Reklama

Kobiety z wyzwolonego Chersonia mówią, jak sprzeciwiały się Rosjanom

- Przekazywałam naszym dane o rosyjskich pozycjach. Wiele razy byłam przesłuchiwana. Rosjanie razili mnie prądem - przyznaje 16-letnia Ukrainka. - Za głośno włączyłyśmy "Czerwoną Kałynę". Rosyjskie służby przyjechały po kilkunastu minutach i zarobiłyśmy trzy doby w piwnicy - dodaje 20-letnia Ołena. To właśnie m.in. za to można było narazić się Rosjanom. Kobiety z Chersonia opowiadają, w jaki sposób sprzeciwiały się okupantom.

Wysoka dziewczyna o długich, rudych włosach radośnie macha ukraińską flagą w kierunku przejeżdżających samochodów armii Ukrainy na placu w centrum miasta.

- Tak się cieszę się, że nasi przyszli, że wróciła wolna Ukraina! W końcu mogę chodzić ubrana, jak chcę, słuchać tego, co chcę i mówić to, co chcę. Przy Rosjanach nie mogliśmy tego robić. Nie można było nic - wyznaje z uśmiechem na ustach.

- Podczas okupacji przekazywałam naszym dane o rosyjskich pozycjach. Wiele razy byłam przesłuchiwana. Rosjanie razili mnie prądem, ale teraz nie chcę o tym mówić. Nie jestem jeszcze do tego gotowa - ucina.

Reklama

Na pytanie, ile ma lat znów szeroko się uśmiecha. - Szesnaście. Niech pan nie płacze. To już przeszłość, a ja jestem szczęśliwa. Żyję w wolnej Ukrainie - odpowiada, by za chwilę zniknąć w tłumie.

Symbol ukraińskiego oporu, za który grozi areszt

Skala tortur stosowanych przez Rosjan w okupowanym Chersoniu nie jest jeszcze do końca znana. Prokuratura generalna w Kijowie poinformowała, że dotychczas w wyzwolonej części obwodu chersońskiego odnaleziono 430 cywilów zabitych przez siły okupacyjne oraz dziewięć miejsc, w których torturowano ludzi.

Jednym z symboli ukraińskiego oporu w wojnie z Rosją jest piosenka "Czerwona Kałyna" (posłuchaj!). W okupowanym Chersoniu była ona zakazana. Za jej słuchanie można było trafić do aresztu, który mieszkańcy miasta nazywają piwnicą.

- Miałyśmy z koleżankami imprezkę, domówkę i któraś włączyła za głośno "Czerwoną Kałynę". Rosyjskie służby przyjechały po kilkunastu minutach i zarobiłyśmy trzy doby w piwnicy. Zostałyśmy aresztowane za to, że włączyłyśmy ukraińską muzykę! - emocjonuje się około dwudziestoletnia Ołena.

- Po trzech dniach wyszłyśmy i już za bramą zaczęłyśmy wykrzykiwać "Sława Ukrainie". Jesteśmy niezłomne! - z dumą podkreśla w rozmowie z PAP.

Wojna w Ukrainie. "Za nic nie puściłabym dziecka do rosyjskiej szkoły"

W Chersoniu nie było zorganizowanego ruchu oporu, jednak kobiety mówią, że ludzie o pozycji proukraińskiej angażowali się w sprzeciw wobec okupanta na tyle, na ile potrafili.

Natalia włączyła się w pomoc szkole swojej córki, której zespół odmówił prowadzenia lekcji pod rosyjską kuratelą i w języku rosyjskim.

- Nasza szkoła ani jednego dnia nie działała jako rosyjska. Nauczyciele i dyrekcja z pomocą rodziców powynosili ze szkoły i poukrywali po domach wszystkie dokumenty, żeby Rosjanie nie zdobyli danych uczniów. Brałam w tym udział - opowiada. 

- Póki w Chersoniu był internet, dzieci uczyły się online po ukraińsku. Za nic nie puściłabym dziecka do rosyjskiej szkoły. Nie mogłam pozwolić, by moja córka wysłuchiwała od rosyjskich nauczycieli, jak to Rosja nas ratuje. Ona nikogo nie ratowała, ona na nas napadła. Nikt tu na Rosję nie czekał i nikt jej nie chciał - mówi Natalia.

Chersoń okupowany był przez Rosję od początku marca. 9 listopada siły agresora pod naciskiem armii ukraińskiej wycofały się z położonego na prawym brzegu Dniepru miasta i zajęły pozycje na lewym brzegu tej rzeki. 11 listopada do Chersonia wkroczyły wojska Ukrainy. 

PAP
Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | Chersoń | Rosjanie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy