Reklama

Reklama

Kolejny kraj na celowniku rosyjskiej propagandy. Straszą nazizmem

Wobec niepowodzeń w walce z Ukrainą, rosyjska propaganda w programie Władimira Sołowjowa ostrzega przed rzekomym nazizmem w Kazachstanie. W niedzielę przedterminowe wybory prezydenckie w Kazachstanie wygrał urzędujący szef państwa Kasym-Żomart Tokajew, który prowadzi coraz bardziej niezależną od Rosji politykę.

W jednym z ostatnich programów głównego kremlowskiego propagandysty Władimira Sołowjowa w Rossija-1 pojawił się nowy wątek dotyczący Kazachstanu. Przypomnijmy, że Sołowjow jest jednym z najważniejszych medialnych stronników Władimira Putina

Tym razem goście Sołowjowa dyskutowali na temat rzekomego nazizmu w Kazachstanie. W niedzielę przedterminowe wybory prezydenckie w tym kraju wygrał urzędujący szef państwa Kasym-Żomart Tokajew, który w ostatnich miesiącach lawirował w polityce wobec Kremla, pozwalając sobie nawet na upokorzenie Putina w trakcie październikowego szczytu  Azja Centralna - Rosja

Reklama

Rosja. Propaganda mówi o nazistach w Kazachstanie

W programie Sołowjowa, którego fragment udostępnił w mediach społecznościowych portal NEXTA, rosyjscy propagandyści proponują, by skupić się także na Kazachstanie, który "staje się dla Rosji kolejnym problemem". 

Jeden z nich ostrzega, że w tym kraju, którego władze prowadzą coraz bardziej niezależną od Kremla politykę, może zaistnieć "podobny jak w Ukrainie proces dotyczący nazizmu". Przypomnijmy, że w rosyjskiej telewizji, zarówno przed rozpoczęciem inwazji, jak i w trakcie wojny, ma miejsce etykietowanie: Ukraińcy to zgodnie z kremlowską narracją "naziści" i "sługusy Zachodu". 

Na uwagę o problemie rzekomego nazizmu w Kazachstanie, Sołowjow zauważył, że Rosja ma długą granicę z tym krajem oraz mieszka w nim wielu Rosjan. Natychmiast przypomniano o interesach państwowego Rosatomu, który w Kazachstanie wydobywa uran, czym dano do zrozumienia widzom, że rzekomi naziści mogą zagrozić interesom Rosji oraz bezpieczeństwu rosyjskich obywateli. 

Wybory w Kazachstanie

W niedzielę w Kazachstanie odbyły się przedterminowe wybory prezydenckie. Głos na Kasyma-Żomarta Tokajewa oddało 81,3 proc. wyborców, jego konkurenci od początku nie mieli żadnych szans na zwycięstwo (każdy z nich dostał po 2-3 proc. głosów). Obserwatorzy zgłosili wiele naruszeń, m.in. niedopuszczanie mężów zaufania do procesu liczenia głosów. 

Tokajew to były dyplomata, który doszedł do władzy w 2019 r., gdy rządzący trzy dekady Kazachstanem prezydent Nazarbajew ogłosił podanie się do dymisji i przekazał mu władzę (Tokajew wywodził się z jego kręgu politycznego). Przypomnijmy, że były szef dyplomacji zerwał ze swoim byłym patronem po zamieszkach w całym kraju, do jakich doszło w styczniu 2022 r., a które Tokajew nazwał próbą zamachu stanu. Nazarbajew po ustąpieniu piastował ważne stanowiska, jednak zrezygnował z nich podczas zamieszek. Od tego czasu Tokajew zmusił sojuszników Nazarbajewa do zrzeczenia się innych stanowisk i zmienił nazwę stolicy - przemianowanej na Nur-Sułtan na cześć Nazarbajewa - z powrotem na Astanę.

Niedzielne wybory są więc domknięciem pewnego etapu w polityce Tokajewa. Zakończeniem demontażu dziedzictwa Nazarbajewa oraz próbą uzyskania silniejszej legitymacji do rządzenia, która jak dotąd opierała się na rosyjskiej pomocy militarnej i wsparciu byłego politycznego patrona. Tokajew spacyfikował wewnętrzne zamieszki na początku roku przy pomocy sił Rosji.

Jednak w kazachskich mediach pojawiło się w ostatnich tygodniach wiele artykułów, które podważają argumenty Kremla, że Kazachstan jest "zadłużony" lub zobowiązany wobec Rosji za "uratowanie" kraju podczas powszechnych niepokojów społecznych w styczniu br. Według ekspertów z Jamestown Foundation publikowanie artykułów o podobnej treści w prasie kazachskiej świadczy o tym, że Astana planuje dalsze umacnianie swojej niezależności od Moskwy.

Przypomnijmy, że podczas 25. sesji plenarnej Międzynarodowego Forum Gospodarczego w Petersburgu przywódca Kazachstanu stwierdził, że jego kraj nie uznaje Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej. Kasym-Żomart Tokajew określił obie republiki mianem "terytoriów quasi-państwowych".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy