 2023 roku. To pokazuje, że zapowiedzi Kremla o końcu powoływania są kłamstwem, a mobilizacja potrwa jeszcze długo - informuje niezależny kanał na Telegramie Możem Objasnit'. Jak podkreślono, "Kreml nie zrezygnuje z branki na wojnę".

"Nie znamy dokładnych terminów, ale kolejna faza mobilizacji może zacząć się szybko, nawet zimą" - powiadomiły źródła bliskie Kremlowi, cytowane przez opozycyjne rosyjskie media. 

Informatorzy Możem Objasnit' przekazali też doniesienia, że władze prawdopodobnie zamierzają ogłosić następny pobór na wojnę na początku przyszłego roku, czyli po "rozładowaniu ładunku emocjonalnego" przez społeczeństwo w okresie świąteczno-noworocznym na przełomie grudnia i stycznia". 

Do końca roku można spodziewać się pewnego wyhamowania mobilizacji ze względu na konieczność przeprowadzenia "regularnego" jesiennego poboru do armii. Zdaniem portalu nikt nie powinien mieć jednak wątpliwości, że Kreml nie zrezygnuje z branki na wojnę. 

Reklama

O tym, że planowany jest jej kolejny etap, powiadomili już gubernatorzy regionów graniczących z Ukrainą - obwodów kurskiego, woroneskiego i rostowskiego, ale władze centralne dotychczas dementowały wszystkie takie pogłoski - powiadomił Możem Objasnit'.

Wojna w Ukrainie. Dekret Putina o mobilizacji

Putin wydał 21 września dekret o częściowej mobilizacji na wojnę z Ukrainą oraz zagroził "użyciem wszelkich środków", by bronić Rosji przed rzekomym zagrożeniem ze strony Zachodu. Według oficjalnych przekazów Kremla pod broń miało zostać powołanych około 300 tys. rezerwistów, lecz w ocenie niezależnego portalu Meduza mobilizacja mogła objąć nawet 1,2 mln mężczyzn, głównie spoza dużych miast.

Tuż po decyzji Putina pojawiło się wiele doniesień o chaosie organizacyjnym podczas mobilizacji. Do wojska powoływano m.in. osoby niepełnosprawne i bez doświadczenia w armii. Odnotowywano liczne przypadki pijaństwa wśród poborowych, alarmowano też o fatalnych warunkach zakwaterowania rezerwistów i niskiej jakości wydawanej im broni.

We wrześniu i październiku setki tysięcy mężczyzn opuściło Rosję lub próbowało to uczynić, obawiając się wysłania na front.

Zmobilizowany Rosjanin trafia na wojnę średnio po siedmiu dniach od otrzymania wezwania, a ginie - po 12; na polu walki spędza zaledwie około czterech dni - poinformował pod koniec października ukraiński projekt InformNapalm. 

Reklama

Reklama

Reklama