Reklama

Reklama

Środek-Wschód. Raport INTERIA.PL

Polacy będą współrządzić Litwą. Czego się spodziewać?

Stało się. Prawie miesiąc od zakończenia wyborów wygląda na to, że znamy skład przyszłej koalicji rządzącej.

Reklama

Do trzech tzw. centrolewicowych partii (Socjaldemokratów, Partii Pracy i Porządku i Sprawiedliwości) dołączyła po długich targach Akcja Wyborcza Polaków na Litwie. AWPL dostanie w nowym litewskim rządzie jedną tekę ministerską (centrolewica najchętniej oddałaby Akcji Ministerstwo Kultury, jednak negocjatorzy AWPL chcą "bardziej poważny" resort; mówi się, że będzie nim Ministerstwo Energetyki) oraz dwa stanowiska wiceministerskie (najpewniej w resortach kultury oraz oświaty i nauki). Teraz już wszystko w rękach prezydent Dalii Grybauskaite, bo nadal nie wiadomo, czy zaakceptuje koalicję z Partią Pracy (nawet bez Uspaskicha w rządzie).

Spełnione scenariusze

Gdy przed rokiem Waldemar Tomaszewski zapowiadał zdobycie 10-14 mandatów w przyszłym Sejmie, przepowiadałem, że Akcja może liczyć na mniej więcej osiem. Tyle też zdobyła. Gdy w lutym br. lider AWPL zapowiedział, iż ma chęć na cztery ministerstwa (Oświaty i Nauki, Transportu, Gospodarki oraz Rolnictwa) napisałem w tekście "Kilka uwag na temat dzielenia skóry na niedźwiedziu":

"Oczekiwania lidera AWPL są chyba dosyć daleko od realnych możliwości polskiej partii. Wątpię by AWPL po zdobyciu 8 czy nawet 10 mandatów mogła liczyć więcej niż na dwie teki ministerskie. Nie są wykluczone oczywiście i inne warianty (np. jedno ministerstwo + wiele stanowisk wiceministerskich w wielu ministerstwach".

Wygląda na to, że ten ostatni scenariusz właśnie na naszych oczach się spełnia. Tuż po wyborach Waldemar Tomaszewski zapowiadał, że AWPL liczy w przyszłym rządzie na trzy ministerstwa. Było to oczywiście coś z pogranicza science fiction w przypadku partii posiadającej zaledwie ośmiu posłów oraz gdy AWPL nie jest przysłowiowym języczkiem u wagi (centrolewica posiada w Sejmie bezpieczną większość 78 posłów, AWPL tak naprawdę potrzebna jest jej do wzajemnego równoważenia wpływów z jednej strony oraz szachowania prezydent Dalii Grybauskaite (w takiej konfiguracji głosów wystarcza do usunięcia prezydent z urzędu w drodze impeachmentu)). Wydawało się wręcz, iż AWPL wcale do wejścia do koalicji rządzącej się nie pali i jest gotowa na bardziej bezpieczne pozostanie w "konstruktywnej" opozycji.

Ambicje polityczne górą

Ostatecznie jednak zwyciężyły zdrowe polityczne ambicje i do rozmów z centrolewicą negocjatorzy AWPL przystąpili już z dużo mniejszymi wymaganiami: tyle samo stanowisk, ile ma "Porządek i Sprawiedliwość". Problem polega na tym, że paksiści mają większą frakcję (11 mandatów) i współpracują z socjaldemokratami oraz Partią Pracy od kilku lat w ramach opozycji sejmowej. AWPL natomiast to dla polityków litewskich nadal wielka niewiadoma. Dlatego Algirdas Butkevičius przez cały okres targów politycznych stał na stanowisku jednego ministerstwa dla Polaków (Wiktor Uspaskich był skłonny do większych ustępstw, ale... kosztem socjaldemokratów). I tym ministerstwem miało być Ministerstwo Kultury.

Klip wyborczy AWPL

Na to z kolei nie chcieli przystać negocjatorzy AWPL, chociaż gotowi byli spuścić z tonu.

"Należy usiąść przy stole i omówić ewentualne propozycje. Być może też inne propozycje, nie ministerialne, będą w stanie nas zainteresować. Jeśli to będzie ważne ministerstwo, to można będzie to rozważyć. Jednakże na razie brak jakichkolwiek konkretnych propozycji" ― mówił w ubiegłym tygodniu Leonard Talmont, negocjator oddelegowany przez AWPL.

"Niepoważne ministerstwo"

Trochę paradoksalnie słyszeć z ust jednego z liderów Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, iż Ministerstwo Kultury ― odpowiadające na Litwie za kwestie mniejszości narodowych ― jest ministerstwem "niepoważnym". Z drugiej jednak strony jest w tym trochę racji: resort kultury jest jednym z najmniejszych, a problemów w nim kupa, no i waga ministra kultury w rządzie zawsze była minimalna. Waldemar Tomaszewski ― a najwyraźniej to właśnie jego chciano oddelegować z ramienia AWPL do rządu ― najwyraźniej nie chciał być szefem takiego resortu.

Energetyka dla Polaków?

Czy np. Ministerstwo Energetyki, które według najnowszych plotek, ma przypaść AWPL, jest lepszym wariantem?

Trudno o jednoznaczną odpowiedź. To również bardzo małe i jednocześnie bardzo problematyczne ministerstwo, dodatkowo mające mnóstwo wewnętrznych problemów kadrowych (zostało utworzone w 2009 roku przez konserwatystów na bazie kilku departamentów Ministerstwa Gospodarki w celu wyrzucenia ze służby państwowej wszechmocnego socjaldemokratycznego cara litewskiej energetyki, podsekretarza stanu Ministerstwa Gospodarki Anicetasa Ignotasa i gruntownie "wyczyszczone" oraz obsadzone wierną konserwatystom gwardią), rządzenie takim resortem będzie niewątpliwie niezwykle trudne, a jednocześnie raczej nie przysporzy profitów politycznych jego szefowi, gdyż litewskich problemów energetycznych nie da się rozwiązać ani na raz-dwa, ani w ciągu czterech lat.

Poza tym energetyka jest swoistym oczkiem w głowie prezydent Dalii Grybauskaite, która raczej nie zaakceptuje na tym stanowisku Tomaszewskiego, który ma sporo biopaliwowego entuzjazmu, ale nie ma doświadczenia w tej dziedzinie. Najpewniej więc kandydatem AWPL na ministra energetyki zostanie Jarosław Niewierowicz.

Po pierwsze, ma niezbędne doświadczenie (jest od roku 2008 szefem polsko-litewskiej spółki "LitPolLink" odpowiedzialnej za budowę mostu energetycznego z Polską). Po drugie, ma doświadczenie polityczne (w latach 2006-2008 był wiceministrem spraw zagranicznych z ramienia AWPL, wcześniej pracował jako dyplomata). Po trzecie, jest niejako gwarancją prężnej współpracy w dziedzinie energetyki z Polską, a bez tej współpracy litewska niezależność energetyczna jest fikcją. No i at last but not at least jest bliskim krewnym Czesława Okińczyca, którego wpływy i w polskich, i w litewskich elitach nadal są spore.

Reszta to prestiż

Natomiast posiadanie stanowisk wiceministerskich poza prestiżem i podzieleniem się odpowiedzialnością z partnerami koalicyjnymi w praktyce oznacza niewiele. W większości poprzednich rządów tacy wiceministrowie-spadochroniarze (czyli nienależący do partii ministra) byli po prostu pacyfikowani poprzez zlecenie im mało znaczących funkcji. Właśnie dlatego z takiej praktyki konserwatywno-liberalna koalicja w roku 2008 zrezygnowała.

Czego się spodziewać?

Czego możemy się po tym nowym rządzie spodziewać, jeśli chodzi o stosunki polsko-litewskie? Przede wszystkim poprawy relacji polsko-litewskim. Już samo wejście AWPL uciszy krytykę ze strony AWPL, polskich mediów oraz Warszawy, a więc stworzy warunki i klimat do "nowego otwarcia". Niewątpliwie zostanie też spełniona przynajmniej część polskich postulatów. Podczas rozmów koalicyjnych AWPL nie zgłosiła żadnych propozycji, które wzbudziłyby protesty pozostałych koalicjantów.

AWPL zażądała przejścia na biopaliwo w całym państwie, zwiększenia o 30 proc. finansowania dróg o znaczeniu lokalnym oraz zwiększenia minimalnego wynagrodzenia do 1200 litów przed końcem 2013 roku, a także zakończenia reformy rolnej. Wszystkie te postulaty w tej lub innej formie były też w programach centrolewicy. AWPL jednocześnie zażądała od partnerów nieblokowania zgłaszanych przez partię projektów światopoglądowych (chodzi o zakaz aborcji i in vitro) na pierwszym stadium ich rozpatrywania w Sejmie (nie oznacza to de facto nic więcej niż dyskusję nad nimi). Nie poruszano jeszcze szczegółowo kwestii oświaty, ale wszystkie partie współtworzące koalicję "3+1" zapowiadają mniejsze lub większe zmiany w przeprowadzonej przez rząd Kubiliusa reformie oświaty. Wątpliwe by rząd wycofał się z nauczania w szkołach polskich historii i geografii Litwy po litewsku lub z ujednoliconego egzaminu z języka litewskiego dla maturzystów ze szkół litewskich i nielitewskich, jednak najpewniej zostanie wprowadzony w tym przypadku odpowiednio długi okres przejściowy, jeśli chodzi o wcielanie tych norm.

Zostało już wstępnie uzgodnione przyjęcie ― być może już nawet w sesji wiosennej 2013 roku ― Ustawy o mniejszościach narodowych oraz odrodzenie rządowego Departamentu ds. Mniejszości Narodowych. Faktycznie jego istnienie nie ma żadnego większego wpływu na sytuację mniejszości narodowych, jednak stanowi pewnego rodzaju symbol, iż rząd nadaje tym sprawom dużą wagę. W programie przyszłego rządu znajdą się też pewnie postulaty rozwiązania kwestii pisowni imion i nazwisk oraz zwrotu ziemi. Prawdopodobnie jednak zostaną sformułowane w sposób mało precyzyjny, bo jednak wątpliwe by rozwiązania obu kwestii zadowoliły mniejszość polską (w przypadku pisowni nazwisk najpewniej zostanie wprowadzony wariant łotewski (a więc nazwisko w wersji oryginalnej obok nazwiska w wersji fonetycznej), w przypadku zwrotu ziemi zostanie on zakończony za pomocą rekompensat za ziemię niepodlegającą zwrotowi (przede wszystkim w mieście), które są w dziesiątki razy niższe niż cena rynkowa).

Ktoś pewnie powie, że to niewiele i większość tych kwestii zostałyby załatwiona i bez wejścia AWPL do rządu. Też tak sądzę. Jednak wydaje mi się, że w tej sytuacji najważniejsze, że Akcja do rządu wchodzi. Najwyższy bowiem czas, aby ekipa Waldemara Tomaszewskiego udowodniła na co ją stać, przyjęła odpowiedzialność za państwo. Jest to spore wyzwanie i ryzyko dla polskiej partii, ale tym bardziej interesujące będzie przyglądanie się jej poczynaniom u władzy.

Aleksander Radczenko z Wilna. Autor portalu PolitykaWschodnia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy