Reklama

Reklama

Komorowski o wyzwaniach szczytu NATO w Warszawie

Wzmocnienie wschodniej flanki, bezpieczeństwo Ukrainy i odpowiedź na doktrynę wojskową Rosji – to zdaniem, Bronisława Komorowskiego, wyzwania lipcowego szczytu NATO. Według b.prezydenta, warto rozważyć, by Polska została czwartym "państwem ramowym" dowodzącym siłami NATO w Polsce i państwach bałtyckich.

Komorowski wystąpił podczas środowej konferencji zatytułowanej "Zagrożenia i gwarancje, czyli o bezpieczeństwie Polski", którą zorganizował Instytut jego imienia. Głos zabrali także b. szef BBN gen. Stanisław Koziej oraz byli szefowie MON: Tomasz Siemoniak i Janusz Onyszkiewicz.

Debata miała związek ze szczytem NATO w Warszawie zaplanowanym na 8-9 lipca. Komorowski przypomniał, że będzie on kontynuacją ustaleń poprzedniego spotkania przywódców Sojuszu przed dwoma laty w Newport, w Walii. Szczyt zwołano wówczas m.in. w reakcji na agresję Rosji na Ukrainę. "Stąd odpowiedzią była wtedy szpica, były deklaracje i ustalenia dotyczące wsparcia Ukrainy i szerzej - wzmocnienia całej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego" - zaznaczył b. prezydent.

Reklama

Jak zaznaczył cele jakie postawiono przed spotkaniem NATO w Warszawie, są warte wsparcia. "To jest przede wszystkim problem wzmocnienia flanki wschodniej Sojuszu poprzez rotacyjną, ale de facto stałą obecność NATO w tym regionie i poprzez demonstrowanie jedności Sojuszu w obliczu nowych wyzwań" - powiedział Komorowski.

Zwiększenie polskich sił wojskowych w regionie

Zaproponował zwiększenie zaangażowania polskich sił wojskowych w naszym regionie. "Jeśli prawdą jest, że problem jest ze znalezieniem tego kolejnego kraju ramowego, który miałby dowodzić jednym z komponentów batalionowych, warto rozważyć, czy to nie powinna być Polska, czy to Polska nie powinna wyrazić gotowości do zwiększonego wysiłku także na rzecz obecności w ramach wspólnej misji rotacyjnej w rejonie krajów nadbałtyckich" - podkreślił b. prezydent.

Szef MON Antoni Macierewicz poinformował w zeszłym tygodniu po spotkaniu z sekretarzem generalnym NATO, że w Polsce i krajach bałtyckich będą stacjonowały cztery batalionowe grupy bojowe, czyli wzmocnione, samodzielne bataliony, liczące po kilkuset żołnierzy. Według niego jedna z batalionowych grup bojowych będzie stacjonowała w Polsce, a pozostałe trzy - w krajach bałtyckich.

Według Komorowskiego, kolejnym wyzwaniem szczytu w Warszawie jest kwestia wzmocnienia bezpieczeństwa Ukrainy, a także odpowiedź na nową doktrynę wojskową Rosji, która przewiduje m.in. prewencyjne uderzenie jądrowe w ramach konfliktu prowadzonego środkami konwencjonalnymi. "Warto więc rozważać odpowiedź NATO na tego rodzaju scenariusze" - powiedział polityk.

"Polska musi być państwem przewidywalnym"

Nawiązując do obecnej sytuacji politycznej Polsce zwrócił uwagę, że jednym z fundamentów NATO, podobnie jak UE, jest poszanowanie wartości demokratycznych i praworządności. "Dla mnie było wstrząsające wrażenie ze spotkania sekretarza generalnego NATO (Jensa Stoltenberga) z polskim prezydentem (Andrzejem Dudą), gdzie sekretarz generalny czuł się - widać - w obowiązku mówić na spotkaniu z polskim prezydentem o tym, że Sojusz jest zbudowany właśnie na takim fundamencie takich wartości" - zaznaczył b. prezydent.

Według niego jeśli Polska chce uchodzić za wiarygodnego sojusznika w ramach NATO musi być państwem przewidywalnym. "W tym kontekście ważne są także i bliskie relacje ze wszystkimi członkami Sojuszu, dbałość o przyjaźń; szczególnie dotyczy do USA" - dodał. "Kompletnie niezrozumiałym, przeciwskutecznym i dramatycznie szkodliwym" nazwał "szereg obraźliwych i niemądrych i niepotrzebnych wypowiedzi" polityków PiS pod adresem liczących się osób w USA.

Komorowski ocenił, że w ostatnim czasie Polska wyszła z głównego nurtu polityki unijnej, na własne życzenie stając się członkiem UE "gorszej kategorii". "To przecież Polsce szkodzi, także w obszarze bezpieczeństwa" - uważa polityk.

"Pachnie XIX wiekiem, co tu dużo gadać"

B. prezydent skrytykował obecnie rządzących za "anachronizm" w podejściu do kwestii bezpieczeństwa i obronności. "Symbolem tego anachronizmu jest zmiana nazwy Akademii Obrony Narodowej na "Akademię Sztuki Wojennej". Pachnie XIX wiekiem, co tu dużo gadać" - stwierdził. Ocenił, że przejawem tego anachronizmu jest też pomysł obrony terytorialnej.

"Jestem zwolennikiem obrony terytorialnej, ale nie jako odrębnego rodzaju Sił Zbrojnych, słabiej wyposażonego i gorzej wyszkolonego. To jest jakiś anachroniczny sposób myślenia o obronie naszego terytorium, które musi być przecież bronione przez Sojusz Północnoatlantycki w ramach z trudem wywalczonego przez Polskę na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych planu ewentualnościowego " - przypomniał polityk.

Wyraził również niepokój z powodu "eksperymentów na polskich finansach". Zastanawiał się czy zwiększenie wydatków budżetowych nie wymusi odejścia od wprowadzonej dwa lata temu zasady przeznaczania 2 proc. PKB na wojsko. "Stabilność finansowa też będzie miała kapitalne znaczenie dla tego czy będziemy partnerem przewidywalnym i zdolnym do własnego planowania obronności w ramach rosnących a nie malejących wydatków obronnych" - zaznaczył Komorowski. Według niego, obecnie wstrzymane zostały niektóre decyzje dotyczące modernizacji polskiej armii. Chodzi m.in. o system antyrakietowy czy zakup śmigłowców.

Gen. Koziej "o nowej zimnej wojnie"

Gen. Koziej zwrócił uwagę na brak zintegrowanego systemu bezpieczeństwa narodowego. "W rządzie wciąż nie ma takiego ponadresortowego centrum, gdzie można byłoby tę Polskę sektorową, działową integrować w sprawach bezpieczeństwa" - powiedział b. szef BBN. Jak zauważył, żyjemy obecnie w okresie "nowej zimnej wojny hybrydowej" z Rosją. Jego zdaniem, przejawami tego są m.in. wojna informacyjna, działania w cyberprzestrzeni, sankcje. "Aby skutecznie sobie radzić w tej hybrydowej zimnej wojnie, musi być jednocześnie w naszym systemie bezpieczeństwa narodowego to zintegrowane działanie, włączenie wszystkich resortów, obywateli, także instytucji prywatnych" - podkreślił Koziej.

Janusz Onyszkiewicz zwrócił uwagę na potrzebę uregulowania i wzmocnienia relacji NATO-UE, a także włączenia w działania Sojuszu takich krajów istotnych z punktu widzenia potrzeby bezpieczeństwa jak Szwecja, czy Finlandia oraz spoza UE, np. Jordanię czy Maroko. "Przed NATO są wyzwania nie tylko odpowiedzi - bardzo konkretnej, wojskowej, na to, co się dzieje na Wschodzie, ale także przebudowania także całego funkcjonowania Sojuszu przez jego rozszerzenie" - powiedział b. szef MON.

Na konferencji obecni byli też b. zastępca dowódcy strategicznego NATO, gen. Mieczysław Bieniek, b. szef MSZ Adam Daniel Rotfeld oraz b. szef MSWiA Ludwik Dorn.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje