Reklama

Reklama

Afera podsłuchowa

Zbigniew Stonoga: Działam dla społeczeństwa. Nikogo nie ukarano za afery

„Pojawiają się zarzuty, że działałem na szkodę Polski. To nie jest działanie na szkodę Polski. To jest działanie na rzecz społeczeństwa. Od 25 lat byliśmy świadkami wielu afer i dotąd nigdy, poza sprawą Rywina, nikogo nie ukarano – powiedział w rozmowie z TVP Info Zbigniew Stonoga, który umieścił na swoim profilu na Facebooku akta afery podsłuchowej.

Biznesmen uznaje, że nie złamał prawa. - Nie czuję się winny, a szczęśliwy, że mogłem pomóc mojemu narodowi w najbliższych wyborach wybrać ludzi, którzy nie będą nas okradali - podkreślił na antenie TVP INFO. I dodał, że bardzo lubi salę sądową i "radzi sobie na niej".

- To czy złamałem prawo, oceni prokuratura - powiedział Stonoga. Dodał, że na pewno nie będzie to prokuratura warszawska, bo ta - w opinii biznesmena - nie nadaje się do tego. 

- Upublicznienie materiałów wcześniej opublikowanych nie jest przestępstwem - podkreślił.

Zaznaczył też, że natknął się na dokumenty, gdy "przeglądał internet" i szukał "rzeczy ciekawych".

Reklama

- Nie ja to publikowałem, tylko służby - powiedział Stonoga.

Zobacz wideo:

Śledztwo w sprawie wycieku akt z afery podsłuchowej już zapowiedziała Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Prok. Mazur potwierdziła, że ujawnione akta pochodzą ze śledztwa. Podkreśliła, że od lutego stronom postępowania, w tym obrońcom, udostępniano akta śledztwa. Śledczy z prokuratury dostali już także listę kilkunastu osób, które miały zgodę na kopiowanie dokumentów.

Te osoby to podejrzani, ich adwokaci oraz pokrzywdzeni, a więc osoby podsłuchiwane i ich pełnomocnicy. Prokuratorzy nie ujawniają, ile osób i kto konkretnie miał zgodę na wgląd, a kto na zrobienie fotokopii.

Jak przekonuje prokurator Renata Mazur, wyciek 13 z 20 tomów akt nie ma wielkiego wpływu już na śledztwo, bo w pewnym momencie i tak śledczy muszą pokazać stronom cały zebrany materiał dowodowy.

To nie oznacza jednak zgody prokuratury na ich upublicznienie, bo za to grozi kara do 2 lat więzienia. Prokurator dodaje, że każda zgoda na kopiowanie akt była opatrzona właśnie takim ostrzeżeniem.

Największy wyciek w historii

Od wczoraj w sieci można znaleźć kolejne tomy akt z zeznaniami podejrzanych, a także protokoły zeznań osób, które były nielegalnie podsłuchiwane w warszawskich restauracjach.

Oprócz tego, w tych materiałach są dowody w śledztwie - fotografie sprzętu podsłuchowego, odręczne zapiski kelnerów, którzy zakładali te podsłuchy. Z tych materiałów można się nie tylko dowiedzieć, co zeznawały poszczególne osoby, ale także można poznać szczegółowe dane osobowe przesłuchiwanych osób - są adresy, numery PESEL. To między innymi pełne dane szefów służb - między innymi szefa CBA Pawła Wojtunika - osoby podlegającej szczególnej ochronie.

Sprawę skomentował w Kontrwywiadzie RMF FM szef kancelarii premiera Jacek Cichocki. To jest bardzo zła sytuacja. Same przecieki dewastują ład, który wszyscy powinniśmy chronić. To dewastowanie podstawowego systemu funkcjonowania instytucji - mówił.

Czytaj też:

Błaszczak apeluje do Sikorskiego ws. afery podsłuchowej

Wystąpienie prokuratora generalnego ws. wycieku akt

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje