Reklama

Reklama

Polska Kolej Poczeka. Coraz trudniej sprawdzić, o ile spóźni się pociąg

Polska sieć kolejowa ma zbyt małą przepustowość, więc pociągi się spóźniają - przyznał szef Urzędu Transportu Kolejowego. Jak dodał, podróżni jeżdżą dłużej niż powinni także ze względu na braki w taborach różnych spółek. Skutek jest taki, że na wakacjach spóźniało się ponad 40 procent składów PKP Intercity. Wyrozumiali pasażerowie chcą sprawdzić przed podróżą, czy wybrany przez nich pociąg często łapie opóźnienia. Miłośnicy komunikacji zbiorowej alarmują jednak, że zbieranie takich danych jest utrudniane.

Jak podał UTK, pociągi pasażerskie w lipcu, sierpniu i we wrześniu były opóźnione średnio o 23 minuty. Ten "rezultat" byłby jednak większy, gdyby w kluczowych statystykach brano pod uwagę odchyły od rozkładu jazdy mniejsze niż sześć minut.

Urząd wyliczył, że w III kwartale tego roku do stacji końcowej zgodnie z planem dotarło 87,25 proc. pociągów wiozących podróżnych. To mniej o około 3 pkt proc. niż w pierwszej połowie 2022 roku.

Dlaczego spóźniają się pociągi? UTK: Przepustowość jest ograniczona

Co sprawiło, że pasażerowie musieli czekać na peronach dłużej niż powinni? Dane w tej sprawie UTK otrzymał od PKP Polskich Linii Kolejowych, państwowego zarządcy przeważającej większości infrastruktury kolejowej. Okazało się, że w co czwartym przypadku winne były: wydłużony czas przejazdu, włączanie i wyłączanie czynnego taboru lub awarie i ich naprawa.

Reklama

Ponadto za niemal 19 proc. opóźnień odpowiadały "przyczyny zewnętrzne", czyli awarie, usterki, jak i opóźnienia w odjazdach. Natomiast "przyczyny wtórne", wynikłe z napraw lub aktów wandalizmu były powodem 12 proc. spóźnień, a awarie urządzeń infrastruktury - 11 proc.

- Wzrost przewozów odnotowany w miesiącach wakacyjnych miał wpływ na punktualność pociągów pasażerskich. Przyczyn opóźnień należy upatrywać w ograniczonej przepustowości linii kolejowych oraz w problemach taborowych przewoźników pasażerskich - przyznał Ignacy Góra, prezes Urzędu Transportu Kolejowego.

Gorszy wynik PKP Intercity. Średnią zaniżyły wakacje

Najlepszy wskaźnik punktualności (99 proc.) - jak w poprzednich takich raportach - otrzymała Warszawska Kolej Dojazdowa. Ten przewoźnik korzysta jednak z własnej, lokalnej sieci kolejowej, dlatego na jego kursowanie wpływu nie mają problemy innych spółek. Z takimi problemami zmaga się natomiast PKP Intercity, narodowy monopolista, jeśli chodzi o dalekobieżne trasy.

PKP IC odnotował spadek punktualności o 5,7 pkt proc. Wynika z tego, że w III kwartale punktualnych było około 62 proc. jego składów. Gdy jednak rozłożymy ten wynik na poszczególne miesiące okaże się, iż w lipcu o czasie przyjechało 55 proc. pociągów Intercity, a w sierpniu - 58 proc.

- Wrzesień przyniósł poprawę punktualności względem sierpnia i lipca, jednak cały kwartał przyniósł spadek punktualności w stosunku do poprzedniego - zauważył szef UTK, odnosząc się do danych o wszystkich przewoźnikach.

Jak wyjaśniają przedstawiciele PKP Intercity, wpływ na gorsze wyniki, jeśli chodzi o trzymanie się rozkładu jazdy, miała nie tylko przepustowość na szlakach. Godziny odjazdów i przyjazdów ustalano, gdy nikt nie spodziewał się tegorocznego boomu na kolej, wywołanego inflacją, w tym wysokimi cenami paliw

Wskutek tego zdarza się, że na danej stacji zaplanowano postój o krótszym czasie niż trzeba, by wysiadający opuścili wagony, a ich miejsca zajęli rozpoczynający podróż. Wymianę podróżnych wydłuża dodatkowo przewóz rowerów

PKP Intercity: Niekiedy pociągi się spóźniają, bo w ostatniej chwili musimy doczepiać wagony

"Obecny rok przynosi rekordowo wysokie zainteresowanie podróżami pociągami PKP Intercity. Trzeci kwartał 2022 r., podobnie jak poprzedni, zakończył się najlepszymi wynikami przewozowymi w ponad 20-letniej historii spółki. Blisko 18 mln pasażerów to o 40 proc. więcej niż w trzecim kwartale ubiegłego roku (12,8 mln) i 28 proc. więcej niż w analogicznym okresie rekordowego do tej pory 2019 roku (niemal 14 mln). W samym tylko sierpniu z usług przewoźnika skorzystało ponad 6,5 mln podróżnych" - przekazało Interii PKP Intercity.

Zdaniem przewoźnika "bardzo wysokie zainteresowanie usługami PKP Intercity" sprawiło, że jego pracownicy "musieli znacząco zwiększyć działania zapewniające większą liczbę miejsc w pociągach". W jego ocenie "takie działania nie pozostają bez wpływu na punktualność pociągów". 

"Dzieje się tak przede wszystkim wtedy, kiedy decyzja o doczepieniu dodatkowych wagonów jest podejmowana w ostatniej chwili. To częste sytuacje, ponieważ w trzecim kwartale 52 proc. biletów zostało kupionych przez podróżnych właśnie w dniu lub w przeddzień odjazdu pociągu. Aby zapewnić jak najwięcej miejsc w pociągu dla wszystkich chętnych - jeśli tylko rezerwy wagonowe na to pozwalają - nawet tuż przed odjazdem pociągu podejmujemy decyzje o wzmocnieniu składu. Co czasami niestety może skutkować opóźnionym odjazdem pociągu ze stacji początkowej" - poinformowało PKP IC.

Znikające opóźnienia na Portalu Pasażera

Teoretycznie pasażerowie, których pociąg opóźnia się, mogą sprawdzić w sieci, o ile dłużej będą czekać - tego dnia lub przeciętnie, bo istnieją pociągi, których drugim imieniem może być "opóźnienie". System jednak potrafi zawodzić. 

W Interii opisywaliśmy zamieszanie wokół Portalu Pasażera - aplikacji PKP PLK - potrafiącej pokazać, iż skład odjedzie skądś później niż stanie się naprawdę. Przedstawiciele kolejowej spółki zapewniali wówczas, że przyjrzą się problemowi. Od tego czasu doszły kolejne.

W niedzielny wieczór, gdy ze względu na różne incydenty część pociągów była opóźniona nawet o kilkaset minut, na Portalu Pasażera przestała działać zakładka "Opóźnienia i utrudnienia" - po prostu zniknęła ze strony, a w wyszukiwarce Google dotychczasowy link zaczął kierować do plakatowych rozkładów jazdy. Opcja wróciła, gdy sytuacja na kolei uspokoiła się.

Dodatkowo od wakacji w Portalu nie ma możliwości sprawdzenia w jednym miejscu wszystkich opóźnień w Polsce - da się to zrobić, ale tylko dla konkretnego pociągu lub stacji. 

PKP PLK tłumaczyły wówczas na łamach "Rynku Kolejowego", że opcję wyłączono, ponieważ zewnętrzne podmioty "niezgodnie z regulaminem" korzystały ze strony, zaciągając dane o opóźnieniach co pół minuty. To - zdaniem kolejarzy - spowalniało działanie witryny.

Prowadzili kronikę opóźnień pociągów. "PKP bawi się w utrudnianie zbierania danych"

Ten ruch PKP PLK sparaliżował jednak działanie facebookowego fanpage'a "Opóźniony pociąg na dziś". Jego twórcy publikowali dzienne rankingi spóźnionych składów różnych przewoźników, udowadniając przy tym, że tego rodzaju problemy często dotyczą tych samych pociągów - na przykład "Malczewskiego", "Gwarka" czy "Rozewia".

"Od dłuższego czasu nie wstawiamy notowań, a jak wstawialiśmy, to nieregularnie. Wynika to nie z tego, że nam się nie chce (no dobra, trochę też), ale głównie z tego, że PKP IC dołączyło do PKP PLK i też bawi się w utrudnianie zbierania danych o opóźnieniach" - przekazali autorzy "Opóźnionego pociągu".

Jak wyjaśnili, "nie agregują się opóźnienia na bocznica.eu, nie zbierają się też na stronie, którą roboczo napisaliśmy po wyłączeniu dwóch trzecich funkcjonalności Portalu Pasażera (...), kończą nam się narzędzia, by prowadzić fanpejdż w dotychczasowej formie".

Na wspomnianej przez nich stronie - bocznica.eu - sprawdzić można m.in., z jakich wagonów zestawiony będzie interesujący nas pociąg PKP Intercity (przedziałowe, bezprzedziałowe, czy będzie WARS itd.) i jakie wyposażenie znajdziemy przy naszym fotelu. Takie informacje trudno znaleźć na oficjalnej stronie PKP IC, a niekiedy jest to niemożliwe.

"Nie chcesz gorączki, stłucz termometr. Bez statystyk nikt nie zobaczy opóźnień"

"Bocznica" prowadzi też statystykę, o ile średnio opóźniony jest dany pociąg. I te dane jest teraz trudno zebrać. 

"Cóż, w PKP bez zmian. Zamiast poprawić punktualność co się robi? Blokuje się dostęp wolontariuszom robiącym zestawienia opóźnień (...). Na przykład w ciągu pół roku 'Wawel' (Berlin Hbf - Przemyśl Główny) dojechał tylko kilka razy punktualnie do celu. I to pewnie boli..." - skomentował Piotr Rachwalski, były szef Kolei Dolnośląskich, a obecnie prezes PKS Słupsk i popularyzator komunikacji zbiorowej.

Ocenił, że "od dawna wiadomo: Nie chcesz gorączki? Stłucz termometr! Nie będzie statystyk - nikt nie zobaczy opóźnień (...). Człowiek, który (zestawienia opóźnień - red.) robi za darmo, po pracy, w swoim czasie powiedział, że jak jeszcze kilka razy mu zablokują, to kończy projekt i nie chce się przekonać, by zostawić choć same zestawienia" - przekazał Rachwalski.

Powtarzającym się opóźnieniom pociągów przyglądają się również posłowie. Przykładowo Michał Jaros (KO) napisał w interpelacji na początku listopada, że notorycznie niezgodnie z rozkładem przyjeżdża nie tylko "Wawel", ale i składy na innych liniach. "Przede wszystkim pociągi 'Artus' (Przemyśl Główny - Gdynia Główna), 'Chełmoński' (Świnoujście - Kraków Główny), 'Hutnik' (Gdynia Główna - Bielsko-Biała Główna) oraz 'Piast' (Kraków Główny - Gdynia Główna)" - wyliczył.

Zdaniem Jarosa "opóźnienia pociągów nie są pojedynczymi przypadkami, ale niechlubną normą polskich kolei". "Oczywistym jest, że notoryczne opóźnienia nie budują zaufania pasażerów. Przypomnieć trzeba, że zwiększenie liczby osób podróżujących koleją nie jest oznaką satysfakcjonującego poziomu usług, a raczej konieczności wobec dramatycznie wysokich cen paliw" - ocenił.

Bieżące opóźnienia pociągów, poza witryną i aplikacją Portal Pasażera, można sprawdzać również na stronie infopasazer.intercity.pl.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy