Reklama

Reklama

"Druha we mnie masz" czyli platforma, który łączy młodych Polaków i Ukraińców. To pomysł 19-latki

- Młodzi uchodźcy potrzebują też wsparcia emocjonalnego, przyjaznej społeczności - mówi Interii Maria Trybus. 19-latka postanowiła im pomóc. Z grupą polskiej młodzieży stworzyła stronę, która łączy w pary młodych Ukraińców potrzebujących wsparcia i Polaków wchodzących w rolę przyjaciela-mentora. "Druha we mnie masz" to pomysł doceniony przez najlepsze uczelnie na świecie. Idea urzekła też doktora Macieja Kaweckiego, byłego dyrektora departamentu zarządzania danymi w Ministerstwie Cyfryzacji. - Wierzę, że ten projekt przyniesie dużo dobra - komentuje ekspert.

Maria Trybus, 19-letnia absolwentka II Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie, pomogła ukraińskiej dziewczynie, która była zmuszona uciekać przed inwazją rosyjską do Polski. - Ona była moją inspiracją.

- Widząc, jakie ma potrzeby, zdałam sobie sprawę z tego, że bardzo ważne jest umożliwienie młodym osobom z Ukrainy znalezienia wsparcia emocjonalnego, a także takiej przyjaznej społeczności. Później okazało się, że te osoby potrzebują też porady przy kwestiach związanych z edukacją, czyli pomocy w rekrutacji do szkół czy uczelni, a w dalszej kolejności w zaaklimatyzowaniu się w nowym środowisku - mówi Interii Maria Trybus.

Reklama

Polsko-ukraińskie przyjaźnie

"Druha we mnie masz" to program stworzony przez polską młodzież w celu pomocy w tych kwestiach ich ukraińskim rówieśnikom. Jak to działa? Na stronie internetowej projektu, która działa w trzech językach - polskim, ukraińskim i angielskim, znajdują się dwa formularze - dla polskiego i ukraińskiego przyjaciela. Każda młoda osoba, która chce pomóc, lub wsparcia potrzebuje, może go wypełnić i zgłosić się do programu.

- Kierujemy go do osób od 16. do 25. roku życia pochodzących z Polski oraz Ukrainy. Jednak do programu mogą się zgłaszać też osoby, które fizycznie nie są w Polsce, bo studiują zagranicą, ale chcą pomóc swoim kolegom z Ukrainy zdalnie. Jeśli osoba z Ukrainy potrzebuje wyłącznie pomocy zdalnej, również może to zaznaczyć w formularzu - wyjaśnia Maria Trybus.

Następnie polscy i ukraińscy przyjaciele łączeni są w pary. - Tworzone są na podstawie pytań o wiek; lokalizację, czyli miasto, w którym dana osoba się znajduje; informację, czy pomoc ma być udzielana na żywo lub zdalnie. W formularzu jest też dłuższe pytanie, w którym osoba zainteresowana zaznacza dokładnie, jakiej pomocy potrzebuje lub jaką oferuje. To wszystko później pozwala nam połączyć te osoby w najbardziej kompatybilne pary - mówi nam 19-letnia pomysłodawczyni projektu.

Ponad 6 tys. zgłoszeń

Zgłoszeń do projektu cały czas przybywa. - Na ten moment, od soboty, mamy ponad 6 tys. chętnych. Stworzyliśmy już pierwsze propozycje par, ale nie wysyłamy im jeszcze informacji. Zgłoszeń z Polski jest więcej, więc czekamy jeszcze na kolejne ze strony osób potrzebujących wsparcia. Wówczas zaczniemy realnie łączyć te osoby w pary - tłumaczy Maria Trybus.

I przyznaje, że nie spodziewała się takiego zainteresowania. 

- Na początku, gdy tych formularzy wpłynęło do nas 15, niezmiernie się z tego cieszyłam. Myślałam, że idea tego programu dotyka problemów, które zostaną dostrzeżone, ale dopiero za jakiś czas. Okazało się, że tych zainteresowanych już są tysiące, byłam tym bardzo zaskoczona - opowiada 19-latka.

Zapewnia, że wszyscy zaangażowani w projekt są gotowi pomóc każdej zgłaszającej się osobie. - Ja jestem pomysłodawczynią, ale w naszym zespole jest jeszcze mnóstwo ludzi pomagających w tym, aby ten projekt działał, w tym współzałożycielka Maria Szuster, a także Ukrainka, która zainspirowała mnie do zbudowania tej platformy. Pomaga nam w tłumaczeniach. Mamy też wsparcie Stowarzyszenia "MożeMy!", pod którym działa cały program - wymienia Maria Trybus.

Dr Maciej Kawecki: Coś, czego jeszcze nie było

W swoich mediach społecznościowych o projekcie "Druha we mnie masz" napisał też dr Maciej Kawecki, były dyrektor departamentu zarządzania danymi w Ministerstwie Cyfryzacji. W rozmowie z Interią mówi: - Ta inicjatywa niezwykle mnie urzekła. Jej autorzy to osoby, które w dużej części nie mieszkają w Polsce, studiują na najlepszych uniwersytetach na świecie, mają teraz okres sesji egzaminacyjnej, a mimo to znaleźli czas, aby odstawić wszystko i zorganizować tego typu akcję. Mają w sobie niezwykle dużo zapału. Co więcej, ich pomysł został doceniony przez najlepsze uczelnie na świecie, mają wsparcie blisko 30 towarzystw na Uniwersytetach Oxford, Cambridge i Yale.

- To jest coś, czego jeszcze nie było - ocenia dr Kawecki. - Osoby z Ukrainy znalazły się w bardzo trudnym położeniu. Teraz nie chodzi tylko o to, aby znaleźć im dom czy pracę. Są w obcym kraju, często też z blokadą językową. To, czego brakowało w systemach wsparcia to przyjaciel, człowiek, który może poświęcić swój czas i z tym uchodźcą się spotkać, po prostu z nim być. I pomogła cyfryzacja - dodaje.

- Autorzy pomysłu wykorzystują technologię po to, by realnie pomóc w kryzysie osobom z Ukrainy znajdującym się w Polsce. To by się nie udało, gdyby nie cała platforma i digitalizacja tego przedsięwzięcia - podkreśla dr Maciej Kawecki.

I podsumowuje: - Jestem dumny z ich pracy i wierzę, że ten projekt przyniesie dużo dobra.

Czytaj też: Bud'laska i djakuju. Poznaj przydatne ukraińskie zwroty

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy