Reklama

Reklama

Nowe obostrzenia. Samoloty bez limitu pasażerów

Limit pasażerów będzie w pociągach, tramwajach czy autobusach, ale nie w samolotach - dowiedziała się Interia. Zapytany o to resort zdrowia przypomina, że te ostatnie najczęściej latają za granicę. Obostrzenia wprowadzane od 15 grudnia krytykuje ponadto szef MPK Wrocław. - Mamy do czynienia z działaniami populistycznymi, które nie mają oparcia w naukowych danych dotyczących rozprzestrzeniania się koronawirusa - ocenił.

We wtorek rząd ogłosił nowe obostrzenia obowiązujące od 15 grudnia. Jak wyjaśnił minister zdrowia Adam Niedzielski, są one konieczne, bo na świecie pojawił się Omikron, czyli nowa mutacja koronawirusa, a Polska wciąż mierzy się z wysokimi liczbami nowych przypadków SARS-CoV-2.

W samolotach bez limitu podróżnych. "Wykonują loty międzypaństwowe"

Wśród ogłoszonych restrykcji znalazł się limit 75 proc. pasażerów w środkach transportu zbiorowego. Z reguły obostrzenia dotyczące maksymalnej liczby osób nie dotyczą zaszczepionych przeciw COVID-19, jednak na rządowej konferencji nie potwierdzono, że tak samo będzie w tym przypadku. 

Reklama

O tę kwestię zapytaliśmy więc Ministerstwo Zdrowia. Chcieliśmy również dowiedzieć się, czy ograniczenie liczby pasażerów będzie dotyczyło lotnictwa.

- Transport zbiorowy nie obejmuje samolotów, które wszak najczęściej wykonują loty międzypaństwowe - przekazał Interii Jarosław Rybarczyk z biura prasowego resortu. Na pierwsze pytanie odpowiedzi nie przesłano.

Tak więc limit 75 proc. zajętych miejsc będzie obowiązywał np. w autobusach i pociągach - również tych jadących za granicę - chociaż w pojazdach "naziemnych" łatwiej o wymianę powietrza podczas podróży. Tymczasem w samolotach takiej restrykcji nie będzie, zarówno na lotach krajowych, jak i międzynarodowych.

Szef MPK Wrocław: Kto będzie weryfikował posiadanie certyfikatu covidowego?

Ponadto zmartwieni decyzją rządu są operatorzy komunikacji miejskiej. W ciągu tygodnia muszą przystosować się do nowych wytycznych. - Po raz kolejny dowiadujemy się o nich z konferencji prasowej, a nie z projektu rozporządzenia - zauważył Krzysztof Balawejder, szef MPK Wrocław. 

Jak przypomniał, przewoźnicy nie dysponują zapasowymi autobusami czy tramwajami, w których "można pomieścić wszystkich pasażerów, stosując się do ogłoszonego limitu". 

- Obecnie nie mamy do czynienia z żadnym lockdownem, a liczba pasażerów dochodzi do poziomu sprzed pandemii. Dodatkowo pozostaje pytanie: czy to ograniczenie dotyczy wyłącznie osób niezaszczepionych? Jeśli tak, kto będzie weryfikował potencjalne posiadanie certyfikatu covidowego? - pytał. 

Krzysztof Balawejder: Mamy do czynienia z populistycznymi działaniami

Zdaniem szefa wrocławskiego MPK "wprowadzenie limitów, które będą dotyczyły wszystkich, uderzy w osoby, które wykazały się społeczną odpowiedzialnością i się zaszczepiły". 

- Mam nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy zrzucanie odpowiedzialności za realizowanie obostrzeń na kierujących. Ich podstawowym i najważniejszym zadaniem jest bezpieczne prowadzenie pojazdu. Kolejny raz mamy do czynienia z działaniami populistycznymi, które nie mają oparcia w naukowych danych dotyczących rozprzestrzeniania się koronawirusa - stwierdził.

Balawejder powołał się na "badania zagranicznych naukowców z krajów takich jak Niemcy czy Francja", według których "transport publiczny jest i był bezpieczny". 

- Zasadność obostrzeń ogłoszonych we wtorek jest zatem - delikatnie mówiąc - wątpliwa. Jeśli oczekujemy nowych i lepszych rezultatów, to nie możemy ciągle stosować tych samych metod. Apeluję do ministra zdrowia o rewizję swojego stanowiska i podjęcia realnych działań zmierzających do zapewnienia bezpieczeństwa epidemicznego - podsumował.

Paulina Matysiak: Jak zamierzacie sprawdzić, kto jest zaszczepiony?

Na "komunikacyjny" problem zwróciła uwagę także Paulina Matysiak, posłanka Lewicy zajmująca się m.in. transportem zbiorowym. "Pytanie, które nurtuje mnie i innych pasażerów brzmi: jak zamierzacie państwo sprawdzać czy ktoś jest zaszczepiony? Bo przecież zaszczepieni nie liczą się do limitu, prawda?" - napisała na Twitterze.

Poprzednio limity w autobusach, pociągach czy tramwajach obowiązywały do 26 czerwca br. Wprowadzono je wiosną 2020 r., wraz z pierwszymi pandemicznymi ograniczeniami, a ich wysokość zmieniała się wraz z sytuacją pandemiczną. 

Niektórzy przewoźnicy wprowadzali także "strefy bezpieczeństwa", uniemożliwiając podróżnym wsiadanie przednimi drzwiami. W ten sposób chcieli uchronić prowadzących pojazdy przed zakażeniem. Ponadto do tej pory pasażerowie muszą używać maseczek, aby zasłonić usta i nos.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje