Reklama

Reklama

Zamachy w Brukseli. "To czarny dzień dla kraju"

Premier Belgii Charles Michel potwierdził, że w Brukseli doszło do dwóch zamachów: na lotnisku oraz na stacji metra Maelbeek. "To czarny dzień dla naszego kraju" - powiedział na konferencji prasowej.

"Obawialiśmy się, że to się wydarzy" - przyznał Michel. Dodał, że na razie jest za wcześnie, by podać liczbę ofiar zamachów. Premier przyznał, iż jest wiele osób rannych, niektóre bardzo ciężko. 

"To były ataki tchórzliwe, przeprowadzone z zimną krwią" - powiedział premier Belgii.

Prokurator federalny Frederic Van Leeuw, który podczas konferencji prasowej siedział u boku belgijskiego premiera powiedział, że jedna z eksplozji, do których doszło na lotnisku, była najprawdopodobniej spowodowana atakiem zamachowca-samobójcy.  

Władze ostrzegały przed tym, że z powodu zatrzymania Salaha Abdeslama, Państwo Islamskie może dążyć do zemsty.

Reklama

"Potrzebowaliśmy trochę czasu na zabezpieczenie miejsc zamachów, bo trzeba było się upewnić, czy w bagażach nie było kolejnych niebezpiecznych przedmiotów" - dodał.

"Na razie jest za wcześnie, by podać dokładną liczbę ofiar. Priorytetem jest udzielenie pomocy rannym, wśród których są osoby ciężko ranne" - powiedział. Służby starają się wytropić sprawców zamachów - wskazał.

Według nieoficjalnych informacji podawanych przez media na lotnisku zginęło 13 osób, a 35 zostało rannych. Brukselskie przedsiębiorstwo komunikacji miejskiej STIB podało, że na stacji metra zginęło 15 osób, a ponad 50 zostało rannych. 

Z Brukseli Anna Widzyk 

Bruksela: Eksplozje na lotnisku i w metrze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne