Reklama

Reklama

Brytyjczycy są wściekli na rząd. "Jestem za brexitem i to jak najszybszym"

W piątek w brytyjskim parlamencie zapadną kluczowe decyzje ws. brexitu. Jeśli umowa zostanie przegłosowana, do wyjścia Wielkiej Brytanii z UE mogłoby dojść 22 maja. W przypadku odrzucenia umowy, Wielka Brytania opuści UE 12 kwietnia bez żadnych uzgodnień. Może także poprosić o przedłużenie brexitu, w takim wypadku musiałaby jednak zorganizować wybory do Parlamentu Europejskiego.

Brexit i niemożność podjęcia decyzji przez brytyjskich posłów wzbudzają ogromne emocje w Londynie. Przed parlamentem trwają nieustanne manifestacje zarówno zwolenników jak i przeciwników brexitu.

Joseph Afrane spędził w czwartek kilka godzin, protestując przed Pałacem Westminsterskim - siedzibą Izby Gmin. Miał ze sobą dwa transparenty: jeden z napisem "Uwierz w Wielką Brytanię", drugi o tym, że rząd ignoruje głosy ludzi, którzy głosowali za brexitem. - Jestem za brexitem i to jak najszybszym. Kiedy w końcu Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej, stanie się krajem naprawdę wolnym i bogatszym - mówi Joseph Afrane, który w Wielkiej Brytanii mieszka od 25 lat, a urodził się w Ghanie.

Reklama

Jest zły na brytyjski rząd, że nie zdecydował się na opuszczenie UE 29 marca, tak jak to było planowane, i jak zdecydowali Brytyjczycy w referendum. - W piątek mieliśmy wyjść z UE, a nadal nie wiadomo, kiedy to się stanie i na jakich zasadach - mówi Joseph Afrane.

Według niego najlepszym rozwiązaniem w obecnej sytuacji jest brexit bez umowy. - Gdyby Wielka Brytania wyszła z UE z umową, nadal tkwilibyśmy w pułapce, musielibyśmy płacić do budżetu UE. Jeśli nie będzie tych opłat, nasz kraj tylko na tym zyska - uważa Joseph. Jego zdaniem do tej pory brytyjski rząd bardziej troszczył się o UE niż o Zjednoczone Królestwo. 

Jego marzenia o szybkim wyjściu z UE mogą się jednak nie spełnić. Spiker Izby Gmin John Bercow zgodził się bowiem, aby po raz trzeci poddać pod głosowanie wniosek rządu ws. brexitu.

Posłowie w piątek mają wypowiedzieć się tylko w sprawie części umowy wynegocjowanej z UE. Będą głosować nad umową o wycofaniu - obejmującą "ustawę rozwodową", prawa obywatelskie i kontrowersyjny irlandzki "backstop". Natomiast deklaracja polityczna dotycząca przyszłych stosunków Wielkiej Brytanii z UE nie zostanie poddana pod głosowanie.

Jednak aby umowa ws. brexitu weszła w życie, konieczne będzie przegłosowanie przed 22 maja również politycznej deklaracji, ponieważ UE w procesie ratyfikacji traktuje obie te umowy łącznie.

Gdyby 29 marca Izba Gmin przyjęła umowę, do brexitu mogłoby dojść 22 maja. W przypadku odrzucenia umowy, do 12 kwietnia Wielka Brytania musiałaby zdecydować, czy poprosić o przedłużenie brexitu, w takim wypadku musiałaby jednak zorganizować wybory do Parlamentu Europejskiego. Grozi jej także wyjście bez umowy 12 kwietnia.

Z Londynu Agnieszka Maj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje