Reklama

Reklama

​Polskie władze o węglu, czyli zjeść ciastko i mieć ciastko

Na przestrzeni kilkudziesięciu godzin prezydent Andrzej Duda z pasją bronił zarówno środowiska, jak i energetyki węglowej - w zależności od audytorium. Beata Szydło ogłosiła, że węgiel to przyszłość, natomiast Mateusz Morawiecki, że od węgla będziemy stopniowo odchodzić. Ponieważ szczyt klimatyczny pokrył się we wtorek z barbórką, dysonans w narracji był tym bardziej widoczny.

W poniedziałek, 3 grudnia, otwierając szczyt COP24 w Katowicach, Andrzej Duda podkreślał:

Reklama

"Polska jest dziś gotowa do wzięcia swojej części odpowiedzialności za międzynarodowe bezpieczeństwo - tym razem także w wymiarze polityki klimatycznej". I dalej:

"Pełne wdrożenie porozumienia paryskiego nie jest jedynie odpowiedzialnością nas wszystkich - to przede wszystkim szansa na pokojowy i zrównoważony rozwój świata".

Porozumienie paryskie zakłada m.in. "doprowadzenia do szybkiej redukcji emisji zgodnie z najnowszymi dostępnymi informacjami naukowymi".

Jednak już w trakcie owego powitalnego przemówienia Andrzej Duda sygnalizował:

"Użytkowanie własnych zasobów naturalnych, czyli w przypadku Polski węgla, i opieraniu o te zasoby bezpieczeństwa energetycznego nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu i z postępem w dziedzinie ochrony klimatu".

Później, w trakcie konferencji prasowej, Duda wzmocnił akcenty "węglowe".

"Nie ma planu rezygnacji z węgla w Polsce. Węgiel jest naszym strategicznym surowcem. Mamy zapasy na 200 lat i trudno, żebyśmy z węgla, dzięki któremu mamy suwerenność energetyczną, rezygnowali" - podkreślił.

Stoi to w sprzeczności z zaleceniem raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu, jednostki ONZ, w którym pada postulat gospodarki wolnej od węgla do 2050 roku.

Podczas uroczystości barbórkowych w Brzeszczach prezydent jeszcze mocniej stanął w obronie węgla:

"Dopóki ja pełnię w Polsce urząd prezydenta, nie pozwolę, by ktokolwiek zamordował polskie górnictwo. (...) Węgiel w Polsce jest i będzie" - wskazywał. I stanowczo odcinał się od "poprawności politycznej" oraz "obcych interesów", którym, jak twierdzi, stawia opór podczas COP24.

Prezydentowi wtórowała wicepremier Beata Szydło.

"Dla nas, tutaj w Polsce, górnictwo i węgiel to nie jest tylko i wyłącznie akademicka dyskusja na szczycie klimatycznym, ale to jest rzeczywistość naszej gospodarki, nasza przyszłość" - wywodziła Szydło.  

Balansowanie między przekazem na potrzeby wewnętrzne, a przekazem na potrzeby społeczności międzynarodowej ilustruje wypowiedź premiera Mateusza Morawieckiego.

"Pokazujemy, że nasza zależność od węgla będzie malała i ona maleje rok po roku (...). Stawiamy na nowe źródła, takie jak energetyka wiatrowa na morzu, jak fotowoltaika, jak energetyka atomowa" - wyliczał szef polskiego rządu.

Z wypowiedzi premiera można by wywnioskować, że z biegiem lat będziemy odchodzić od gospodarki opartej na węglu w stronę odnawialnych źródeł energii, co jak najbardziej szłoby w sukurs oczekiwaniom formułowanym na forum ONZ czy UE.

Tyle że prezydent podkreśla, iż "Polska gospodarka nadal będzie opierała się na węglu", a obecnie buduje się nie elektrownie jądrowe czy wiatraki, tylko nowe bloki w elektrowniach węglowych - w Ostrołęce czy w Opolu.

Narrację Mateusza Morawieckiego, której elementem jest również elektromobilność, trudno jest pogodzić z obecnymi realiami (rozwój energetyki węglowej, a zmiany na razie głównie na slajdach), natomiast przekaz prezydenta jest na pozór spójny:

Andrzej Duda na COP24 zapowiadał, że Polska nie zrezygnuje z węgla, ale będzie redukować "emisję netto". W jaki sposób? W opowieści prezydenta wciąż będziemy emitować CO2 w podobnym stopniu, ale za pomocą zalesiania będziemy coraz więcej tego gazu pochłaniać.

Wyliczenia naukowców nie pozostawiają jednak złudzeń - ten plan jest całkowicie nierealny. Drzewa, owszem, pochłaniają CO2 i należy je sadzić, ale nawet zalesienie całej Polski nie rozwiązałoby problemu bez znaczącej redukcji emisji.

Prezydent podkreślał na szczycie klimatycznym, że Polska wywiązuje się z porozumienia z Kioto z nadwyżką - to prawda - i że emisja dwutlenku węgla w Polsce spada - to akurat łatwo zakwestionować. Według danych Eurostatu jest wręcz przeciwnie - emisja CO2 w Polsce w ostatnich latach rośnie np. w 2017 roku wzrosła o 3,8 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Polska odpowiada również za jedną piątą wzrostu emisji CO2 w UE (co świadczy przy okazji o tym, że polityka klimatyczna całej Wspólnoty nie poraża skutecznością, choć wypełnia cele z Kioto).

Andrzej Duda chciał przekonać uczestników katowickiego szczytu, że Polska wytycza drogę, jak chronić klimat i zmniejszać emisje netto, nie uderzając w górnictwo, jednak powyższe dane także i tego wątku nie wspierają.

Przekaz formułowany przez władze to klasyczne "zjeść ciastko i mieć ciastko". Nie rezygnować z węgla i chronić klimat - mówi prezydent. Zarazem pojawiają się konkurencyjne narracje: jedna o stawianiu na węgiel i jednoczesnym pochłanianiu CO2 przez drzewa (Duda, minister Kowalczyk), druga o stawianiu na węgiel bez względu na okoliczności (Szydło) i trzecia o stopniowym odchodzeniu od węgla na rzecz odnawialnych źródeł energii (Morawiecki).

Można tylko domniemywać, jak wyglądałaby paleta narracji, gdyby Polska nie organizowała COP24. Do tej pory polskie władze, niezależnie od barw partyjnych, nie uznawały zmian klimatycznych za problem priorytetowy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne