Reklama

Były funkcjonariusz Agencji Wywiadu: Wojna trwa nie tylko w Ukrainie

Michał Rybak, były funkcjonariusz Agencji Wywiadu, rozmawia z Interią o rosyjskiej akcji dezinformacyjnej i działaniach służb Władimira Putina na terenie Polski, w obliczu inwazji na Ukrainę. - Służby rosyjskie w czasie wojny realizują swoje cele w dwóch głównych obszarach: to przede wszystkim zapewnienie przewagi informacyjnej nad przeciwnikiem i jego sojusznikami oraz działania mające na celu stworzenie dogodnych warunków dla realizacji zadań przez rosyjskie siły zbrojne - usłyszeliśmy.

Jakub Szczepański, Interia: Wszystko wskazuje na to, że w ostatnich dniach inwazji na Ukrainę Polska stała się celem zmasowanej kampanii dezinformacyjnej Rosjan. Należało się tego spodziewać?

Michał Rybak, były funkcjonariusz Agencji Wywiadu, obecnie prywatny detektyw: - Wojna trwa nie tylko w Ukrainie. Działania rosyjskich i białoruskich służb specjalnych realizujących zadania oraz cele czasu wojny można obserwować w wielu państwach regionu, również w Polsce. Nie można pozostawać na nie neutralnym. Trzeba się jednoznacznie opowiedzieć. Broń Boże nie nawołując do strzelania do Rosjan. Trzeba pomagać uchodźcom z Ukrainy i wspierać polskie władze.

Reklama

Jakie cele stawiają sobie teraz rosyjskie służby?

- Zazdroszczę tym, którzy są w stanie w kategoryczny sposób stawiać oceny na polu działań wywiadowczo-wojskowych. Takie postawy w obliczu oczywistego braku danych są nie tylko zabawne, co zwyczajnie niebezpieczne. Widzimy tylko pewien wycinek rzeczywistości, a mając świadomość tego, jak przestrzeń publiczna jest nasycona rosyjską dezinformacją, nie mam wcale pewności czy patrzymy na rzeczywistość.

Co ma pan na myśli?

- Może się okazać, że przeświadczenie o niedostatecznych działaniach rosyjskiej dezinformacji w początkowych godzinach czy dniach inwazji Władimira Putina na Ukrainę jest po prostu błędne. Faktycznie, to co obserwujemy, sugeruje, że widzimy dopiero rozwijający się potencjał operacji propagandowych w przestrzeni publicznej. Należy się spodziewać wychodzenia działań rosyjskich poza operacje informacyjne.

Rozumiem, że największych kłopotów powinniśmy się spodziewać w woj. podkarpackim i lubelskim?

- Wywiad to nie tylko zdobywanie informacji, ale również podejmowanie innych przedsięwzięć operacyjnych, które prowadzą do tajnego osiągania celów stawianych przed daną służbą. To może być nie tylko szeroko widoczna w polskiej sieci propaganda, ale również dywersja, sabotaż, próby zakłócenia systemów informatycznych, choćby systemów komputerowych na przejściu granicznym co miało już miejsce na rumuńskich przejściach granicznych. W tym przypadku celem jest oczywiście spowolnienie ruchu i wykazanie nieudolności sojuszników Ukrainy.

Czego jeszcze powinniśmy się spodziewać?

- To mogą być plotki rozsiewane pośród uchodźców i dziennikarzy. Przekazywanie informacji o tym, że po polskiej stronie granicy na młode, atrakcyjne kobiety, czyha zagrożenie. Że obcokrajowcy spotykają się z rasizmem, a nawet przemocą. Największym niebezpieczeństwem są oczywiście akty terroryzmu. Nawet jeśli mówimy o zwykły podpaleniu, to wciąż akt terrorystyczny.

Wiadomo już, że w przygranicznych województwach wprowadzono stopień alarmowy BRAVO. Co to właściwie znaczy?

- Wprowadza się go na terytorium państwa w ograniczonym, bądź szerokim zakresie w odniesieniu do realnych, uzasadnionych i dających się przewidzieć zdarzeń w niedalekiej przyszłości. Wiąże się m.in. z tym, że policjanci, strażnicy graniczni czy żandarmi noszą długą broń, osoby postronne nie mogą wchodzić do przedszkoli, a w zagrożonych regionach kontroluje się pojazdy. Słyszał pan o Polakach skazanych za akt terroryzmu na Ukrainie?

Proszę opowiedzieć.

- Na początku lutego 2018 r. trzech Polaków miało dopuścić się podpalenia budynku Towarzystwa Kultury Węgierskiej w miejscowości Użhorod (stolica obwodu zakarpackiego - red.). Jeden z mężczyzn zwerbował do grupy dwóch pozostałych i namówił ich do obrzucenia budynku koktajlami Mołotowa. Skazał ich krakowski sąd.

Dlaczego ta historia jest istotna?

- Mówimy o młodych chłopcach związanych z organizacją Falanga, prorosyjską partią Zmiana i krakowskim stowarzyszeniem Strzelec, które w sposób bezpośredni były "wylęgarnią" dla skrajnie prawicowych poglądów i postaw nacjonalistycznych. W takich warunkach wzrasta terroryzm. To naturalna baza werbunkowa dla służb Federacji Rosyjskiej. Osoby z tego środowiska były również podejrzewane o współpracę z chińskim wywiadem.

Rosjanie posłużyli się młodymi mieszkańcami Krakowa?

- Celem tych młodych ludzi było podpalenie budynku, narysowanie swastyk, symbolu "88" i wprowadzenie sugestii, że działania były sprowokowane przez stronę węgierską. Nawet gdyby Ukraińcy dowiedzieli się, że to Polacy, tylko uświadczyliby się w przekonaniu, że obserwowali akt polskiego nacjonalizmu. To działanie miało wprost podważać relacje między państwami i było próbą zaognienia sytuacji w regionie.   

Jak ich zatrzymaliśmy?

- Koledzy i koleżanki z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zadziałali skutecznie. Możemy się tylko domyślać, w jaki sposób trafiono na sprawców zdarzenia: czy była to udana współpraca ze Strażą Graniczną, błędy sprawców, czy ich współpracownicy puścili parę. Dlatego tak ważna jest postawa polskich obywateli, którzy wspierają nasze władze.

W przestrzeni publicznej widać posłów, zwłaszcza Konfederacji, którzy szerzą poglądy wpisujące się w rosyjską retorykę. Państwo nie powinno zareagować?

- To dla mnie niebywale oburzające, że przedstawiciele władz tej partii mają w swoich szeregach osoby, które prezentują skrajnie antypolskie, niezgodne z polską racją stanu poglądy. Nie rozumiem i nie znajduję dla tego uzasadnienia.

To sprawa dla ABW czy Kancelarii Sejmu?

- W polskim Sejmie nie może być miejsca dla prorosyjskich polityków i partii. Jeżeli obywatele nie potrafią podjąć odpowiednich decyzji, powinno im pomóc ABW, którego podstawowym zadaniem jest stanie na straży bezpieczeństwa i porządku konstytucyjnego państwa.

Co, jako państwo, powinniśmy robić z Polakami, którzy pozostają w orbicie rosyjskich wpływów?

- Edukacja, kontrola i nadzór. Nie jestem zwolennikiem teorii, że tylko zatrzymanie obcego szpiega jest celem działalności służb specjalnych. W pierwszej kolejności możemy dzięki tym osobom zdobywać wiedzę o sposobach wywiadowczej komunikacji, kanałach łączności, celach stawianych tym osobom, czy formach realizacji przedsięwzięć wywiadowczych.

Wróćmy do rosyjskich celów. Wydaje się, że chcą nas skłócić jako społeczeństwo i wzbudzać niepokoje w związku z napływem ukraińskich uchodźców. Zgodzi się pan?

- Służby rosyjskie w czasie wojny realizują swoje cele w dwóch głównych obszarach: to przede wszystkim zapewnienie przewagi informacyjnej nad przeciwnikiem i jego sojusznikami oraz działania mające na celu stworzenie dogodnych warunków dla realizacji zadań przez rosyjskie siły zbrojne. Każda akcja jest wykonywana w jakimś celu. Służby są pragmatyczne.

Jak, jako zwykli Polacy, możemy się ustrzec przed rosyjską agenturą i propagandą?

- Wiem, że proszę o dużo, ale najlepszą bronią jest zaufanie do władz. Do rządu, administracji centralnej i prezydenta. Powinniśmy odłożyć na półkę spory wewnętrzne. Często to trudne, ale nie mamy czasu na kłótnie. Drugim obszarem jest zdrowy rozsądek. Nie powielajmy bezmyślnie komentarzy. Czerpmy informacje z wiarygodnych źródeł, weryfikujmy je, nie wprowadzajmy chaosu. Przecież nikt nie chce wspierać wroga.  

Jakub Szczepański

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | Rosja | Wojna w Ukrainie 2022

Reklama

Reklama

Reklama