Reklama

Matthew Chance: Po sześciu miesiącach wojny los Ukrainy wisi na włosku

"W tym tygodniu rozmawiałem z rosyjskim żołnierzem, który zdezerterował ze swojego pułku i uciekł z kraju. Uczestniczył on w jednej z pomyślniejszych operacji rosyjskich, w ataku na Chersoń, ale stopniowo popadał w coraz większą konsternację i rozczarowanie tym, co widział wokół siebie" - pisze specjalnie dla Interii Matthew Chance, starszy korespondent międzynarodowy CNN. Dziennikarz, który ponad 20 lat spędził w Rosji, a w dniu wybuchu wojny był w Ukrainie, opisuje pół roku walk z perspektywy korespondenta wojennego.

Mówi się, że dziennikarstwo to śledzenie przebiegu historii. Nigdy wcześniej nie odczułem tego tak dotkliwie, jak tamtej nocy, sześć miesięcy temu, stojąc na hotelowym balkonie w centrum Kijowa i relacjonując na żywo wojownicze przemówienie Władimira Putina.

Słuchałem prezydenta Rosji, który ostrzegał przed "wschodnią ekspansją NATO" i "imperium kłamstw" zbudowanym przez Stany Zjednoczone. Twierdził, że we wschodniej Ukrainie, której mieszkańcy poprosili Rosję o pomoc, doszło do "ludobójstwa". Powołując się na nazistów i II wojnę światową, Putin podkreślił, że Rosja musi się bronić przed tymi, którzy "wzięli Ukrainę za zakładnika" i "próbują wykorzystać ją przeciwko naszemu krajowi i narodowi".

Reklama

Była to retoryka, którą słyszałem już wcześniej - budząca niepokój, ale nie będąca niczym nowym. Jednak chwilę później w ciemności gdzieś za mną na obrzeżach miasta rozległy się huki spadających pocisków. Kamera filmowała, a ja założyłem kamizelkę i hełm, usiłując zrozumieć, czego właśnie jestem świadkiem.

Niewielu spodziewało się szturmu

Po miesiącach rosyjskich przygotowań wojskowych przy granicach Ukrainy, niewielu obserwatorów spodziewało się trwającego właśnie szturmu. Ja z pewnością nie. Ponad 20 lat pracy reporterskiej w Rosji, obserwowania, jak Putin zacieśnia swoją kontrolę nad krajem, relacjonowania jego wojen w kraju i za granicą, nie przygotowało mnie na to gwałtowne "crescendo" jego rządów.

Kilka godzin później, gdy nastał dzień, znalazłem się twarzą w twarz z grupą żołnierzy broniących bazy lotniczej na obrzeżach Kijowa. Kamera cofania w samochodzie CNN zarejestrowała moją rozmowę z postawnym dowódcą, z którym negocjowałem zgodę na zrobienie szybkiego ujęcia na żywo. Dopiero gdy się zgodził, wspomniałem o rosyjskich żołnierzach, o których słyszeliśmy, że wylądowali w pobliżu. Gdzie oni byli? Wyglądał na zdezorientowanego. - Jesteśmy Rosjanami - odparł.

Kiedy spojrzałem w dół i zauważyłem czarno-pomarańczową wstążkę na jego mundurze doznałem drugiego już szoku w ciągu tych kilku godzin. Niespodziewanie natknęliśmy się na rosyjskie wojska powietrznodesantowe, wysłane na brawurową misję zabezpieczenia lądowiska, sprowadzenia posiłków i zajęcia Kijowa.

Nawet w trakcie naszej krótkiej rozmowy ich plan zaczął się sypać. Ukraińskie działa szybko zwróciły się w stronę rosyjskich żołnierzy, a gdy ukryliśmy się po drugiej stronie drogi, wybuchła ostra strzelanina, która zmusiła Rosjan do odwrotu. W ciągu 24 godzin baza lotnicza wróciła w ręce ukraińskie, a Rosjanie, których spotkaliśmy, najprawdopodobniej już nie żyli.

Wydaje się, że tak pełna werwy i odważna obrona Kijowa zaskoczyła rosyjskie wojska. Wyglądało na to, że otrzymali rozkaz, by po prostu wjechać do ukraińskiej stolicy, jakby mieszkańcy miasta mieli ich powitać z otwartymi ramionami. Zamiast tego napotkały zachodnią broń przeciwpancerną, która wchodziła w ich radzieckie czołgi i transportery opancerzone niczym przysłowiowy nóż w masło.

Trudno jest opisać rzeź, jaką rosyjskiej kolumnie pancernej mogą zafundować amerykańskie pociski przeciwpancerne Javelin najnowszej generacji lub ich brytyjskie odpowiedniki NLAWS. Kilka dni później szedłem po moście drogowym za Kijowem wśród wciąż tlących się szczątków jednej z takich kolumn, a smród spalonego ciała unosił się nad poskręcanym ciężkim metalem.

Obraz pozornie potężnej armii rosyjskiej, przez lata przedstawianej jako jedna z najbardziej zaawansowanych i potężnych sił bojowych na świecie, okazał się zaledwie powierzchowny. Czołgi i maszyny nie były w stanie się obronić, taktyka była wadliwa, a żołnierze coraz bardziej zdezorientowani i zdemotywowani. To było upokarzające ocknięcie.

Dezercja wśród Rosjan

W tym tygodniu rozmawiałem z rosyjskim żołnierzem, który zdezerterował ze swojego pułku i uciekł z kraju. Uczestniczył on w jednej z pomyślniejszych operacji rosyjskich, w ataku na Chersoń, ale stopniowo popadał w coraz większą konsternację i rozczarowanie tym, co widział wokół siebie.

Rosja wielokrotnie dorabiała sobie nowe punkty do ideologizowania tego konfliktu, ale niektórzy z jej żołnierzy - spotykając Ukraińców wcale nie cieszących się na ich widok - zdają się teraz dostrzegać kłamstwa o "wyzwoleniu", które się im wmawia. Jak powiedział mi ten żołnierz - on wiedział, że niszczy spokojne życie, a pogląd ten - dodał - był powszechnie podzielany przez jego towarzyszy.

Sześć miesięcy po rozpoczęciu wojny trwa impas. Wszelkie nadzieje na szybki progres po obu stronach stopniały. Postępy mierzy się teraz w centymetrach i metrach, a nie kilometrach. Ukraina, z dostarczaną z Zachodu bronią o większym zasięgu i wysokiej celności, trzyma Rosję na dystans i nie pozwala jej osiągnąć nawet zawężonych celów terytorialnych - zdobycia całego Donbasu. Z kolei Rosjanie powstrzymali ukraińskie próby odzyskania istotnych terytoriów. Kontrataki na południu Ukrainy były jak dotąd ograniczone.

Końca wojny nie widać

Czy widać koniec wojny? Niestety, odpowiedź brzmi: nie. Być może największym problemem jest to, że konflikt stał się dla obu stron "być albo nie być". Jeszcze nie tak dawno niektórzy ukraińscy przedstawiciele władzy nieoficjalnie rozważali pomysł odstąpienia Krymu, a nawet Donbasu. Żadna z tych opcji nie jest teraz do przyjęcia dla Kijowa.

Podobnie Rosja - jest już tak głęboko zaangażowana w tę "specjalną operację wojskową", że Władimir Putin nie może sobie pozwolić na przegraną ani zadowolić się ograniczonymi zdobyczami, jakie jego wojsko osiągnęło do tej pory.

Na początku konfliktu wielu miało nadzieję, że prezydent Rosji przecenił swoje możliwości i popełnił fatalny błąd, który zniszczy jego reżim od środka. Trudno jest ocenić pozycję Putina nawet z wewnątrz Rosji. Jego reżim rozprawił się z dysydentami; ci, którzy mogliby się sprzeciwić wojnie, zostali uwięzieni, wygnani lub po prostu milczą.

Również skutki gospodarcze są trudne do oszacowania. Rosja twierdzi, że przetrwała bezprecedensowe sankcje nałożone przez Zachód, ale nie ma wątpliwości, że jej gospodarka ostatecznie bardzo ucierpi, co zwiększy naciski na Putina w kraju.

W tej chwili wiele zależy od woli Zachodu, by wytrzymać presję, jaką wywiera na niego ta wojna. Stałe dostawy zachodniej broni i amunicji to jedyna nadzieja Ukrainy na utrzymanie państwa przy życiu. W międzyczasie Europa szuka sposobów, aby uwolnić się od długotrwałej zależności od rosyjskiej energii. Jeśli Zachód zawiedzie w którejś z tych kwestii, los Ukrainy może być przesądzony.

Matthew Chance, starszy korespondent międzynarodowy CNN

Relacja CNN o inwazji Rosji na Ukrainę - CNN.com/Ukraine

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Wojna w Ukrainie 2022 | Ukraina | Rosja | cnn

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy