Reklama

Reklama

Alarm przeciwlotniczy pod Kijowem. Prezydent Niemiec musiał zejść do schronu

Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier we wtorek przybył na Ukrainę, gdzie spotka się m.in. z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Gdy w czasie wizyty polityka w podkijowskiej Koriukiwce ogłoszono alarm przeciwlotniczy, niemiecki przywódca wraz z grupą mieszkańców udał się do schronu, gdzie wdał się z nimi w rozmowę – informuje agencja dpa.

Alarm przeciwlotniczy ogłoszono w Kijowie i okolicach, gdy siły rosyjskie wystrzeliły drony bojowe z terytorium Białorusi. Steinmeier, który przebywał wówczas w Koriukiwce, przeszedł do schronu przeciwlotniczego wraz z merem Ratanem Achmedowem i grupą mieszkańców - informuje dpa, podkreślając, że "dzięki temu prezydent mógł lepiej dowiedzieć się, co wojna w kraju oznacza dla ludności".

W schronie Steinmeier mógł wysłuchać relacji mieszkańców na temat wojny i agresji, jakiej doświadczyli od Rosjan. "Jedna z kobiet ze łzami w oczach opowiedziała o rozpoczęciu wojny 24 lutego, inna o swoim mężu, który walczy na froncie z armią rosyjską" - opisuje dpa.

Reklama

- W schronie przeciwlotniczym spędziliśmy półtorej godziny. To dało nam szczególnie mocne zrozumienie warunków, w jakich żyją tu ludzie. Była to sytuacja, której nie mogłem wykluczyć podczas swojej wizyty (na Ukrainie). Ludzie żyją tu w takich warunkach każdego dnia - powiedział Steinmeier. - Przeprowadzone w schronie rozmowy były bardzo dużym przeżyciem. I sądzę, że nie tylko dla mnie - dodał.

Według informacji ukraińskich sił powietrznych, armia rosyjska wystrzeliła z terytorium Białorusi ok. 10 dronów bojowych produkcji irańskiej.

Prezydent Niemiec w Ukrainie. To jego "własna misja"

"Pół roku po tym, jak Kijów odmówił przyjęcia go, i tydzień po tym, jak obawy o bezpieczeństwo pokrzyżowały plany podróży, Frank-Walter Steinmeier wreszcie przybył do rozdzieranego wojną kraju. To dobry znak, który kładzie kres wielomiesięcznym nieporozumieniom i napięciom między Berlinem a Kijowem" - ocenił we wtorek dziennik "Sueddeutsche Zeitung" ("SZ").

Po tym, jak w zeszłym tygodniu wyjazd Steinmeiera do Kijowa nie doszedł do skutku, niemiecki europoseł chadecki Daniel Caspary skomentował na Twitterze, że "tchórzliwe odwołanie podróży prezydenta federalnego do Kijowa" to "całkowita hańba dla Niemiec".

Zarzuty i krytyka wobec prezydenta pojawiały się często, ale "sam Steinmeier sam bardzo się do tego przyczynił" - ocenia "SZ". "Jako minister spraw zagranicznych w gabinecie Angeli Merkel i szef kancelarii Gerharda Schroedera, Steinmeier był współodpowiedzialny za stosunki Niemiec z Putinem, które były pełne poważnych błędów. Ostrzeżenia na temat rosyjskiego prezydenta zbyt często były lekceważone, określane jako 'pobrzękiwanie szabelką' nawet przez Steinmeiera" - przypomina "SZ", dodając, że "ta przeszłość utrudnia prezydentowi federalnemu spełnienie pokładanych w nim oczekiwań".

"Jako głowa państwa, nie odpowiada za działania i bieżącą politykę. Powinien jednak zapewniać kierunek w czasie bezprecedensowego od dziesięcioleci kryzysu" - podkreśla "SZ".

W najbliższy piątek Steinmeier "nareszcie chce wyjść z defensywy z pomocą wielkiego przemówienia", które pod hasłem "wzmacniania wszystkiego, co nas łączy" ma wygłosić w siedzibie prezydenta w Berlinie.

"Można odnieść wrażenie, że Steinmeier bardzo chciał dotrzeć na Ukrainę przed tym wystąpieniem. Bo myśli, że (dzięki temu) w piątek wyda się bardziej wiarygodny" - podsumowuje "SZ" i podkreśla, że niemiecki prezydent pojechał na Ukrainę "także w swojej własnej misji".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy