Reklama

Reklama

Echa zamachów w Brukseli. Czy Polska jest bezpieczna?

Co najmniej 31 ofiar śmiertelnych, ponad 200 osób rannych - to dotychczasowy bilans zamachów terrorystycznych w Brukseli. To kolejny - po Paryżu - krwawy atak dżihadystów z Państwa Islamskiego w Europie. Czy podobny zamach może mieć miejsce w Polsce?

"Polska jest państwem bezpiecznym. Nie ma podstaw, by wprowadzać podwyższony stopień bezpieczeństwa" - zapewnia premier Beata Szydło. "Nie mamy zagrożenia terrorystycznego, chociaż oczywiście mamy świadomość pełną tego, co dzieje się na zachodzie Europy" dodaje szef MSWiA Mariusz Błaszczak.

Reklama

Deklaracje polskich władz potwierdza grafika przygotowana przez francuską agencję AFP (poniżej). Wynika z niej, że Polska jest dziś jednym z najbezpieczniejszych krajów w tej części świata. Czy rzeczywiście tak jest? Czy nie grożą nam ataki terrorystyczne podobne do tych w Paryżu i Brukseli?

Bardzo niski poziom zagrożenia

- Zgadzam się z oceną polityków, poziom zagrożenia dla Rzeczpospolitej jest na tle świata i Unii Europejskiej bardzo niski - ocenia w rozmowie z Interią dr hab. Robert Borkowski, profesor Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego.

- Pomimo uczestnictwa w misjach wojskowych w Iraku i Afganistanie, Polska nie jest, jak na razie, atrakcyjnym celem dla terrorystów. I to z kilku powodów - podkreśla ekspert ds. bezpieczeństwa narodowego.

Jakie to powody?

- Nie jesteśmy na tyle ważnym graczem na arenie międzynarodowej. To, co dzieje się w Berlinie, Londynie czy Brukseli jest dużo ważniejsze od wydarzeń w stolicach krajów Europy Środkowej. Nie ma u nas także diaspory muzułmańskiej. Nie ma takiej mniejszości jak we Francji, Wielkiej Brytanii czy Niemczech. Nie ma przesłanek, pozwalających wskazać na zwiększenie zagrożenia - wyjaśnia dr hab. Robert Borkowski.

Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę

Nasz rozmówca przypomina, że poziom zagrożenia terrorystycznego na terytorium Unii Europejskiej wzrósł znacznie wcześniej, zanim doszło do ataków w Paryżu i Brukseli.

- Kraje europejskie przyłączyły się do operacji w Libii, mającej na celu usunięcie pułkownika Kadafiego, wzięły udział w operacji w Iraku i poparły, wraz ze Stanami Zjednoczonymi, działania niektórych ugrupowań islamistycznych walczących z prezydentem Asadem w Syrii. Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę - zaznacza specjalista ds. bezpieczeństwa.

- Efektem destabilizacji Bliskiego Wschodu jest rozwój terroryzmu i partyzantki islamskiej, doświadczyliśmy tego w Iraku i Afganistanie. Kwestią czasu było zatem, kiedy poszczególne kraje Unii Europejskiej zostaną zaatakowane na swoim terytorium - dodaje.

Nie zaatakują papieża Franciszka?

W lipcu Polska będzie gospodarzem szczytu NATO i Światowych Dni Młodzieży. Czy dwa wielkie wydarzenia przyciągną uwagę terrorystów?

- Jak spojrzymy na historię spotkań G-8 czy NATO, widzimy, że są to mityngi o bardzo wysokim reżimie zabezpieczeń. Do incydentów, poza bitwami ulicznymi, nie dochodziło. To samo dotyczy pielgrzymek papieskich i spotkań chrześcijan. Pamiętamy zamach na Jana Pawła II z 1981 roku, ale tam trop był inny. Islamscy, w zasadzie głównie sunniccy, terroryści mordowali chrześcijan w Syrii i Iraku, ale nie zaatakowali dotąd Watykanu, kościołów, hierarchów - zwraca uwagę dr hab. Robert Borkowski.

Czy to się może zmienić?

- Takie pytanie trzeba stawiać. Być może Państwo Islamskie stworzy nową strategię walki, ale na razie uderzenia w Belgię i Francję miały zupełnie inny wymiar. W Brukseli chodziło o zaatakowanie Unii Europejskiej i NATO. Paryż był najpewniej karą za przyłączenie się Francji do uderzenia w Libię i zaangażowanie w sprawy Syrii - kwituje nasz rozmówca.

***

Według ostatnich oficjalnych informacji we wtorkowych zamachach zginęło 31 osób, a ponad 200 zostało rannych. Liczba ofiar śmiertelnych może wzrosnąć.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy