Reklama

Reklama

"Jestem studentem. Nie mam pojęcia o wojnie, ale migać się nie będę"

- Jestem zdrowy i zdolny do działania, więc przyszliśmy z kolegami się zgłosić. Nie do końca wiemy, czym będziemy się zajmować. Do tej pory byliśmy studentami, więc uczyliśmy się i imprezowaliśmy. Nie mamy pojęcia o wojnie, ale to nasz obowiązek. Nie wyobrażam sobie, żebym miał się od tego migać - mówi mi we Lwowie student czwartego roku biologii.

We Lwowie jest dziś szary i ponury dzień. Teoretycznie termometr pokazuje 6 stopni na plusie. W praktyce odczuwalna temperatura jest znacznie niższa. Jest wilgotno i wieje nieprzyjemny wiatr. Mimo to w punktach, gdzie zgłaszać się mogą wolontariusze nieprzerwanie widać kolejki. Motywacje różne. Jedni przyjechali tu, chociaż od lat mieszkają w innych krajach. Niektórzy znaleźli się we Lwowie, bo odsyłają rodzinę dalej, a sami zostają, by wesprzeć swoją ojczyznę.

"Nie mamy pojęcia o wojnie, ale to nasz obowiązek"

- Pochodzę z Chmielnicki. Wczoraj przyjechałem odwieźć rodzinę do Lwowa. Żona i syn ruszyli do Warszawy. Jej siostra pracuje u was od kilku lat. Ja zostałem i się zgłaszam. To mój obowiązek. Mam stragan z pamiątkami, więc będę próbował coś sprzedać, a jak wezmą, to zwijam interes i jadę walczyć - mówi mi mężczyzna spotkany w kolejce do jednego z punktu zgłoszeń dla wolontariuszy.

Reklama

Nie brakuje również studentów. Na ukraińskich uczelniach zajęcia zostały odwołane. Większość z nich zrezygnowała nawet z wykładów w formie online:

- Jestem w zdrowy i zdolny do działania, więc przyszliśmy z kolegami się zgłosić. Nie do końca wiemy, czym będziemy się zajmować. Do tej pory byliśmy studentami, więc uczyliśmy się i imprezowaliśmy. Nie mamy pojęcia o wojnie, ale to nasz obowiązek. Nie wyobrażam sobie, żebym miał się od tego migać - mówi mi student czwartego roku biologii.

A jego kolega dodaje: - Liczę, że dadzą nam jakieś konkretne zadanie. Jesteśmy gotowi do pomocy. Naszego Lwowa nie oddamy.

Oczywiście nie wszyscy przychodzą tu z takim entuzjazmem. 

"Nie chcę tej wojny"

- Jestem świeżo po ślubie. Nie chcę tej wojny, nie zajmuje się polityką. Mer Lwowa nakazał zgłosić się tu wszystkim przyjezdnym, więc jestem. Co miałem zrobić? - pyta kolejny zagadnięty przeze mnie mężczyzna. 

- Czekam aż ta wojna się skończy. Mam swój biznes, którego teraz nie mam jak pilnować. Żona namawiała mnie, żebym wyjechał z nimi do Polski. Pewnie jakoś by się udało, ale nie chcę. Mam tu interes. Rolą faceta jest go pilnować. Odesłałem rodzinę, a sam zostaje w mieście - mówi.

Lwów: Kolejka chętnych w punkcie dla wolontariuszy

W punktach dla wolontariuszy mogą zgłosić się trzy grupy osób. Pierwsza, to mężczyźni, którzy ze względu na wieku lub stan zdrowia nie mogą zostać powołani bezpośrednio do wojska. Druga grupa, to mężczyźni, którzy są w odpowiednim wieku, ale ze względu na liczbę zgłoszeń nie dostali jeszcze odpowiedniego przydziału. Trzecia grupa, to kobiety, które chcą pomóc na zapleczu armii. Tych ostatnich nie brakuje.

- Zostanę na Ukrainie. Tu jest mój chłopak i rodzice. Nie wyobrażam sobie ich zostawiać. Zgłaszam się do punktu i czekam na swoją kolej. Chociaż słyszałam, że więcej chętnych niż zadań.

Rzeczywiście, wielu Ukraińców czeka na przydział. Chętnych jest tak wielu, że nie dla każdego znajdzie się zadanie.

- Ukraińcy mogą zgłaszać się do różnych punktów. Jest obrona terytorialna. Tam rejestrują się mężczyźni od 18. do 60. roku życia, zdolni do służby wojskowej. Mamy też punkty dla wolontariuszy. Osób, które nie będą zaangażowane bezpośrednio na froncie, ale chcą pomagać. W obu strukturach chętnych jest bardzo wielu. Wszyscy chcą jakoś pomóc. To niesamowite zaangażowanie - wyjaśnia mi koordynatorka jednego z takich punktów. Prosi jednak by nie podawać jej imienia. Jak mówi większość moich rozmówców - im mniej szczegółów, tym lepiej dla nich.

Wracają do Ukrainy, by bronić swojego kraju

Do lwowskich punktów zgłaszają się również mężczyźni, którzy pracują poza Ukrainą, ale na wieść o wybuchu wojny wracają do swojego kraju. Lwów, to pierwszy przystanek dla wielu z nich. Tu chcą się zorientować, jakie są potrzeby i jak pomóc.

- Od 5 lat pracuję w Polsce. W firmie transportowej. Nie mogłem przecież siedzieć bezczynnie. Spakowałem się i jestem w moim kraju. Stoję w punkcie i rozmawiam z panią, bo chce się zgłosić do pomocy. Jeszcze nie wiem co mi przydzielą. Mogę kopać rowy, albo nosić paczki. Ja dadzą do ręki broń, to też wezmę - mówi mi Włodzimierz, który przyjechał do Lwowa by bronić swojego kraju.

Czytaj też:

Wsparcie dla Ukrainy

Chcesz pomóc uchodźcom z Ukrainy? Te produkty możesz przekazać w darach

Co powinno się znaleźć w paczce żywnościowej dla uchodźców z Ukrainy?

Reklama

Reklama

Reklama