Reklama

Reklama

Afera podsłuchowa

Janusz Kaczmarek o przeszukaniu w redakcji "Wprost": Strzał w stopę. Daje pole do spekulacji

- Wydaje mi się, że te działania są strzałem w stopę i mogą być komentowane jako próba naruszenia wolności słowa, chęć kneblowania ust dziennikarzom. To zawsze może się obrócić przeciwko ABW i prokuraturze – mówi o akcji w redakcji tygodnika „Wprost” Janusz Kaczmarek, były prokurator krajowy. - Tak szerokie przeszukanie, o którym słyszymy, gdzie chce się zająć wszelkie nośniki, laptop redaktora naczelnego, może stwarzać wrażenie, że chodzi o coś innego i dawać pole do spekulacji, że prokuratura wykracza poza swoje ustawowe działania - podkreśla.

Grzegorz Kwolek, RMF FM: Panie prokuratorze, ABW i prokuratura wytoczyły duże działa przeciwko dziennikarzom. Celnie strzelają?

Reklama

Janusz Kaczmarek, prawnik, były prokurator krajowy: - Wydaje mi się, że zbyt mocno. Mamy do czynienia z przestępstwem, które jest zagrożone karą do dwóch lat pozbawienia wolności. Mamy tam udział funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którzy raczej powinni się zająć bardziej poważnymi sprawami. Jeśli jeszcze dołożymy fakt, że prokuratura poszukuje dowodu w sprawie, a jednocześnie postawiła zarzuty określonej osobie... Dzisiaj zdobywa się ten dowód, a już postawiło się zarzuty. To może rodzić pytania: dlaczego postawiono zarzuty, skoro cały materiał nie został jeszcze zgromadzony. Wydaje mi się, że te działania są strzałem w stopę i mogą być komentowane jako próba naruszenia wolności słowa, chęć kneblowania ust dziennikarzom. To zawsze może się obrócić przeciwko ABW i prokuraturze.

Zgadza się pan z tym, że obrona informatora jest istotniejsza, a działania prokuratury można używać jako próbę wywierania nacisku?

- Prokuratura na pewno ma swoje zadania. Musi je realizować poprzez dostępne jej środki i przepisy prawne. Jeżeli uznaje, że taśma jest dowodem w sprawie to ma prawo wydania postanowienia o żądaniu wydania takiej rzeczy. Jeżeli ktoś nie wydaje, może dojść do przeszukania pomieszczenia, by ten dowód zdobyć. Ale kłóci się to z prawem związanym z tajemnicą dziennikarską. Jeżeli jest wezwanie do wydania rzeczy, odmowa i jest przeszukanie to rzeczy, które osoby w redakcji wskażą, że są tajemnicą, powinny być zalakowane, odłożone. Powinno wystąpić się do sądu o zwolnienie z tajemnicy. Jeżeli sąd nie zwolni, to te rzeczy powinno się zwrócić. Tak szerokie przeszukanie, o którym słyszymy, gdzie chce się zająć wszelkie nośniki, laptop redaktora naczelnego, może stwarzać wrażenie, że chodzi o coś innego i dawać pole do spekulacji, że prokuratura wykracza poza swoje ustawowe działania.

Oczekiwałby pan czyjejś interwencji, np. prokuratora generalnego?

- Ja sądzę, że prokurator generalny jest w tej sprawie poinformowany. Zdziwiłbym się, gdyby nie dostał informacji.

Grzegorz Kwolek

CZYTAJ WIĘCEJ NA RMF24.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy