Reklama

Reklama

Morderstwo Krzysztofa Olewnika - tajemnicze śledztwo

​Ojciec Olewnika domaga się miliona zł zadośćuczynienia

Włodzimierz Olewnik żąda od prokuratury badającej sprawę jego syna miliona zł zadośćuczynienia. Jego zdaniem śledczy w komunikatach z 2011 r. podali nieprawdziwe, szkalujące go informacje. Przed gdańskim sądem rozpoczął się dzisiaj proces cywilny.

Włodzimierz Olewnik żąda od prokuratury badającej sprawę jego syna miliona zł zadośćuczynienia. Jego zdaniem śledczy w komunikatach z 2011 r. podali nieprawdziwe, szkalujące go informacje. Przed gdańskim sądem rozpoczął się dzisiaj proces cywilny.

Pozew związany jest z przeszukaniami przeprowadzonymi w 2011 r. w domu ojca porwanego w 2001 r. i zamordowanego dwa lata później Krzysztofa Olewnika. Informując media o przeszukaniach śledczy podali, że zdecydowali się na nie, bo mają wątpliwości, czy rodzina przekazała im wszystkie dowody istotne dla śledztwa, w tym np. pełną korespondencję z porwanym oraz nagrania z monitoringu domu Krzysztofa Olewnika z momentu, gdy został on uprowadzony.

Rodzina zamordowanego twierdzi, że dom Krzysztofa nie był objęty monitoringiem, a śledczy otrzymali pełen zestaw dowodów. W maju 2012 r. Olewnikowie wezwali prokuraturę do przeprosin, a gdy to nie przyniosło efektu, siostra Olewnika wytoczyła śledczym proces cywilny. Roszczenie to sąd oddalił, a w kwietniu br. na wniesienie osobnego pozwu zdecydował się Włodzimierz Olewnik, który żąda od śledczych miliona złotych i przeprosin.

Reklama

Pełnomocnik Olewnika w tej sprawie, Bogdan Borkowski powiedział w piątek przed sądem, że w listopadzie 2011 r., kiedy to doszło do przeszukań i prokuratura wydała dotyczące tej czynności komunikaty, Włodzimierz Olewnik "był w konflikcie z prokuraturą".

"Mamy dowody na to, że treść komunikatów prokuratury została sformułowana nieprawdziwie, ale i celowo, aby naruszyć jego dobra osobiste, po to, aby z tego człowieka, który stał się symbolem walki o prawa oskarżonych, zrobić przestępcę" - mówił Borkowski.

W rozmowie z dziennikarzami adwokat powiedział, że "od około trzech lat rodzina Olewników nie otrzymuje informacji ze śledztwa: nie ma dostępu do akt, nie dostaje też odpisów dokumentów". "Jest to wynikiem świadomych decyzji, jakie zapadły w prokuraturze w 2011 r., kiedy rodzina Olewników kwestionowała przebieg śledztwa. Wtedy pojawiły się działania, które postawiały w bardzo negatywnym świetle Włodzimierza Olewnika: że ukrywa, że mataczy, pojawiły się komunikaty, w których ewidentnie zawarto nieprawdę" - powiedział Borkowski.

Jego zdaniem prawdziwym powodem przeszukań w domach Olewników było to, że "Włodzimierz Olewnik miał czelność" nagrywać swoje rozmowy z ministrami i innymi ważnymi osobami, z którymi spotykał się, by omawiać sprawę swojego syna. W przekonaniu Borkowskiego w przeszukaniach "chodziło również o zabezpieczenie tych materiałów".

Reprezentująca w tej sprawie śledczych Prokuratoria Generalna odpiera zarzuty Olewnika. W opinii Prokuratorii komunikaty prokuratury dotyczące przeszukań mówiły tylko o przyjętych przez śledczych hipotezach popartych materiałem dowodowym zgromadzonym w niejawnym postępowaniu.

Kolejną rozprawę w tym procesie wyznaczono na 28 lipca. Sąd będzie musiał wówczas zdecydować m.in., czy w sprawie tej nie doszło do przedawnienia (w tego typu sprawach następuje ono po trzech latach od zaistnienia czynu). Zdaniem powoda o przedawnieniu nie może być mowy, bo sprawie nadało bieg wezwanie do ugody wniesione w 2012 r. Prokuratoria Generalna uważa jednak, że wspomniane wezwanie nie rozpoczęło sprawy, bo dotyczyło m.in. innej sumy, a zadośćuczynienie miało trafić do innego podmiotu.

We wniosku ugodowym z maja 2012 r. rodzina Olewników żądała od gdańskiej prokuratury apelacyjnej przeprosin oraz wpłaty 600 tys. zł na fundację im. Krzysztofa Olewnika. Prokuratura uznała żądania za bezzasadne i w tej sprawie nie doszło do ugody. W lutym 2013 r. siostra Krzysztofa Olewnika złożyła w sądzie okręgowym w Gdańsku pozew w swoim imieniu, w którym żądała 100 tys. zł zadośćuczynienia oraz sprostowania przekazywanych przez śledczych informacji. Pod koniec 2013 r. gdański sąd oddalił w całości pozew, a sąd apelacyjny podtrzymał tę decyzję.

Z kolei na początku czerwca b.r. sąd w Radomiu oddalił - ze względu na przedawnienie, pozew w którym Włodzimierz Olewnik domagał się od mazowieckiej policji 1,3 mln zł odszkodowania. Kwota roszczenia została wyliczona na podstawie 300 tys. euro okupu, który Olewnikowie w 2003 r. przekazali porywaczom. Rodzina powiadomiła policję o miejscu i czasie przekazania okupu. Według W.Olewnika moment przekazania pieniędzy nie został jednak odpowiednio zabezpieczony przez funkcjonariuszy, przez co stracono okazję do namierzenia porywaczy i uwolnienia uprowadzonego.

Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w nocy z 26 na 27 październiku 2001 r. Mężczyzna został uprowadzony z własnego domu w Drobinie. Sprawcy kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną, żądając okupu. W lipcu 2003 r. pieniądze zostały przekazane jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało, zamordowano go miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy. Jego ciało zakopano w lesie w pobliżu miejscowości Różan (Mazowieckie); odnaleźli je w 2006 r. śledczy z Olsztyna, którzy wówczas zajmowali się sprawą.

W sprawie porwania i zabójstwa w październiku 2007 r. na ławie oskarżonych zasiadło 11 osób. W 2008 r. sąd w Płocku skazał dwóch zabójców Olewnika na kary dożywotniego więzienia, a kolejnych osiem osób - na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności; jednego z oskarżonych sąd uniewinnił.

Mimo wyroków sądowych, olsztyńscy śledczy nadal badali sprawę, licząc się z tym, że mogli nie wykryć wszystkich osób odpowiedzialnych za te przestępstwa. W maju 2008 r. postępowanie trafiło do gdańskiej prokuratury apelacyjnej, gdzie prowadzone jest nadal: prokuratura wystąpiła właśnie z wnioskiem o przedłużenie śledztwa do końca roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy