Reklama

Reklama

Taniej za paliwo, drożej w pociągach. Ekspert: Polska wpadła w pułapkę

Gdy premier zapowiada niższe ceny na stacjach benzynowych w ramach Tarczy Antyinflacyjnej 2.0., państwowe PKP Intercity sięga do kieszeni pasażerów i podwyższa taryfę za przejazdy. Zmiany u przewoźnika weszły w życie w czwartek. Czy podróżni opuszczą pociągi i przesiądą się do aut? - W trakcie ostatnich 20 lat Polaków wepchnięto do samochodów, likwidując połączenia kolejowe. Nie widzę opcji, aby rząd postąpił odwrotnie, czyli obniżył ceny biletów. Kolej nie wszędzie dociera - mówi Interii Jacek Grzeszak, analityk z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

- Zdecydowałem, że obniżymy stawkę VAT na paliwa z 23 proc. na 8 proc., co przełoży się na obniżkę ceny litra benzyny i diesla na stacji od 60 do 70 groszy - powiedział w piątek premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z Interią. 

Szef rządu przekonywał, iż taki ruch - jeden z elementów Tarczy Antyinflacyjnej 2.0. mającej wejść w życie od 1 lutego - "pomoże w codzienności polskim rodzinom i polskim przedsiębiorcom". - Cena paliwa przekłada się przecież na zdecydowaną większość cen - zauważył.

Reklama

Nowe, wyższe ceny biletów PKP Intercity. Drożej także u innych przewoźników

Tego samego dnia okazało się, że PKP Intercity - kolejowa spółka mająca niemal monopol na dalekobieżne przewozy pasażerskie - podwyższa ceny biletów na pociągi wszystkich rodzajów (TLK, IC, EIC oraz EIP). Taryfa państwowej firmy zmieniła się w czwartek 13 stycznia. 

Wraz z nowym cennikiem zlikwidowano też bilety weekendowe, zastępując je ofertą Multiprzejazd ważną w środku tygodnia. Ograniczono także zakres funkcjonowania biletów taniomiastowych.

PKP IC to niejedyny przewoźnik, u którego w ostatnim czasie doszło do wzrostów cen. W grudniu 2021 r. więcej zaczęli płacić również korzystający z Polregio, Kolei Mazowieckich, Kolei Dolnośląskich czy trójmiejskiej PKP Szybkiej Kolei Miejskiej.

Ekspert: To, co najgorsze na kolei, stało się w 20-30 lat temu

Interia zapytała Jacka Grzeszaka, starszego analityka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego i aktywistę ruchu Miasto Jest Nasze, czy podwyższanie cen za bilety na pociągi przy redukcji paliwowych podatków spowoduje odpływ pasażerów od kolei. Ekspert "do pewnego stopnia się z tym zgadza". 

- Widzę też pułapkę, w którą wpadliśmy: to, co najgorsze, stało się w latach 90. i na początku XXI wieku. Postępowała masowa motoryzacja, a rządzący chcieli wyciągnąć ludzi z pociągów, aby jeździli autami. Transport indywidualny stał się priorytetem. Dziś wiemy, że takie założenia polityki społecznej były błędne - ocenił. 

Jak przypomniał Grzeszak, ówcześni politycy i zarządzający PKP wprost przyznawali, iż celowo ograniczają działalność kolei. 

- "Ostre cięcie" (nagłą, masową likwidację połączeń w kwietniu 2000 roku - red.) ogłaszano jako sukces. Teraz uznaje się je za dramat, bo wielu pasażerów utracono na zawsze. Problem pogłębiały upadki zakładów pracy dobrze skomunikowanych z siecią torów. Siedziby tych przedsiębiorstw, które powstały później, zazwyczaj w żaden sposób nie są połączone z transportem zbiorowym - podkreślił.

CZYTAJ: "Ostre cięcie" na kolei. Jednego dnia zniknęły kursy na 1028 km sieci

Jacek Grzeszak: Nie widzę możliwości, by rząd postąpił odwrotnie

Zdaniem analityka w trakcie ostatnich 20 lat Polacy zostali "wepchnięci do samochodów", zwłaszcza ci mieszkający tam, gdzie transport zbiorowy nie dojeżdża.

- Trochę rozkładam ręce. Nie widzę możliwości, aby obecny rząd postąpił odwrotnie, obniżając ceny biletów na pociągi, a nie VAT na paliwo. Kolej boryka się ze sporymi zaległościami i nie wszędzie dociera. W tej sytuacji obniżka cen na stacjach paliw to niezbędna pomoc. Trzeba dodać w obronie PKP Intercity, że nie zmieniało swoich cen od kilku lat, a inflacja i podwyżki kosztów energii postępują - mówi Interii. 

Jacek Grzeszak stwierdza, że w ostatnich latach nastąpiła zmiana akcentów. - Komunikację zbiorową również zaczęto doceniać. Deklaratywnie rządzący są "za" odbudową likwidowanych połączeń kolejowych i walką z wykluczeniem transportowym. W praktyce dzieje się niedużo, ale winę należy rozłożyć równo między rząd centralny a samorządy - uznaje. 

Jak uściśla, dla decydentów kolej - z wyłączeniem PKP Intercity - "traktowana jest jak usługa socjalna". - Trzeba ją utrzymywać, choć nie jest ani atrakcyjna, ani potrzebna. - Za konieczne uważa się za to budowy lokalnych dróg - podsumowuje ekspert.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy