Reklama

Reklama

Kto rozwiezie nowych uchodźców? "To byłoby wyzwanie"

​- Jeśli do Polski znów napłyną uchodźcy i trzeba będzie uruchomić pociągi ewakuacyjne, nie pobierano by opłat za bilety. Byłoby to wyzwanie finansowe dla organizatorów transportu, jednak wydatek nie byłby duży wobec łącznych kosztów funkcjonowania kolei - mówi Interii Paweł Rydzyński, szef Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu. Przewoźnicy autokarowi twierdzą natomiast, że w razie zagrożenia pomogą uciekającym przed wojną - na tyle, ile pozwoli pogarszająca się kondycja ich budżetów. Sprawdzamy też, jak na możliwą zimową falę uchodźców szykują się odpowiedzialni za transport w Ukrainie.

Rosja zdecydowała się we wtorek na największy od 24 lutego ostrzał ukraińskich miejscowości. Ten i podobne ataki sprawiają, że napadnięty kraj mierzy się z ciągłymi awariami energetycznymi oraz ciepłowniczymi. Tymczasem nadchodzi zima, dlatego nasilają się obawy, że u bram Polski pojawią się dziesiątki tysięcy kolejnych uchodźców.

Na początku wojny udało się rozwieźć ich koleją oraz autokarami. Wkrótce od tych zdarzeń minie rok, a w tym czasie znacząco urosła inflacja. Ponadto na tory wjechały dodatkowe pociągi rozwożące węgiel - na szynach jest więc większy tłok. Jeśli historia się powtórzy, czy i tym razem transportowa akcja ewakuacyjna zakończy się sukcesem?

Reklama

- Nie wiązałbym wyczerpanej przepustowości niektórych tras ze względu na transport węgla z możliwą koniecznością uruchamiania zimą pociągów ewakuacyjnych. Kataklizmu raczej nie będzie, a świadczy o tym na przykład układ linii kolejowych - wyjaśnia Paweł Rydzyński, prezes Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu.

Jak precyzuje, kumulacja składów wiozących węgiel występuje na Pomorzu Zachodnim czy w okolicach Trójmiasta. - Jednak takie pociągi rozjeżdżają się potem po różnych województwach. Szlaki na wschodzie kraju będą więc dla nich "ostatnią milą" i trafi ich tam znacznie mniej. A to właśnie na Lubelszczyźnie czy Podkarpaciu możliwa jest zwiększona liczba pociągów ewakuacyjnych - zauważa w rozmowie z Interią.

Czy polską kolej stać na powrót darmowych pociągów dla uchodźców?

Paweł Rydzyński przypomina, że uruchomienie pociągów dla uciekających z Ukrainy "nie spowodowało paraliżu już w lutym i marcu". - Polska kolej bardzo dobrze poradziła sobie z tym wyzwaniem, zarówno państwowe PKP Intercity, jak i wojewódzcy organizatorzy transportu oraz działający na ich zlecenie przewoźnicy regionalni - uznaje.

Zapytany, czy spółki i ich właścicieli kolejny raz będzie stać, by zorganizować wielką, kolejową akcję przewozu uchodźców, szef SET przyznaje: - Pociągi ewakuacyjne trzeba byłoby uruchomić, nie pobierając opłat za bilety.

- To byłoby wyzwanie finansowe dla organizatorów transportu - rządu i samorządów.  Jednak biorąc pod uwagę łączną liczbę standardowo uruchamianych pociągów pasażerskich każdego dnia (około pięciu tysięcy - red.), wydatek na składy z uchodźcami nie byłby duży w skali łącznych wydatków na kolej. Myślę, że wszyscy poradziliby sobie - także samorządy, dotknięte znacznie pod względem finansowym skutkami pandemii i zmniejszeniem wpływów z podatków - stwierdza Paweł Rydzyński.

Apelują o remont "strategicznego szlaku"

Na początku wojny "najgłośniej" w Polsce było o pociągach z Ukrainy kończących bieg w Przemyślu. Wówczas decydenci przypomnieli sobie również o szlaku nr 108, prowadzącego do polsko-ukraińskiego przejścia granicznego w Krościenku na Podkarpaciu. Od ponad dekady nie był używany na odcinku od Uherzec Mineralnych.

Kolejarzom w mniej niż miesiąc udało się doprowadzić tę linię do takiego stanu, by pociągi z uchodźcami dotarły, chociaż do Ustrzyk Dolnych, oddalonych od Krościenka o kilkanaście kilometrów. Mimo to niektórym szynowym pojazdom udało się dojechać "do końca".

- Wydarzenia z marca udowodniły, jak strategiczne znaczenie ma ta linia. Połączenia uruchomione na "108" pozwoliły w znacznej mierze rozładować falę migracyjną, która skumulowała się w Krościenku - wspomina Jerzy Zuba, przewodniczący Komisji Transportu Rady Powiatu Sanockiego.

Jednak według samorządowca "z niezrozumiałych względów" nie rozpoczęła się modernizacja tej linii między Ustrzykami a Krościenkiem, chociaż "wydawało się to oczywistością". - Może ona odegrać kapitalną rolę w procesie odbudowy i integracji europejskiej Ukrainy. Jej drożność bezpośrednio do Krościenka bardzo usprawniłaby logistykę przewozów ewakuacyjnych - mówi Interii.

Ukraina modernizuje tory mimo spadających bomb

W ocenie Jerzego Zuby remont linii nr 108, w kontekście wojny, to "priorytetowe zadanie o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa Polski oraz skuteczności wspierania Ukrainy". Tego samego zdania są władze w Kijowie i entuzjaści kolei.

Za Krościenkiem, w ukraińskim miasteczku Chyrów, linia 108 zmienia numerek na 102 i biegnie znów w kierunku naszego państwa - do Przemyśla. Tuż przed atakiem Rosji podjęto decyzję o jej modernizacji. Prace trwają, mimo że rakiety spadają także w pobliżu Lwowa.

- Ukraina remontuje szlak nr 102, a także te prowadzące do innych krajów Unii Europejskiej, z dwóch powodów. Zamierzamy przygotować jak najwięcej połączeń nie tylko dla uchodźców, ale i eksportu, który w portach na południu blokuje Rosja. W przyszłości szlakiem "102" będą mogły też jeździć pociągi do wypoczynkowych miejscowości, chociażby Truskawca - wylicza Viktor Halchynsky, wicelider stowarzyszenia Linia102.ua.

Halchynsky nie spodziewa się sporej fali uchodźców w najbliższych miesiącach, ponieważ "ludzie, którzy mieli możliwość wyjechać, zazwyczaj już to zrobili". - Jednak istnienie kolei pozwala na ewentualny wyjazd, a także utrzymanie porządku na granicy. Autobusy, w przeciwieństwie do pociągów, potrafią stać przed przejściem granicznym przez kilka godzin. To duża strata czasu - zauważa.

Wyremontowali linię do granicy z Ukrainą. Pociągów nie ma

Ocenia ponadto, że współpraca Ukraińców z rządzącymi w Polsce jest dobra, chociaż niekiedy problemem staje się bariera językowa. Jego stowarzyszenie jest też w kontakcie z bliźniaczą grupą u nas, nazywającą się Linia102.pl. Ta druga organizacja miała we wrześniu powody do zadowolenia, bo PKP PLK zakończyły wartą 47 milionów złotych modernizację fragmentu ich "ulubionej" trasy od Przemyśla do przygranicznych Malhowic.

Na razie nie jeżdżą tamtędy żadne rejsowe pociągi i nie zapowiada się, by w najbliższym czasie miało się to zmienić. - Zakończenie robót budowlanych nie jest jednoznaczne z dopuszczeniem linii do ruchu składów pasażerskich. Po stronie ukraińskiej jeszcze trwają prace remontowe. Dopiero wspólnie przyjęte porozumienia oraz umowy umożliwią uruchomienie przewozów - tłumaczy Tomasz Leyko, rzecznik Urzędu Marszałkowskiego w Rzeszowie.

Jak wylicza, konieczne są także m.in. ustalenie kosztów dostępu do linii i dopuszczenie  przez stronę ukraińską pracowników obsługujących pociągi. - Ponadto brak jest regulacji w zakresie odpraw granicznych. Obecnie nie ma przejścia granicznego pomiędzy Malhowicami a (ukraińskimi) Niżankowicami - przekazuje Tomasz Leyko.

Rzecznik dodaje przy tym, iż trwają "intensywne prace", by rozwiązać wszystkie powyższe problemy. - Jest wola każdej ze stron. Jeżeli tylko uwarunkowania organizacyjne i prawne pozwolą, samorząd województwa podtrzymuje deklarację uruchomienia trzech par pociągów - pod warunkiem że będą dojeżdżać co najmniej do Niżankowic. Jeżeli zapowiadane działania strony ukraińskiej będą zrealizowane to jest duża szansa że pociągi będą kursować w relacji Przemyśl - Chyrów - zaznacza.

Przewoźnicy autobusowi wspominają: Uchodźcy w szoku opuszczali pojazdy

Ze swoimi kłopotami mierzą się też firmy, których pojazdy kursują po drogach z asfaltu, a nie żelaza. Polskie Stowarzyszenie Przewoźników Autokarowych w oświadczeniu przesłanym Interii przypomina, iż po wybuchu wojny te przedsiębiorstwa "zaangażowały się na 100 procent swoich możliwości w pomoc uciekającym z Ukrainy, niezależnie od swojej wielkości, posiadanego taboru i liczby pracowników".

"Tuż po napływie pierwszych uchodźców na granice organizacja transportów odbywała się bardzo spontanicznie i wręcz chaotycznie (...). Najlepszym rozwiązaniem okazywała się pomoc osób prywatnych czy przewoźników z małym pojazdami. Uchodźcy w małych grupach decydowali się na dalszą podróż z granicy w głąb naszego kraju. Oczekiwanie dużym autokarem turystycznym mijało się z celem, bo przybysze - w panice i dezorientacji - po chwili oczekiwania opuszczali pojazd w poszukiwaniu rodzin, znajomych bądź przyjaciół" - czytamy.

W ocenie Stowarzyszenia cenna okazała się wówczas pomoc strażaków, organizacji samorządowych i państwowych, firm spoza branży oraz wolontariuszy. "Gdy skala przewozów okazała się być większa, a możliwości - niewystarczające, proponowano pokrywanie części lub całości kosztów" - zapewnia.

Branża autobusowa: Jeśli będzie trzeba, pomożemy uchodźcom. Ale jest ciężko

Interia zapytała więc, czy również w nadchodzących miesiącach możliwa byłaby tego rodzaju pomoc ze strony przewoźników autobusowych - także w kontekście inflacji oraz braków kadrowych, o jakich mówi branża.

"Na pewno zaangażują się w razie potrzeby w organizację takich przewozów, jednakże pytanie wpływ ma wiele czynników. W marcu 2022 roku kondycja firm autokarowych była bardzo zła. Po prawie dwóch i pół roku załamania spowodowanego epidemią wielu przewoźników zredukowało zatrudnienie oraz tabor" - odpowiada Stowarzyszenie Przewoźników Autokarowych.

W oświadczeniu organizacja nie ukrywa, iż wzrastające ceny i wysokość minimalnego wynagrodzenia redukują możliwości przewoźników. Sytuację dodatkowo pogarsza inny skutek wojny - małe zainteresowanie wynajmem autokarów na trasach do lub z Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy