Reklama

Reklama

PKP: Młodzi poszli na kolej. Mówią o jej kulisach

Pociągi są dla nich pasją, ale niekoniecznie chcą mieć kontakt z podróżnymi. - Bywają roszczeniowi i czasami trudno ich uspokoić. Wagony z węglem nie piszą skarg i nie są obrażone, jeśli stoją na bocznicy przez miesiąc - wyjaśnia kierownik składów towarowych. Inni młodzi kolejarze przypominają, że zwiedzają urokliwe zakątki Polski, a przy okazji zarabiają - kwestia sporna, czy dużo, czy mało. W rozmowie z Interią ujawniają, czy ich zawody są przyszłościowe, a także, dlaczego "lepiej" mają ci, których udało się "namówić na kolej".

W czwartek obchodzimy Dzień Kolejarza - każdego roku przypada on 25 listopada. Wśród młodych reprezentantów tego fachu, którzy spełnili swoje dziecięce marzenia, jest 24-letni Kuba - został maszynistą pociągów towarowych. 

Kuba dobrze pamięta chwilę, gdy był uczniem podstawówki, a mimo to pierwszy raz jechał w kabinie maszynisty składu EN57. Takich podróży zaliczył o wiele więcej - po prostu pytał kolejarzy, czy może obserwować ich przy pracy, bo w przyszłości chciałby do nich dołączyć.

- Nigdy nie spotkałem się z odmową i dzięki temu nauczyłem się przepisów oraz zasad ruchu. Maszyniści zawsze tłumaczyli wszystko bardzo profesjonalnie, używali kolejowego słownictwa. Zbudowałem sobie wtedy specyficzny obraz całej kolei; fascynowała mnie dyscyplina, mnogość wskaźników i sygnałów na semaforach, rozkazy pisemne - wspomina.

Reklama

CZYTAJ: "Ostre cięcie" na kolei. W ciągu nocy zniknęło 1028 km polskiej sieci

Pieniądze na zdobycie licencji maszynisty zbierał od szkoły średniej, a niedługo po maturze poszedł na szkolenie w PKP Cargo. - Ruch towarowy uczy pokory i jest wyzwaniem. Ciągle może czymś zaskoczyć - twierdzi Kuba.

Czy 24-latek ma pewność, że posiada stabilne zatrudnienie? - I tak, i nie. Z jednej strony czuję się bezpiecznie, pracując w dużej państwowej spółce na stanowisku, które trudno uzupełnić w razie wakatu. Pozostaje jednak kwestia surowych wymagań zdrowotnych i tylko tego się obawiam. Jeden dzień może przesądzić o końcu kariery, stąd powiedzenie, że maszynistą się bywa "od badań do badań" - zauważa.

"Przyszli na kolej i zobaczyli, że można ładnie zarobić, więc zostali"

Kuba zapewnia, że jego zawód jest również stylem życia. Podobnie mogliby stwierdzić inni miłośnicy kolei, gromadzący się chociażby na facebookowej grupie "Jak będzie w przedziale?". Okazuje się jednak, że taka postawa nie jest normą, o czym mówi Paweł, maszynista-stażysta. Jak przyznaje, większość młodych osób pracujących "w jego gnieździe" ani trochę nie traktowało kolei jako pasji.

- Znajomi albo rodzina polecili, oni przyszli i zobaczyli, że można ładnie zarobić, więc zostali. Uznających tę pracę jako coś więcej niż sposób otrzymywania pensji raczej nikt nie bierze na poważnie - ocenia 22-letni maszynista.

ZOBACZ: Rejs Wisłą do morza. Zapomniany sposób na podróż

Uściśla przy tym, że "młodych" jest zaledwie garstka, nowych przyjęć - mało, przybywa za to emerytowanych kolejarzy. - Młodzi ludzie boją się takiej "niecodziennej" pracy. Odstraszać mogą zróżnicowane godziny dyżurów, również w weekendy i święta, nie mówiąc już o masie nauki, jaką ma przed sobą chociażby kandydat na maszynistę - stwierdza.

Paweł mieszka "na prowincji", gdzie większość jego znajomych pracuje - jak określa - "za minimalne stawki". - Lepiej mają niestety tylko ci, których udało mi się namówić na kolej. Takie są realia - podsumowuje.

"Pasażerowie bywają roszczeniowi i czasami trudno ich uspokoić"

Jakie kwoty mogą wpływać na konta młodych kolejarzy? - Podstawa mojego wynagrodzenia to 4,8 tys. zł brutto, do tego dochodzą dodatki - wylicza 30-letni Andrzej, spędzający wiele czasu w składach towarowych. Jest ich kierownikiem, w przyszłości zamierza też zostać maszynistą.

- Pasja była najważniejsza i miałem gdzieś z tyłu głowy, że zarobki nie powinny być złe. Przewozy bez pasażerów wydają mi się spokojniejsze. W dodatku wagony z węglem nie są obrażone czy złe, jeśli stoją na bocznicy przez miesiąc i dłużej. Nie piszą też skarg oraz nie trzeba im tłumaczyć, co to jest "skomunikowanie" - wyjaśnia.

Dla Andrzeja brak kontaktu z klientami to duża zaleta. - Pasażerowie bywają bardzo roszczeniowi i czasami trudno ich uspokoić. Ponadto przewozy towarowe to też większe zarobki, ciekawe trasy i atmosfera przygody - wymienia.

"Zbytnia pewność siebie nie jest dobrą cechą. Tak samo jej brak"

O zarobkach nie chce mówić zwrotnicza Michalina. - Choć mogłyby być wyższe, jak na odpowiedzialność ponoszoną przez zwrotniczego czy dyżurnego ruchu. Jednocześnie dużym plusem jest to, że bardzo szybko otrzymałam umowę na czas nieokreślony - zauważa.

CZYTAJ TEŻ: Maszyniści, konduktorzy, zawiadowcy... Pociągi obsługiwane przez dzieci

Do obowiązków 24-latki należy m.in. dbanie o stan rozjazdów w obrębie swojej stacji czy dokonywanie drobnych napraw i konserwacji. Ponadto w przypadku, gdy nie da się ułożyć drogi dla pociągu, robi to ręcznie. 

Rodzina Michaliny jest związana z koleją, a ona sama zaczęła pracować w tej branży podczas studiów, aby na nie zarobić, ale i połączyć obowiązki z zainteresowaniami. - Fascynuje mnie logistyka sprawnego prowadzenia ruchu kolejowego. Mam świadomość, co wiem i umiem, lecz zbytnia pewność siebie nie jest dobrą cechą, tak samo jej brak. W razie wątpliwości lepiej pociąg opóźnić niż narażać bezpieczeństwo zarówno swoje, jak i innych, to jedna z podstawowych zasad - mówi.

"Kolej boryka się z brakiem fachowców"

Obecna zwrotnicza szykuje się do egzaminu na dyżurną ruchu. Przystąpi do niego najwcześniej w sierpniu 2023 roku. Nauki, lecz w technikum kolejowym, pobiera także A. Woli wypowiedzieć się całkiem anonimowo.

- Kolej boryka się z brakiem fachowców, jak i w ogóle chętnych do pracy na niej, co zwiększa średnią wieku w tej branży. Na pierwszy rzut oka to mocno pesymistyczna wizja, ale nietrudno doszukać się też zalet: kolejowi pracodawcy chętniej przyjmują ludzi, organizują im szkolenia. Ponadto specjalistyczne szkoły, chociaż niewiele ich zostało, dają wykształcenie otwierające wiele drzwi - wylicza.

Zdaniem A, także firmy związane z transportem szynowym, m.in. PKP Intercity, ale i miejskie przedsiębiorstwa, chętnie wspierają edukację przyszłych pracowników. 

"Najwięcej emocji daje zmiana rozkładu jazdy"

Jednak w życiu istotne są przecież nie tylko obowiązki. Co więc z towarzyskimi relacjami, gdy jest się w ciągłych rozjazdach? 24-letni młodszy konduktor PKP Intercity zapewnia, że da się je utrzymać, chociaż utrudniają to nieregularne godziny pracy. - Inną kwestią są też święta, bo często bywa, że gdy rodzina spędza je razem, ja muszę być na służbie - zauważa.

Zdradza, że trafił na kolej z branży handlowej, bo wcześniej często korzystał z pociągów. Przy obsłudze ich ruchu pracowało też kilku jego przodków. 

- Myślałem niegdyś: "A konduktor to tylko bilety", ale tak to nie wygląda. Na peronie informuję pasażerów, gdzie są ich miejsca. Później uczestniczę chociażby w procedurze odjazdu oraz pilnuję, by domknęły się drzwi i nikt nie chciał przez nie wyskoczyć albo wskoczyć. Takie przypadki zdarzają się niestety często, przez co niektórzy kończą życie pod kołami wagonów - przestrzega.

ZOBACZ W INTERII FILM: Na ekranie odtwarzał ruchy, który zabrały mu życie. Zbigniew Cybulski zginął pod kołami pociągu 

Długie podróże to dla 24-latka nie tylko służba i rozłąka z bliskimi. - Za każdym razem zobaczę coś nowego, podziwiam przyrodę i miejsca, do których później mogę pojechać prywatnie. Najwięcej emocji daje zmiana rozkładu jazdy, gdyż często wiąże się ona z nowymi miastami do zwiedzenia - opisuje.

"Pandemia zmieniła kontakt z podróżnymi"

W jego ocenie, na sposób kontaktu z pasażerami wpłynęła pandemia, a dokładniej konieczność zakładania maseczek w pociągach. - Pasażerów często trzeba upominać kilkukrotnie, czasami trzeba wezwać służby. Na początku koronawirusa był także moment, w którym zastanawiałem się, co będzie dalej w kontekście mojego zatrudnienia, bo zdarzało się, że większość połączeń PKP IC w Polsce była odwoływana. Na szczęście udało się to przetrwać - podkreśla.

Zanim konduktor sprawdzi bilety, ktoś musi je sprzedać. Zajmuje się tym Weronika, dla której to sposób na realizację największej życiowej pasji, czyli oczywiście kolei. Przed tym, jak trafiła do Kolei Małopolskich, przez dwa lata dbała o komfort podróżnych w wagonach sypialnych Warsu. 

- Dzięki zatrudnieniu na kolei doświadczyć wielu rzeczy, które dla zwykłego miłośnika są niedostępne. Mogę chodzić po bocznicach i oglądać odstawione pociągi, mam dostęp do ich "obiegów" (liście kolejno obsługiwanych połączeń przez dany skład - red.), wcześniej dowiaduję się o różnych planach dotyczących nowych tras i taboru - wymienia 21-latka.

Ilu młodych kolejarzy pracuje w Polsce? Dane UTK

Młodzi kolejarze to nie tylko ich hobby i doświadczenia, ale i statystyka. By poznać tą ostatnią, sięgamy do danych Urzędu Transportu Kolejowego za 2020 rok. Według nich w pasażerskim sektorze przewozów pracowało wówczas 23 131 osób, z czego 14,3 proc. miało mniej niż 30 lat. Obsługą składów towarowych zajmowało się 26 929 kolejarzy, a wśród nich 9,4 proc. niemających jeszcze trzydziestki.

CZYTAJ: Kolejowy "efekt motyla". Jedna zmiana wpływa na całą Polskę

Jeśli chodzi o sektor infrastruktury, dawał on pracę 40 617 osobom. 10,6 proc. z nich mogło pochwalić się, że w ich wiekowej metryce z przodu jest jeszcze "dwójka".

Nie pozwolili, aby został maszynistą w Polsce. Jeździ po Niemczech dla polskiej spółki

W jakichkolwiek statystykach UTK nie mógł zostać uwzględniony 38-letni Krzysztof. Tak jak poprzedni rozmówcy Interii, on również od dziecka chciał pracować na kolei, a dokładniej - zostać maszynistą. Chociaż w 2007 r. udało mu się zdobyć etat konduktora, na drodze dalszej kariery stanęły bezlitosne polskie przepisy. Miał wtedy 25 lat.

- Badania kontrolne wykazały wadę słuchu, dlatego przeniesiono mnie na warsztat. Nastał jednak czas przekształceń, w ramach których zostałem zwolniony. Później pracowałem przy naprawach wagonów i lokomotyw, lecz po zmianie zarządzających spółką znów wysłano mnie na badania. W efekcie na nowo można było "legalnie" mnie zwolnić - opowiada.

W późniejszych latach Krzysztof wielokrotnie zmieniał pracę. Podejmował się jej zarówno w Polsce, jak i za granicą. Jak wspomina, nie raz mówiono mu, aby wybił sobie z głowy zawód maszynisty czy motorniczego tramwaju. 

Ostatecznie trafił do Niemiec, gdzie naprawiał wagony kolejowe. Podczas przypadkowej wizyty u lekarza dowiedział się, że w tym kraju może zostać maszynistą. Wystarczy, że będzie miał aparat słuchowy. - Prowadzę głównie pociągi towarowe dla polskiego PKP Cargo, ale na terenie Niemiec. Tymczasem w Polsce brakuje maszynistów - podsumowuje Krzysztof.

Imiona niektórych rozmówców zostały zmienione.

Wiktor Kazanecki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne