Reklama

Reklama

Afera podsłuchowa

Nie ruszył proces w sprawie afery podsłuchowej

​Choć odbyła się pierwsza rozprawa nie ruszył proces oskarżonych w sprawie afery podsłuchowej. Adwokat Marka Falenty poprosił o przerwę ze względu na inne ważne służbowe obowiązki.

Akt oskarżenia w sprawie wniosła praska prokuratura.Zarzuty dotyczą nielegalnego nagrywania polityków w dwóch warszawskich restauracjach. 

Przed sądem stawili się wszyscy oskarżeni: Marek Falenta, Krzysztof R i kelner Konrad Lassota oraz drugi kelner Łukasz N. Ten ostatni jest chroniony przez uzbrojonych antyterrorystów i na ławie oskarżonych zasiada w kamizelce kuloodpornej oraz kominiarce. Falenta i Krzysztof R jeszcze przed rozprawą zapewniali dziennikarzy, że nie mają sobie nic do zarzucenia. 

"W świetle faktów które dziś przedstawiłem , prokuraturze i mediom oczekuje, że sąd jak najszybciej mnie uniewinni" - powiedział Marek Falenta. Ale w sądzie stawili się też licznie pełnomocnicy pokrzywdzonych w sprawie. Adwokat Roman Giertych reprezentujący byłego szefa MSZ Radosława Sikorskiego oraz byłego ministra finansów Jana Rostowskiego tłumaczył, że nie chodzi o skazanie kelnerów: "Kwestia kary dla kelnerów ma mniejsze znaczenie niż wyjaśnienia motywów działania tego kto za tym stał" - mówił. 

Ponadto Roman Giertych poinformował, że że będzie domagał się wezwania przed sąd ministra-koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego i byłego szefa delegatury CBA we Wrocławiu Dariusza Duszy, aby "ustalić głębsze motywy podsłuchiwania polityków, niż ustaliła prokuratura". 

Prokuratura śledztwo w tej sprawie prowadziła 15 miesięcy. Ustaliła, że motywy działania oskarżonych miały charakter biznesowo-finansowy. Według prokuratury, to Falenta miał zlecić wykonanie nagrań dwóm pracownikom restauracji - Łukaszowi N. i Konradowi Lassocie. Za takie przestępstwo grozi im i współpracującemu z nimi Krzysztofowi R do dwóch lat więzienia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama