Reklama

Reklama

Afera podsłuchowa

Umorzono śledztwo ws. ujawnienia informacji dot. afery podsłuchowej

Prokuratura Okręgowa w Płocku umorzyła śledztwo dotyczące ujawnienia przez dziennikarzy w publikacjach prasowych informacji z postępowania w sprawie afery podsłuchowej. Powodem umorzenia jest m.in. znikoma szkodliwość społeczna czynu.

Śledztwo, które płocka prokuratura wszczęła w marcu, po przekazaniu tam materiałów z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, dotyczyło publikowanych w tym samym czasie artykułów we "Wprost", "Gazecie Wyborczej" oraz "Do Rzeczy" i "Gazecie Polskiej". Decyzja o umorzeniu jest prawomocna.

Podstawą postępowania był art. 241 kodeksu karnego, według którego za publiczne rozpowszechnianie bez zezwolenia materiałów z postępowania przygotowawczego grozi grzywna, kara ograniczenia wolności lub jej pozbawienia do lat 2.

Znikoma szkodliwość społeczna i niewykrycie sprawców

Jak poinformowała w piątek PAP rzeczniczka płockiej Prokuratury Okręgowej Iwona Śmigielska-Kowalska, śledztwo w sprawie okoliczności ujawnienia materiałów dowodowych z postępowania w tzw. aferze podsłuchowej umorzono w czterech wątkach, dotyczących artykułów prasowych, z powodu znikomej szkodliwości społecznej czynu, a w piątym wątku, obejmującym ułatwienie dostępu do akt śledczych i przekazania ich fotokopii dziennikarzom, z powodu niewykrycia sprawców.

Reklama

Śmigielska-Kowalska podkreśliła, że udostępnione dziennikarzom materiały z postępowania w sprawie afery podsłuchowej, w tym fotokopie fragmentów wyjaśnień oraz zeznań osób przesłuchiwanych, "niewątpliwie pochodziły z prowadzonego postępowania, czyli stanowiły materiał dowodowy, podlegający ochronie". Zaznaczyła przy tym, że przesłuchiwani dziennikarze uzasadniali swe publikacje wyższością konstytucyjnej wolności słowa nad przepisami chroniącymi tajemnicę śledztwa oraz powoływali się na prawo społeczeństwa do informacji, zwłaszcza w tak głośnej sprawie, jak afera podsłuchowa.

"Prokurator uznał, że ujawnienie materiałów dowodowych w artykułach prasowych, które miało uwiarygodnić relacje dziennikarzy, dotyczące tematu tych publikacji, nie miało negatywnego wpływu na przebieg śledztwa. Ocenił też, że żadna z osób wymienionych w tych artykułach nie poniosła wymiernej szkody. Przepisy mówią, że jeżeli społeczna szkodliwość czynu jest znikoma, to można umorzyć postępowanie" - powiedziała PAP Śmigielska-Kowalska.

Przypomniała jednocześnie, że w wątku udostępnienia dziennikarzom materiałów dowodowych z postępowania dotyczącego afery podsłuchowej prokurator złożył do sądu wnioski o zwolnienie z tajemnicy zawodowej dziennikarzy i adwokatów.

"Wnioski te, dotyczące zarówno tajemnicy adwokackiej, jak i dziennikarskiej, zostały uwzględnione przez sąd pierwszej instancji, ale na skutek zażaleń złożonych przez jednego z dziennikarzy i jednego z adwokatów, wcześniejsze postanowienia zostały uchylone. Prokurator stanął na stanowisku, że w takim przypadku, gdy pozostali adwokaci i dziennikarze będą mogli korzystać z argumentacji zawartej w uzasadnieniu sądu wyższej instancji, wyczerpała się już inicjatywa dowodowa. Stąd umorzenie w tym zakresie z powodu niewykrycia sprawców przestępstwa" - wyjaśniła Śmigielska-Kowalska.

Czterech oskarżonych, 81 zarzutów

W głównym śledztwie, dotyczącym podsłuchiwania od lipca 2013 roku w dwóch restauracjach w Warszawie w sumie kilkudziesięciu osób, w tym polityków i biznesmenów, Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga postawiła wcześniej 81. zarzutów, w tym współudziału w nieuprawnionym zakładaniu i posługiwaniu się urządzeniem nagrywającym oraz ujawnieniu utrwalonych rozmów innym osobom, dwóm biznesmenom: Markowi F. i Krzysztofowi R., a także dwóm pracownikom restauracji, gdzie dokonano podsłuchów - Łukaszowi N. i Konradowi L.

Gdy we wrześniu prokuratura przesłała do sądu akt oskarżenia w sprawie afery podsłuchowej, śledczy informowali, że nie ma dowodów, by objęci nim Marek F., Krzysztof R. i dwaj kelnerzy z warszawskich restauracji, działali w zorganizowanej grupie przestępczej. Według prokuratury, motywy ich działania były biznesowo-finansowe - Marek F. miał zlecić wykonanie nagrań dwóm pracownikom restauracji - Łukaszowi N. i Konradowi L. Sam Marek F. nie przyznaje się do zarzutów.

W aferze podsłuchowej nagrani zostali m.in. politycy Platformy Obywatelskiej: b. szef MSZ i b. marszałek Sejmu Radosław Sikorski, b. wicepremier i minister finansów Jacek Rostowski, b. minister transportu Sławomir Nowak, b. minister sportu Andrzej Biernat, b. minister zdrowia Bartosz Arłukowicz i b. minister skarbu Włodzimierz Karpiński, b. wicepremier i minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska, b. szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz.

Część podsłuchanych w warszawskich restauracjach rozmów prowadzonych przez polityków i biznesmenów opisał jeszcze w 2014 roku tygodnik "Wprost".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy