Reklama

Reklama

Misja prezydenta Andrzeja Dudy przed szczytem NATO

Prezydent Andrzej Duda odwiedzając przed warszawskim szczytem różne kraje Sojuszu Północnoatlantyckiego dąży do tego, aby kwestia umacniania NATO na wschodniej flance nie straciła na znaczeniu - ocenia Marek Świerczyński z Polityki Insight.

Prezydent Duda w poniedziałek spotka się z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem, a w Mons z naczelnym dowódcą sił NATO gen. Philipem Breedlove’em. Wizyty zagraniczne prezydenta w I półroczu 2016 r. będą skupiały się na budowaniu zgody w ramach Sojuszu przed lipcowym szczytem w Warszawie.

Według Świerczyńskiego, NATO na szczycie warszawskim w lipcu raczej nie podejmie decyzji o budowie stałych baz na wschodniej flance, ale zwróci uwagę na potrzebę rotacyjnej obecności sił Sojuszu zarówno w krajach bałtyckich, jak i w Polsce. "Obecnie chodzi o to, by w granicach wyznaczonych na razie na szczeblu dyplomatycznym i wojskowym, decyzje szczytu były jak najbardziej korzystne z polskiego punktu widzenia, tzn. by było jak najwięcej ćwiczeń, żeby gotowość jednostek, które są przeznaczone do sił odpowiedzi, była jak najwyższa" - ocenił ekspert.

Reklama

Zaznaczył, że szczyt Sojuszu w Warszawie wyjdzie poza ustalenia szczytu w Newport w tym sensie, że zostanie znacznie zwiększona NATO-wska pula sił odpowiedzi. "To wiadomo. Z obecnych 17 tysięcy siły odpowiedzi zostaną zwiększone i będą liczyć ponad 30 tysięcy" - dodał. "Szczegóły są dopracowywane, formalne ogłoszenie decyzji nastąpi na szczycie w Warszawie" - powiedział.

Cel wizyt prezydenta Dudy


W ocenie Świerczyńskiego wizyty prezydenta Dudy w krajach sojuszniczych NATO mają służyć temu, by wschodni kierunek nie stracił na znaczeniu.

"Wydarzenia ostatniego roku bardzo umiejętnie eksploatowane przez stronę rosyjską doprowadziły do tego, że kierunek umacniania NATO na wschodniej flance nieco stracił na swojej sile przebicia również wśród decydentów politycznych. Kryzys migracyjny, to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, otwarcie przez Rosję de facto nowego frontu konfrontacji z Zachodem w północno-wschodniej Syrii doprowadziły do tego, że uwaga Europy Zachodniej znacznie bardziej koncentruje się na kierunku południowym" - mówi ekspert.

Wpływ na mniejsze zainteresowanie sytuacją na wschodzie ma także - w ocenie Świerczyńskiego - relatywne zmniejszenie intensywności konfliktu zbrojnego na wschodzie Ukrainy.

"Wiele stolic zachodnich przyjęło do wiadomości, że kryzys na wschodzie Ukrainy wygasa i trzeba pilnować, by wygasł w miarę szybko, by doprowadzić do wypełnienia porozumień mińskich. Wtedy sprawa umacniania wschodniej flanki mogłaby spaść z agendy, a kosztuje ona potworne pieniądze. Faktyczne decyzje o umacnianiu sił zbrojnych czy to w układzie narodowym czy sojuszniczym nie są podejmowane przez ministrów obrony, ale finansów, teraz raczej nie ma do tego nikt serca" - zaznacza.

Świerczyński zwraca uwagę, że prezydent spotka się nie tylko z szefem NATO Jensem Stoltenbergiem, ale odbędzie także szereg rozmów z dowódcami w SHAP-ie m.in. z gen. Philipem Breedlove’em - jak podkreśla - dowódcą operacyjnym NATO, a także dowódcą sił amerykańskich w Europie. Podkreślił, że wizyta otwiera także przestrzeń współpracy bilateralnej dla amerykańskich inicjatyw obronnych podejmowanych w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym w szczególności w Polsce.

"Amerykanie zadeklarowali bezprecedensowy udział w ćwiczeniach Anakonda w tym roku. Będzie on polegał na desancie wprost z amerykańskiej bazy prawdopodobnie nawet całej brygady powietrzno-desantowej. Żołnierze wsiądą do samolotów w USA i wyskoczą na spadochronach w Polsce, będzie to pokaz siły, ale także możliwości. Zgodnie z już dawno przyjętym i zaakceptowanym planem po jesiennej fazie ćwiczeń w Polsce zostanie w kilku miejscach sprzęt dla dwóch batalionów pancernych amerykańskich sił zbrojnych. To też jest inicjatywa luźniej związana z NATO, natomiast bardziej ze współpracą bilateralną z USA. W 2016 r. zostanie rozpoczęta budowa instalacji antyrakietowej amerykańskiej marynarki wojennej w Redzikowie" - wymienia Świerczyński.

Zwraca uwagę, że te inicjatywy amerykańskie lub polsko-amerykańskie koniec końców będą włączone w parasol sojuszniczy, ale "dysproporcja pomiędzy działaniami NATO a USA w ramach NATO jest znacząca".

"Klimat wokół Polski się zepsuł"


Pytany, czy zainteresowanie Polską przez Komisję Europejską a także sprawa wymiany kierownictwa w Centrum Eksperckim Kontrwywiadu NATO mogą mieć wpływ na ustalenia Sojuszu, odparł: "Tego bym się w ogóle nie obawiał. Ani dla organizacji szczytu, dla jego przebiegu, ani jego ustaleń stricte wojskowych nie będzie to miało znaczenia. Sojusz nie podejmuje decyzji z miłości do Polski, ze szczególnej dbałości o polskie interesy obronne, z miłości do tego czy innego polskiego rządu, ale uwagi na swój interes wojskowy" - zaznacza Świerczyński. 

"Oczywiście jest jeszcze kwestia klimatu i wizerunku. Chyba nie uciekniemy od stwierdzenia, że klimat wokół Polski się zepsuł i wizerunek Polski w tej chwili nie jest najlepszy. Pewnie należy się spodziewać, że stolice także w kontekście wojskowym będą nieco bardziej wyczulone na sygnały płynące z naszego kraju i na pewno styl wymiany kierownictwa Centrum Eksperckiego ds. Kontrwywiadu NATO nie pomógł nam w budowie dobrego wizerunku" - ocenił.

Z drugiej strony - podkreślił - słychać, że obecność ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza na szczycie ministerialnym UE była przyjęta niezwykle pozytywnie. "Sygnały są mieszane, na pewno pewne straty wizerunkowe zostały poniesione" - zaznaczył.

Warszawski szczyt NATO, zapowiedziany na poprzednim takim spotkaniu w Walii, odbędzie się 8-9 lipca 2016 r. na Stadionie Narodowym. Andrzej Duda jako prezydent elekt z sekretarzem generalnym NATO spotkał się w czerwcu 2015 r. w Warszawie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy