Reklama

Reklama

Raport SZLACHETNA PACZKA

Robert Lewandowski: To było wspaniałe przeżycie, niezapomniana noc

Dziś jest jednym z najlepszych piłkarzy świata, porównują go z Messim i Cristiano Ronaldo. Ale kiedy był małym chłopcem i tata wiózł go półtorej godziny na trening, inni rodzice pukali się w czoło: „Po co poświęcacie na to tyle czasu?”. Robert swoje mistrzostwo zawdzięcza sile marzeń oraz odpowiednim ludziom, którzy w niego wierzyli i torowali mu drogę do zwycięstwa. Dziś inspiruje do wygrywania potrzebujące rodziny przekazując SZLACHETNEJ PACZCE swoją koszulkę. To właśnie w takiej strzelił pamiętne 5 goli w 9 minut. Koszulka kryje w sobie tajemnicę wygrywania nie tylko w sporcie, ale i w życiu.

Jakub Marczyński, SZLACHETNA PACZKA: Co czuje człowiek, który w przeciągu niecałych dziewięciu minut strzela pięć goli?

Robert Lewandowski: - Powiem szczerze, że w trakcie meczu za wiele nie czułem. Byłem tak zafiksowany na strzelaniu kolejnych bramek, że nawet nie myślałem, ile to wszystko trwało. W ogóle chyba nie byłem świadomy, co się tak naprawdę dzieje. Dopiero po kilku dniach wszystko zaczęło do mnie docierać. Brakuje mi słów, żeby to opisać. To było wspaniałe przeżycie, niezapomniana noc.

A przecież w tym meczu pierwszą połowę spędziłeś na ławce rezerwowych.

Reklama

- Nie byłem zdrowy w 100%, jeszcze coś mi dokuczało, ale nie na tyle, żebym nie mógł grać. Przez pierwszą połowę patrzyłem z ławki jak moi koledzy walczą, ale przegrywają 0:1. W drugiej połowie trener pozwolił mi zagrać. Byłem zdeterminowany by pomóc kolegom, a on mi zaufał. Kiedy wchodziłem po przerwie na boisko była we mnie taka sportowa złość. Byłem skupiony tylko i wyłącznie na tym, żeby strzelić bramkę i wyrównać, a później strzelić kolejną, która da nam wygraną.

Marzyłeś kiedykolwiek o pobiciu takiego rekordu?

- Nigdy mi to nawet przez myśl nie przeszło. No bo kto by pomyślał, że można w 9 minut strzelić 5 bramek i to w tak ważnym meczu? To jest taki rekord, o którym nikt nawet nie śni i nie marzy. Ja się tego nie spodziewałem, choć od wielu lat gram w piłkę. I nagle przychodzi taki dzień, który zmienia całe życie, bo dokonujesz czegoś, co przechodzi do historii sportu. To też pokazuje, że warto ciągle walczyć, bo nigdy nie wiadomo co cię może spotkać następnego dnia.

Oglądaj wywiad z Robertem Lewandowskim:

Dołącz do Roberta Lewandowskiego i pomagaj mądrze ze SZLACHETNĄ PACZKĄ

Od zawsze byłeś taki zdeterminowany do walki o swoje marzenia?

- Dużym wsparciem w tym wszystkim byli dla mnie rodzice. Tata woził mnie na treningi półtorej godziny w jedną stronę, czekał aż skończę i wracaliśmy razem do domu. Wielu innych rodziców pukało się w czoło, pytali: "Po co to robicie!? Po co poświęcacie tyle czasu i jeździcie z nim na te wszystkie treningi?". A moi rodzice wierzyli, że to ich poświęcenie potem zaprocentuje, bo ja będę spełniać swoje marzenia, a oni będą szczęśliwi, że dzięki ich pomocy udało mi się dojść tam, gdzie jestem teraz.

Robert, a kiedy myślisz o tym meczu i o tym jak to się w ogóle stało, że pobiłeś taki rekord, to co Ci przychodzi pierwsze na myśl?

- Chyba to, że trener we mnie uwierzył i wpuścił mnie po przerwie na boisko. To zaufanie sprawia, że człowiek staje się pewniejszy siebie, dzięki czemu później robi coś lepiej. Jest wiele rzeczy, nawet takich codziennych czynności, przy których wykonywaniu musimy komuś zaufać. Tak samo jest na boisku - muszę zaufać koledze, że jeśli ja pójdę w ciemno to on zagra mi piłkę w idealnym momencie i padnie bramka. Sport drużynowy polega właśnie na zaufaniu i współpracy - wzajemnie pomagamy sobie na boisku, a potem razem cieszymy się z wygranej.

Czyli jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

- Liczy się tylko drużyna, samemu się meczu nie wygra. Tak jest w sportach drużynowych, ale myślę, że w życiu też. Warto tworzyć drużynę nie tylko na boisku, ale też poza nim.

No właśnie. Są tacy ludzie, których też ktoś posadził na życiowej ławce rezerwowych, a ich drużyna, rodzina, przegrywa do przerwy 0:1. Jak mógłbyś ich natchnąć, zmotywować, żeby się nie poddawali, wyszli na drugą połowę i rozegrali ją tak mistrzowsko jak Ty te pamiętne dziewięć minut?

- Czasem coś w życiu nie wychodzi, ale wtedy trzeba mocno walczyć. Walczyć i wierzyć, że przyjdzie w końcu taki dzień, który odmieni naszą kartę, będzie lepiej i wszystko zacznie się układać. Codziennie każdy z nas musi stawić czoła wielu problemom, ale jeśli mimo własnych trudności będziesz starał się jeszcze pomagać innym, to będzie łatwiej, bo to dobro w końcu do ciebie wróci.

Robert Lewandowski dzięki wsparciu innych wspiął się na piłkarskie szczyty. Dzisiaj tysiące dzieci czekają na to, by w nie również ktoś uwierzył. Wejdź na www.szlachetnapaczka.pl i pomóż dziecku, które dzięki Tobie zacznie wygrywać.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy