Reklama

Reklama

Środek-Wschód. Raport INTERIA.PL

Wybory w Bułgarii: Liczne sygnały o naruszeniach

Wyższa w porównaniu z poprzednimi wyborami parlamentarnymi jest frekwencja w niedzielnej elekcji - wskazują dane zarówno CKW, jak i ośrodków badań socjologicznych. Według CKW dwie i pół godziny po otwarciu lokali głosowało 12,17 proc. uprawnionych.

Rządowy Ośrodek Badania Opinii Publicznej NCIOM mówi o ok. 33-procentowej frekwencji do południa.

Reklama

Sondaże exit polls, o których - wbrew zawartemu w ordynacji wyborczej zakazowi - informują media elektroniczne, mówią o lekkiej przewadze lewicy nad centroprawicową partią GERB byłego premiera Bojko Borysowa, lecz jest za wcześnie uważać tę tendencję za trwałą.

Atmosfera w kraju, zwłaszcza po sobotnim przejęciu przez prokuraturę 350 tys. dodatkowych kart do głosowania, jest napięta. Przedstawiciele drukarni twierdzą, że karty były wybrakowane i była to makulatura. Według prokuratury karty były odpowiednie, co oznacza, że mogły być użyte w dniu głosowania.

W pierwszej połowie dnia do prokuratury, która uruchomiła specjalne linie telefoniczne w razie informacji o naruszeniach, napłynęły dziesiątki takich sygnałów. Badanych jest 190 przypadków; w sprawie 43 wszczęto dochodzenia wstępne.

Według jednego z doniesień w dwóch miastach w zachodniej części kraju nielegalnie przechowuje się 30 tys. kart przeznaczonych do wymiany tych, którymi faktycznie głosowano. Według radia publicznego policja przeszukuje budynek władz w mieście Kiustendił.

Głosując w niedzielę, prezydent Rosen Plewnelijew wezwał współobywateli do udziału w wyborach. Według niego "żadne scenariusze dotyczące sfałszowania wyborów i destabilizacji kraju nie mają szans, jeżeli do urn pójdą miliony wyborców". - Wybory są najbardziej efektywną instytucją demokratycznego państwa - podkreślił.

Szef tymczasowego rządu Marin Rajkow również zaznaczył, że wysoka frekwencja nie pozwoli na manipulowanie wynikami głosowania. Jednocześnie sobotnie reakcje sił politycznych na komunikat prokuratury o dodatkowych kartach wyborczych określił jako "histeryczne".

Lewica, turecki Ruch na rzecz Praw i Swobód, nacjonalistyczna partia Atak komentowali obecność tak znacznej ilości kart w drukarni jako próbę sfałszowania wyborów na wielką skalę. Szef drukarni związany jest z centroprawicą. Te reakcje - według Rajkowa - nie powinny odciągać obywateli od zamiaru głosowania.

Lider lewicy Sergej Staniszew powiedział, że głosuje "za oczyszczeniem atmosfery w kraju, aby ludzie byli w nim wolni, a nie poniżani i poddawani naciskowi, za tym, by nasze dzieci nie emigrowały".


Dowiedz się więcej na temat: Bułgaria

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne