Reklama

Reklama

Kontrofensywa przed punktem kulminacyjnym. Eksperci nie mają wątpliwości

Kontrofensywa Sił Zbrojnych Ukrainy nie osiągnęła jeszcze punktu kulminacyjnego - twierdzą eksperci z amerykańskiego think tanku Instytut Studiów nad Wojną. Obecnie wojska wkraczają od zachodu do obwodu ługańskiego i zaczynają wyzwalać pierwsze wioski. Dziennikarze Meduzy dodają, że w ciągu pięciu dni Ukraińcy wyzwolili ponad tysiąc kilometrów kwadratowych terenu.

"Kontrofensywa w północnym obwodzie charkowskim nie osiągnęła jeszcze punktu kulminacyjnego po miesiącu udanych operacji. Aktualnie wkracza do zachodniego obwodu ługańskiego" - podkreślają eksperci ISW.

Kontrofensywa postępuje. Rosjanie muszą wybierać

Siły ukraińskie ostatniej doby zdobyły m.in. miejscowości Hrekiwka i Makijiwka w zachodniej części obwodu ługańskiego, ok. 20 km od miasta Swatowe. Z kolei gubernator obwodu ługańskiego Serhij Hajdaj poinformował w środę, że siły ukraińskie zaczęły wyzwalać wsie w obwodzie.

"Siłom rosyjskim nie udało się utrzymać brzegów rzeki Oskił i Dońca Siewierskiego i wykorzystać ich jako naturalnych granic przed ukraińską kontrofensywą" - czytamy w raporcie.

Reklama

Nacieranie z północny i południa oznacza, że Kreml musi wybierać priorytetowy obszar obrony jednego terytorium kosztem innego. "Zwiększa to prawdopodobieństwo powodzenia Ukraińców na obu" - komentują eksperci.

Wyzwolono ponad tysiąc kilometrów kwadratowych terenu

Jak wyliczają niezależni dziennikarze rosyjskiego portalu Meduza od 1 do 5 października Siłom Zbrojnym Ukrainy udało się wyzwolić obszar ponad 1,3 tys. km kwadratowych.

"Od połowy lata, po tym jak ukraińskie wojsko rozpoczęło regularny ostrzał przepraw przez Dniepr, sytuacja z zaopatrzeniem wojsk rosyjskich w Chersoniu stale się pogarsza, a samo ich istnienie jest zagrożone. Jednak rosyjskie dowództwo do tej pory wahało się przed wycofaniem się z Chersonia na znacznie bardziej defensywny lewy brzeg Dniepru, najwyraźniej z powodów politycznych. Rozwój wydarzeń w ostatnich dniach może zmusić rosyjskie dowództwo do podjęcia tej decyzji" - dodają dziennikarze.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy