Reklama

Reklama

​Putin na celowniku NATO. "Aneksja krajów bałtyckich obecnie niemożliwa"

- Decyzja Sojuszu Północnoatlantyckiego o wysłaniu czterech wielonarodowych, pozostających w wysokiej gotowości, batalionów to bardzo wyraźny sygnał wysłany Rosji, świadczący o tym, że z jej strony nie może być mowy o żadnej, nawet małej awanturze wywołanej w krajach bałtyckich, czy zajęciu przez nią jakiejś części ich terytoriów - ocenia w rozmowie z Interią były minister obrony narodowej Janusz Onyszkiewicz. - Czujność jest jednak zalecana, bo niczego ze strony Moskwy nie możemy być do końca pewni - dodaje.

Obradujący na warszawskim szczycie przywódcy 28 państw skupionych w Sojuszu, jak i krajów partnerskich, wysyłają potencjalnym agresorom, a przede wszystkim Rosji, wyraźne ostrzeżenie, że  NATO aktywnie wkracza w fazę odstraszania i mówi "nie" polityce siły. Kluczową w tym względzie jest decyzja o  wzmocnieniu flanki wschodniej i rozlokowaniu czterech wielonarodowych batalionów na Litwie,  Łotwie, Estonii oraz w Polsce. Czy w świetle supermocarstwowych zapędów Rosji  te rozwiązania okażą się skuteczne i wystarczające?

Krok naprzód i jakościowa zmiana

Reklama

W ocenie byłego ministra obrony narodowej Janusza Onyszkiewicza w kwestii działań podejmowanych na rzecz odstraszania przeciwnika, zwłaszcza takiego, jakim jest Moskwa, niczego  nie możemy być  do końca pewni. - W tej sytuacji najlepiej byłoby zajrzeć do  głowy prezydenta Władimira Putina czy jego najbliższych  doradców, co jest oczywiście niemożliwe - wyjaśnia. 

Jednocześnie zaznacza, że  postanowienia warszawskie to ze strony państw skupionych w Pakcie Północnoatlantyckim wyraźny krok naprzód, z którym niebezpodstawnie wiąże się duże nadzieje. - Sojusz wysyła Rosji bardzo wyraźny sygnał, że o żadnej małej awanturze wywołanej w krajach bałtyckich  - na Litwie, Łotwie, w Estonii i w Polsce, czy o zajęciu przez nią jakiejś części ich terytoriów i rozpoczęciu  negocjacji opierających się na starej rosyjskiej zasadzie:  "co my mamy, to my mamy, a co jest wasze, to dopiero o tym porozmawiamy",  nie może być mowy  - tłumaczy. 

Konieczne uproszczenie mechanizmów decyzyjnych

By jednak optymistyczny, zwiększający nasze bezpieczeństwo i stawiający na skuteczne odstraszenie agresora scenariusz na przyszłość się ziścił, za postanowieniami muszą iść konkretne zmiany w strategii planowania i realizacji decyzji.

- By rozlokowane w krajach bałtyckich bataliony bądź szpica  mogły zostać szybko użyte w działaniach bojowych, konieczne będzie znakomite uproszczenie mechanizmów decyzyjnych. Trudno sobie wyobrazić, żeby postanowienie o zaangażowaniu ściśle bojowym pozostawione zostało wyłącznie wojskowym.  To musi być jakaś decyzja polityczna - zaznacza Onyszkiewicz. - Innymi słowy chodzi o to, żeby podjęcie konkretnych działań  nie zajmowało dwa tygodnie, tylko co najwyżej dwie godziny - precyzuje.

"Powtórka ukraińskiego scenariusza nam nie grozi"

Były minister obrony dopytywany, czy w świetle warszawskich postanowień przywódców NATO, należy spodziewać się błyskawicznych i niebezpiecznych kroków odwetowych ze strony Moskwy, wskazuje, że tak bardzo charakterystyczna dla Polski czujność względem sąsiada jest jak najbardziej na miejscu. - W stosunku do Rosji zawsze trzeba zachowywać ostrożność i myśmy ją zawsze zachowywali. W przeszłości doprowadzało do tego, że Polska była traktowana jako swojego rodzaju bojownik zimnej wojny, który cały czas ostrzegał przed Moskwą -  zaznacza.

Na przyszłość kreśli jednak względnie optymistyczne, choć niewolne od obaw scenariusze. - Problem polega na tym, że dobrze byłoby mieć tych sił sojuszniczych więcej, ale mojej ocenie powtórka scenariusze ukraińskiego czy gruzińskiego nam nie grozi - wyjaśnia.

Jak daleko posunie się Moskwa?

Zasadnicze pytanie dotyczy tego, co rzeczywiście Rosja może zrobić. -  Z pewnością będzie podnosiła krzyk, że postanowienia warszawskie są tożsame ze wzmacnianiem NATO i okrążaniem Rosji, pomijając przy tym fakt, że sama niesłychanie pomnaża swoje siły na zachodniej flance - dodaje.

Biorąc pod uwagę fakt, że w przeszłości Moskwa wykazała się wyjątkową umiejętnością doszukiwania się i tworzenia usprawiedliwiających agresywne działania pretekstów, przyszłość może przynieść  różnorakie, nierzadko barwne scenariusze.

 -  Pamiętam, że w telewizji rosyjskiej pokazywano czołgi Abrams, które miały zostać zniszczone pod Donieckiem, co było oczywiście kompletną bzdurą . W swoich działaniach może posunąć się znacznie dalej i jak tylko pojawi się potrzeba, stworzyć nową wersję ataku na radiostację w Gliwicach. Wcale bym się nie zdziwił - wskazuje Onyszkiewicz.

"Największe zagrożenia mogą przyjść ze wschodu i z południa"

Najlepszym zabezpieczeniem przed imperialistycznymi zakusami Moskwy może okazać się  solidarność wszystkich członków Sojuszu i podjęcie działań na wszystkich możliwych frontach, zgodnie z natowską strategią 360 stopni.  - NATO rzeczywiście powinno działań na wszystkich kierunkach. Zresztą atak na World Trade Center z 11 września 2001 roku został słusznie potraktowany - w myśl artykułu piątego Traktatu -  jako napaść na wszystkich członków Sojuszu,  choć pochodził  z zupełnie innego kierunku -  nie ze strony Rosji, tylko ze strony  afgańskich terrorystów. Pakt Północnoatlantycki powinien tego rodzaju zdolność  mieć, chociaż analizując możliwe zagrożenia, powinien przede wszystkim przygotować się na niebezpieczeństwa czyhające ze wschodu i południa - puentuje nasz rozmówca.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje