Reklama

Reklama

Groźby rosyjskiego propagandysty: Armię nauczono walczyć w warunkach skażenia

Władimir Sołowjow, rosyjski dziennikarz stojący po stronie Kremla, w swoim programie w publicznej telewizji Rossija 1 odgrażał się, że "rosyjską armię nauczono walczyć w warunkach skażenia". Nawiązał w ten sposób do sytuacji wokół okupowanej przez Rosjan elektrowni jądrowej w Zaporożu i lęków związanych z potencjalnym uszkodzeniem reaktora.

Fragment programu prowadzonego przez Władimira Sołowjowa zamieściła na swoim koncie na Twitterze Julia Davis, amerykańska dziennikarka, która specjalizuje się w analizowaniu rosyjskich przekazów propagandowych. 

Dziennikarz, który jest jednym z najważniejszych medialnych stronników Władimira Putina, często przedstawia kontrowersyjne tezy, których nie wypada powiedzieć przedstawicielom władzy. 

"Mamy kombinezony i nie przestaniemy walczyć"

W swoim ostatnim wystąpieniu telewizyjnym twierdził, że to Ukraińcy są odpowiedzialni za ostrzał własnej elektrowni jądrowej w obwodzie zaporoskim. Mówił także o tym, że "rosyjscy żołnierze mają kombinezony" i nauczono ich "walczyć w warunkach skażenia". 

Reklama

Kremlowski propagandysta po raz kolejny uderzył także w USA i inne kraje NATO. 

- NATO nie powinno mieć złudzeń. Nie ujdzie wam to na sucho i nigdzie się przed nami nie ukryjecie. Mamy wystarczająco dużo głowic, by każdy dostał to, na co zasłużył. Każdy - stwierdził Władimir Sołowjow. 

Sytuacja wokół elektrowni jądrowej

Położona na południu Ukrainy Zaporoska Elektrownia Atomowa, największa w Europie, została zajęta przez siły rosyjskie w nocy z 3 na 4 marca. Na terenie obiektu stacjonują rosyjscy żołnierze oraz pracownicy koncernu Rosatom. Ukraińscy pracownicy stacji są - według doniesień mediów - torturowani i zabijani, a rosyjscy żołnierze ostrzeliwują okolice elektrowni, stwarzając poważne niebezpieczeństwo katastrofy nuklearnej.

Ukraiński wywiad wojskowy (HUR) sygnalizował w piątek, że otrzymał nowe informacje potwierdzające plany przeprowadzenia zamachu na terenie obiektu. Ma o tym świadczyć m.in. jego opuszczenie przez pracowników Rosatomu. 

- Biorąc pod uwagę mnogość uzbrojenia, które znajduje się na terytorium elektrowni, a także niejednokrotnie prowokacyjne ostrzały, istnieje wysokie prawdopodobieństwo dużego aktu terrorystycznego - podał ukraiński wywiad. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy