Reklama

Reklama

Strzały w Sanoku

Ekspert: Policjanci w Sanoku działali według procedur

Policjanci w Sanoku działali według procedur. Negocjacje mają na celu niedopuszczenie do tego, aby coś stało się osobom postronnym. To standard w działaniach służb na całym świecie - przekonuje Andrzej Mroczek, ekspert w zakresie terroryzmu bombowego i jego zwalczania z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.

PAP:Czy w takiej sytuacji, jaka miała miejsce w Sanoku, normą jest kilkunastogodzinne czekanie policji na reakcję sprawcy, gdy wiadomo, że jest on uzbrojony i że jest z nim inna osoba?

Andrzej Mroczek: Tak, prowadzenie negocjacji, które mają na celu polubowne, a nie siłowe rozwiązanie zaistniałego kryzysu, jest standardem. Tym bardziej w sytuacji, gdy policjanci wiedzą, że w pomieszczeniu - poza sprawcą, który ma być zatrzymany - znajduje się inna osoba. Negocjacje mają na celu niedopuszczenie do tego, by coś stało się osobom postronnym. Jest to standardem w działaniach służb policyjnych na całym świecie.

Reklama

Działania policji w Sanoku należy ocenić pozytywnie. Policjanci postępowali według procedur, które obowiązują - zabezpieczyli teren, ewakuowali mieszkańców, powołany został sztab, użyto środków techniki operacyjnej. Wszystko przebiegało zgodnie z procedurami i standardami. Nigdy nie można przewidzieć, jak sprawca zachowa się w stosunku do policjantów i osoby, z którą przebywa. Do końca również nie mamy pewności, czy na przestrzeni godzin dziewczyna, która tam była, nie stała się zakładnikiem. Choć nie chciała opuścić tego mieszkania na pierwszym etapie, to do końca nie wiemy i nie będziemy wiedzieć, czy później nie była jednak w tym mieszkaniu wbrew swojej woli.

Czy w sytuacji, gdy wiadomo, że w pomieszczeniu jest osoba nieletnia, nawet gdy jest tam z własnej woli, taktyka działania policji jest taka sama?

- Nie ma znaczenia, czy ta osoba jest nieletnia. Chodzi o życie i zdrowie człowieka. Ideą działania policji jest zatrzymanie osoby i wyrządzenie podczas zatrzymania jak najmniejszej szkody, a potem doprowadzenie przed oblicze prokuratora i sądu. Inaczej działają wojskowe jednostki specjalne, szkolone przede wszystkim do zneutralizowania zagrożenia.

Jest rzeczą naturalną, że w tym przypadku policjanci nie chcieli rozwiązywać sprawy siłowo, tylko tak, żeby nikomu nie wyrządzić żadnej szkody. Nastąpiły inne okoliczności i wtedy postanowiono wejść siłowo do mieszkania - z zastosowania środków techniki operacyjnej zapewne wynikało, że nie ma ruchu wewnątrz tego lokalu i dlatego była taka, a nie inna decyzja funkcjonariuszy.

Jak w takich sytuacjach wygląda prowadzenie negocjacji ze sprawcą?

- Wszystko uzależnione jest od tego, czy taka osoba chce nawiązać kontakt. Tu z przekazów medialnych wynika jednoznacznie, że ten mężczyzna nie chciał nawiązać jakiegokolwiek kontaktu. Ale to też jest sygnał dla negocjatorów i psychologów, który trzeba wziąć pod uwagę podczas tworzenia profilu tej osoby i ewentualnych domniemań, jak będzie zachowywać się w trakcie rozwiązania siłowego, czy może dojść np. samobójstwa.

W tym przypadku nie mamy żadnych szczegółowych informacji. One będą znane zapewne dopiero po sekcji zwłok. Nie wiadomo, czy mamy do czynienia z samobójstwem zbiorowym, czy też samobójstwem rozszerzonym (po zadaniu śmierci innym - przyp. red.).

Czy można określić typ osoby, której nie udaje się w trakcie negocjacji przekonać?

- To trudne pytanie, bo psychika każdego człowieka jest inna. Na pewno nie udaje się przekonać takiej osoby, która już zakłada, że ostatecznie popełni samobójstwo bądź chce je popełnić. Proszę sięgnąć do wydarzeń w Magdalence (w marcu 2003 r. policja próbowała zatrzymać dwóch mężczyzn, podejrzewanych w zabójstwo policjanta w Parolach w 2002 r.; w wyniku akcji jeden z funkcjonariuszy zginął, inny zmarł od ran, 16 zostało rannych; przestępcy zaczadzieli w obleganym budynku - przyp. red..). Ci dwaj mężczyźni od samego początku zakładali, że nie dopuszczą do zatrzymania i założyli, że policjanci na pewno nie wezmą ich żywcem.

Ocena takiej osoby jest bardzo trudna. W tym przypadku, gdyby policjanci wcześniej wiedzieli, że podczas próby zatrzymania może dojść do strzelaniny, na pewno przedsięwzięliby inne środki. Zwróćmy uwagę, że w małych środowiskach lokalnych, takich jak Sanok, wszyscy się znają. Policjanci mieli profil tego mężczyzny, wiedzieli, z kim mają do czynienia, i na pewno było dla nich zaskoczeniem, że zareagował w taki sposób. Tu w grę mogą wchodzić takie czynniki jak alkohol bądź narkotyki. Wtedy jest pobudzenie i nieracjonalne myślenie, wzmaga się desperacja u takiej osoby.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje