Reklama

Reklama

Zaostrza się spór ws. brexitu

Ubiegłotygodniowy szczyt UE w Salzburgu miał złagodzić różnice między "27" a W. Brytanią, jednak zamiast tego doprowadził do jeszcze większego zwarcia. Niektórzy za porażkę chcieliby obwinić szefa RE Donalda Tuska, ale większość w Brukseli wskazuje na Londyn.

Negocjacje dotyczące brexitu stoją w martwym punkcie od kilku miesięcy. Problemem jest odległa z perspektywy Polski sprawa granicy między Irlandią a Irlandią Północną oraz kwestia przyszłych relacji między Wielką Brytanią a wspólnotą już po brexicie.

Szefowie państw i rządów UE, którzy zjechali w ubiegłym tygodniu na nieformalny szczyt do Salzburga, mieli spróbować - jak to się określa w Brukseli - oddramatyzować problemy, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie granicy irlandzkiej. Wynik szczytu, podczas którego odrzucono propozycje Londynu, i reakcja na to brytyjskiej prasy pokazały, że stało się zupełnie na odwrót.

Reklama

W Polsce pojawiły się głosy, że to przez szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, który wraz z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem w najbardziej zdecydowany sposób powiedział "nie" przedstawionemu przez May planowi z Chequers (od nazwy rezydencji rządowej w Wielkiej Brytanii, gdzie w bólach został on opracowany).

"To, co zrobił Tusk jest sprzeczne z polskim interesem"

"Tusk i Macron to duet, który swoimi wypowiedziami i działaniami wzmacnia nurt, w cudzysłowie oczywiście, wyrzucania Wielkiej Brytanii z UE" - powiedział PAP europoseł Jacek Saryusz-Wolski. Jego zdaniem słowa Tuska po szczycie w Salzburgu, gdy mówił o tym, że plan z Chequers nie zadziała, dodały wiatru w żagle skrajnym siłom w Wielkiej Brytanii, które chciałyby doprowadzić do zerwania relacji tego kraju z UE bez żadnej umowy. A to byłoby niekorzystne nie tylko dla Polski.

"Negocjowanie brexitu było w rękach przewodniczącego Rady, co Tusk oddał walkowerem. Tymczasem mógł to zachować i pilnować polskiego interesu. To, co ostatnio zrobił w Salzburgu, jest zasadniczo sprzeczne z polskim interesem" - uważa Saryusz-Wolski.

Większość dyplomatów z państw członkowskich, z którymi rozmawiała PAP w Brukseli, wskazuje jednak na postawę May oraz napompowane oczekiwania brytyjskiej prasy jako źródło zwarcia.

Pierwszym punktem, na który zwracają uwagę, jest ostry artykuł w "Die Welt", autorstwa premier Wielkiej Brytanii. Tekst, w którym May odrzuciła propozycje przygotowane przez głównego negocjatora ze strony UE Michaela Barniera dotyczące granicy irlandzkiej, ukazał się na kilkanaście godzin przed kolacją w gronie unijnej "28" w Austrii. May powiedziała "nie" proponowanemu przez UE ustanowieniu na Morzu Irlandzkim granicy celnej między Irlandią Północną a resztą Wielkiej Brytanii. Według planów Brukseli pozwoliłoby to na uniknięcie powrotu tzw. twardej granicy między tą częścią Zjednoczonego Królestwa a Irlandią.

Korzystne dla Wielkiej Brytanii, niekorzystne dla reszty UE

Rozmówcy PAP znający przebieg spotkania w Salzburgu wskazują, że takie samo przesłanie May przekazała liderom "27" w środę wieczorem. Ci z kolei usztywnili swoje wcześniejsze stanowisko. W stolicach kontynentalnej Europy nie spodobały się też brytyjskie propozycje dotyczące przyszłych relacji handlowych. Uznano je za skrajnie korzystne ekonomicznie dla Wielkiej Brytanii, a niekorzystne dla reszty UE. "Nikt się na to nie zgodzi" - podkreśla rozmówca PAP.

Z tego powodu Tusk - według relacji źródeł - otwarcie powiedział, że w propozycji z Chequers są co prawda pozytywne elementy, ale zaproponowane ramy współpracy gospodarczej się nie sprawdzą. "Choćby dlatego, że grożą podważeniem jednolitego rynku" - argumentował Tusk.

Po ostrej reakcji brytyjskiej prasy i samej May na te słowa (a także słowa m.in. prezydenta Francji) w Brukseli niektórzy zastanawiają się, czy pewnych elementów nie można by rozegrać lepiej, ale - wśród zachodnioeuropejskich dyplomatów - planuje zgoda, że w Salzburgu de facto nie padło nic nowego, o czym Brytyjczycy nie mieliby prawa wiedzieć. Bo UE od dawna podkreśla, że nie ma mowy o rozerwaniu czterech swobód jednolitego rynku (czego chciałaby Wielka Brytania).

Kontrowersyjne zdjęcie na instagramie

"Czy oni tam na Wyspach nie mają internetu?" - żartuje jeden z dyplomatów, odnosząc się do wielkiego zaskoczenia Brytyjczyków tym, że "27" podtrzymała w zasadzie swoje stanowisko w tej sprawie.

Rozmówcy PAP wskazują jednak, że gabinet Tuska nie uniknął błędów. Jednym z nich ma być np. zdjęcie na Instagramie, na którym Tusk jest obok May przy ciastkach (opisane w żartobliwym tonie, jakoby Polak zwracał się do May: "Może ciasteczko? Nie ma wybierania rodzynek"). BBC określiło ten post jako prowokacyjny.

"To była pomyłka, zły czas, zły kontekst" - ocenia jeden z dyplomatów z Brukseli. Znający kulisy powstawania tego wpisu podkreślają jednak, że ma on żartobliwą formę i to zresztą sama brytyjska premier podeszła do Tuska, gdy ten był przy deserach, i zaczęła żartować o wybieraniu wisienek z tortu (negocjatorzy UE mówią o tym, że Wielka Brytania nie może wybierać wisienek z tortu, akceptując jedne swobody unijne, a odrzucając inne).

W Brukseli panuje przekonanie, że atmosfera po szczycie nie jest najlepsza. Dyplomaci zgadzają się, że teraz trzeba czekać na wynik kongresu Partii Konserwatywnej (od 30 września do 3 października), który może podważyć albo potwierdzić przywództwo May.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama