Reklama

Reklama

Kto zastąpi Junckera w KE? Karuzela nazwisk ruszyła

Europejskie partie szykują się do walki o fotel przewodniczącego Komisji Europejskiej - najważniejsze stanowisko w strukturach unijnych. W Brukseli tuż przed początkiem nowego sezonu politycznego rusza karuzela nazwisk pretendentów do objęcia tej funkcji.

Największe szanse na wskazanie następcy Jean-Claude'a Junckera, który publicznie deklaruje, że nie będzie się ubiegał o reelekcję, ma Europejska Partia Ludowa (EPL). Chadecy, mimo że prawdopodobnie stracą w przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego, i tak pozostaną największą siłą polityczną w UE.

Dlatego to bój o nominację kandydata wiodącego - inaczej lidera list, spitzenkandidata - z tego ugrupowania wywołuje największe emocje. W piątek niemieckie media poinformowały, że szef frakcji EPL w PE Manfred Weber otrzymał poparcie kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

Reklama

Takie wsparcie jest bardzo istotne, ale nie oznacza, że Weber ma szefostwo KE w kieszeni. "To silna kandydatura, ale to przecież polityka" - powiedziała PAP pragnąca zachować anonimowość osoba zbliżona do kierownictwa EPL.

Na horyzoncie są inni kontrkandydaci, a samo objęcie przewodnictwa KE przez Niemca może być problematyczne dla stolic, które uważają, że wpływy Berlina w Brukseli już dziś są zbyt wielkie. "Nie chodzi tylko o Polskę. Coraz więcej krajów europejskich ma poczucie zdominowania UE przez Niemcy. Niedawno rozmawiałem z pewnym wpływowym Holendrem, który powiedział mi, że dla rządu holenderskiego każdy kandydat z Niemiec może być trudny do zaakceptowania" - powiedział PAP europoseł PiS Ryszard Czarnecki.

Opcja małego kraju

Niewykluczone są więc inne rozwiązania. Jeszcze kilka miesięcy temu swoją kandydaturę wśród polityków chadecji starał się promować wiceszef KE, Fin Jyrki Katainen. Teraz jednak - jak podają rozmówcy PAP zbliżone do centrali EPL - forsowany jest inny Fin, były premier tego kraju, znany w Brukseli Alexander Stubb.

Ten mówiący w pięciu językach polityk, zapalony kolarz amator, były deputowany do PE i były szef MSZ jest obecnie jednym z wiceprezesów Europejskiego Banku Inwestycyjnego. "To również potencjalnie mocna kandydatura" - przyznaje rozmówca PAP.

Gdyby przedstawiciel małego kraju został szefem KE, stanowiłoby to kontynuację modelu, jaki funkcjonuje od 2004 roku, gdy na szefa KE wybrano Portugalczyka Jose Manuela Barroso.

W Brukseli wiele mówiło się również o głównym negocjatorze z KE ds. Brexitu, Francuzie Michelu Barnierze. On sam ma według nieoficjalnych informacji twierdzić, że będzie startował tylko wtedy, gdy będzie miał gwarancję, że otrzyma stanowisko. Na to jednak niekoniecznie przychylnie patrzyłby prezydent Francji Emmanuel Macron, który w nowym PE chce budować własną frakcję na wzór ruchu En Marche! w swojej ojczyźnie. Paryż w ogóle sceptycznie odnosi się do koncepcji spitzenkandidaten, bo ogranicza ona zakulisowe ustalenia szefów państw i rządów w sprawie obsady kluczowych stanowisk.

EPL umożliwia składanie kandydatur na lidera list od 6 września. Z wewnętrznego regulaminu tej partii wynika, że aby otrzymać możliwość stanięcia do konkursu, kandydat musi mieć poparcie swojej macierzystej partii oraz ugrupowań z dwóch innych krajów członkowskich. Lista ma być zamknięta 17 października. Ostateczny wybór lidera i pretendenta do objęcia stanowiska szefa KE nastąpi na kongresie EPL 8 listopada w Helsinkach.

Jeden oficjalny kandydat

Do walki szykują się też inne partie polityczne. Partia Europejskich Socjalistów również ma jesienią wybrać swojego kandydata. Na razie pewne jest, że nie będzie startował szef frakcji socjalistów w PE, Niemiec Udo Bullmann, który wykluczył taką możliwość kilka miesięcy temu. Po lewej stronie sceny politycznej jest jednak kilka głośnych nazwisk, o których się spekuluje.

Chodzi o szefową unijnej dyplomacji Federikę Mogherini, wiceszefa KE Fransa Timmermansa czy unijnego komisarza ds. gospodarczych i finansowych Pierre'a Moscoviciego. Żadne z nich nie zadeklarowało jednak dotąd chęci ubiegania się o stanowisko szefa KE. "Na razie tylko jedna osoba zgłosiła swoją kandydaturę: wiceszef KE Marosz Szefczovicz" - powiedziała PAP Inga Czerny-Grimm z biura prasowego socjalistów w PE. Partia ma wybrać swojego spitzenkandidata na początku grudnia na zjeździe w Lizbonie.

Jako że wybór przewodniczącego KE to decyzja szefów państw i rządów, w grze może być zupełnie inny kandydat. Media w Brukseli wskazują na przykład komisarza ds. konkurencji, pochodzącą z Danii Margrethe Vestager. Ta liberalna polityk ma być jedną z opcji, której poparcie rozważa Paryż.

Rada Europejska nie jest prawnie związana wyborem europejskich partii politycznych i już po wyborach do PE może zdecydować, że szefem KE zostanie inna osoba niż wiodący kandydat zwycięskiego ugrupowania.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy